Sport.pl

Andrzej Gołota dla Gazety: Mam wygrać

Różnica w walce z mańkutem jest, ale chyba jednak nie za wielka. Czy ktoś cię zdzieli lewą ręką, czy prawą, to obojętne. Tak samo boli - mówi Gazecie Andrzej Gołota.


Radosław Leniarski: Co jest w Byrdzie najtrudniejszego do pokonania?

Andrzej Gołota: To spryciuch w ringu. Uprawia sztukę walki bez walki.

Wymyśliliście taktykę?

- Tak. Mam wygrać.

Wszyscy mówią, że to walka ostatniej szansy. Na czym polega ta ostatnia szansa?

- No, jest ostatnią szansą. Teraz albo nigdy. Jak nie wygram, to powinienem kupić wędkę, o której mówi Ziggi Rozalski [menedżer i przyjaciel Gołoty - rl], i wybrać jakiś inny sport, na przykład K1. Miałem nawet propozycje. Byłoby fajnie jeszcze kopać.

Ale sytuacja w wadze ciężkiej jest otwarta. Przed tygodniem tytuł wywalczył pięściarz, o którym w Polsce i pewnie na świecie niewielu słyszało - czyli Brewster, który pokonał Kliczkę. To otwiera wielkie możliwości również dla Pana...

- Tak, każdy ma szansę. Nawet ty. Tylko spróbuj.

Dziękuję, nie. Wspominał Pan kiedyś, że lubi walczyć z mańkutami. Byrd to mańkut.

- Lubiłem. Teraz nie lubię, bo przyszło z takim walczyć. Jakaś różnica jest, ale chyba jednak nie za wielka. Czy ktoś cię zdzieli lewą ręką, czy prawą, to obojętne. Tak samo boli.

Holyfield powiedział "Gazecie", że aby wygrać z Byrdem, trzeba go najpierw trafić...

- Święte słowa...

Czy Pan czuje się na siłach dogonić szybkiego Byrda i go trafić?

- Trzeba spróbować.

Pojawia się u Pana trema przed walką.

- Zawsze cholera była. A teraz nie ma, jestem zmartwiony.

Kilka lat temu mówił Pan, że nie lubi boksu. Coś się zmieniło?

- Wróciłem, to chyba tak. Jak się coś robi przez 20 lat, to ciężko z tym zerwać. Ale to nie jest miłość.

Tak właściwie to co Pan robił przez te dwa lata, kiedy Pan nie walczył?

- (Długa cisza) No, sprawę miałem w Gdańsku.

Bardzo Pana zaskoczyła decyzja o walce o mistrzostwo świata. Czy nie wolałby Pan trochę dłużej się przygotowywać?

- Nie dałbym rady.

Czy to, że walczy Pan tutaj, w Madison Square Garden, znaczy coś więcej niż na przykład Atlantic City?

- To jest serce boksu.

Jakie było Pana wrażenie, kiedy spotkał się Pan z Donem Kingiem?

- O, kurczę... Myślałem, że poznałem w życiu dziwnych ludzi, ale ten przypadek przerósł wszystkich.

Jest opinia, że w interesach z nim trzeba być bardzo uważnym, kilku pięściarzy się z nim procesuje...

- Wiem o tym i dlatego poznaliśmy się dopiero teraz. Ale teraz jest Muhammad Ali Act, czyli prawo, które chroni pięściarzy. Honoraria są zabezpieczone w banku przed walką.

Czy lewa ręka, z którą miał Pan tyle kłopotów, nie boli?

- Boli, ale w tym wieku wszystko boli.

Wygląda na to, że ta walka będzie długa i że Pan może nie wytrzymać psychicznie....

- Wszystko jest możliwe, wszystko jest możliwe. Jak mówią znawcy boksu, "w walce jest ta następna runda". W niej możesz się odegrać. Tylko nie wiem, co mówią o 12. rundzie.

Ale Byrd nie ma nokautującego ciosu, czyli przewaga leży po Pana stronie?

- Nie ma nokautującego ciosu? Każdy, kto waży ponad 200 funtów, może znokautować. Ja ważę ponad 200 i zaraz ci to pokażę...

Czy Gołota wygra z Byrdem?