MŚ w hokeju na lodzie. Polska - Włochy 0:4

Biało-czerwoni dostali wczoraj srogą lekcję od Włochów, naszego głównego obok Słowenii konkurenta w walce o powrót do światowej elity. Tyle że nasze szanse na wygranie turnieju są już iluzoryczne. Kluczowe gole straciliśmy, grając w osłabieniu
Po poniedziałkowej porażce w pierwszym meczu nasze nadzieje na awans do grona najlepszych drużyn świata, czyli wygranie grupy B I Dywizji (grupa A gra w Oslo), może podtrzymać tylko zwycięstwo Słoweńców w dzisiejszym starciu z Włochami. Pozostałe trzy ekipy - Estonia, Rumunia i Korea Płd. - pełnią w gdańskim turnieju funkcje statystów.

- Nie ma się co dziwić, że się chłopaki denerwują. To jest praktycznie mecz o mistrzostwo - stwierdził lekarz polskiej reprezentacji Wojciech Wolski, gdy nasi zawodnicy nie mogli znaleźć sobie miejsca, bo na godzinę przed meczem z silnymi Włochami pożerał ich stres.

Trzy grzechy główne polskiego hokeja wyszły na światło dzienne w tym meczu niczym bazie na drzewach w kwietniowe dni: seryjne przegrywanie wznowień, fatalna skuteczność gry w przewadze i mierna w osłabieniu.

Włochom wystarczyły 43 s pierwszego okresu gry pięciu na czterech (na ławce kar Adrian Parzyszek), by Mario Chitarroni pokonał Tomasza Jaworskiego (Włoch tak naprawdę podawał zza bramki, lecz krążek odbity od kija naszego obrońcy wpadł do siatki). Z kolei na rozpoczęcie II tercji - po wykluczeniu naszego kapitana Jacka Zamojskiego - podanie zza bramki Chitarroniego otworzyło drogę do siatki Kanadyjczykowi z włoskim paszportem Justinowi Pece (kuzyn kapitana grającego w NHL New York Islanders Michaela). Kolejna asysta Chitarroniego i strzał nieobstawionego Giuseppe Busillo przyniosły trzeci gol gościom i zmianę w naszej bramce (za Jaworskiego Tomasz Wawrzkiewicz).

Tymczasem biało-czerwoni zmarnowali cztery kolejne przewagi. Graliśmy statycznie, zbyt rzadko strzelaliśmy na bramkę, a jeśli już, to napastnicy przegrywali z włoskimi obrońcami walkę ciałem o strategiczne pozycje do dobitek.

- Nie ma się co dziwić. W polskiej lidze obrońcy stoją w kwadracie jak cztery słupy soli, tymczasem na tym poziomie nie masz czasu do namysłu. Jesteś bez przerwy naciskany przez rywala - analizował Czech z polskim paszportem Martin Voznik, który na 30 s przed końcem I tercji wyrwał się z włoskiego zamka, jednak przegrał pojedynek z Jasonem Muzzattim. To była najlepsza nasza okazja bramkowa.

Przed dwoma laty na MŚ grupy A w Szwecji łatwo poradziliśmy sobie z Italią. Tyle że mieliśmy wtedy tej klasy napastników, co Mariusz Czerkawski (przede wszystkim), Jacek Płachta, Krzysztof Oliwa i Patryk Pysz. W Gdańsku ich nie ma (kontuzje i udział w play-off NHL). Wczoraj Włosi mieli w kadrze sześciu naturalizowanych Kanadyjczyków i jednego Amerykanina, którzy narzucili dynamiczny styl gry, a nam po prostu brakowało armat.

Polska - Włochy0:4 (0:1, 0:2, 0:1).
Bramki:

Chitarroni (4. w przewadze), Peca (23. Chitarroni, Felicetti w przewadze), Busillo (30. z podania Chitarroniego w przewadze), Cirone (51.).

Polska:

Jaworski (30. Wawrzkiewicz) - Zamojski, Gonera, Bagiński, Parzyszek, Laszkiewicz - Gil, Borzęcki, Sarnik, Słaboń, Ślusarczyk - Szczepaniec, Sroka, Różański, Voznik, Radwański - Dołęga, Garbocz, Justka oraz Sokół.

W pozostałych meczach:

Estonia - Rumunia 6:3, Słowenia - Korea Płd.10:2.

Tabela:

1. Słowenia2:010-2
2. Włochy2:04-0
3. Estonia2:06-3
4. Rumunia0:23-6
5. Polska0:20-4
6. Korea Płd.0:22-10
Czy Polacy mają jeszcze szanse na awans?