Śląsk Wrocław - Rozwój Katowice 2:0 (2:0)

III LIGA PIŁKI NOŻNEJ. Dyspozycja, jaką zademonstrował Śląsk, wystarczyła na Rozwój Katowice, ale może okazać się zbyt słaba na Zagłębie Sosnowiec. W niedzielę Śląsk w pojedynku o awans do II ligi zagra w Sosnowcu z Zagłębiem
Śląsk wygrał z nie najwyżej notowanym rywalem, co oczywiście nie jest żadnym zaskoczeniem. Problem w tym, że na tydzień przed kluczowym meczem rundy z Zagłębiem Sosnowiec wrocławianie rozczarowali w kilku podstawowych elementach futbolowego rzemiosła. Uwaga ta dotyczy przede wszystkim organizacji gry defensywnej całego zespołu. I niczego nie zmienia tu fakt, że w pojedynku przeciwko Rozwojowi Śląsk nie stracił bramki. Nie stracił, gdyż goście w kilku wyśmienitych okazjach strzeleckich fatalnie kiksowali albo wyśmienicie i szczęśliwie interweniował Janukiewicz. W efekcie spotkanie z Rozwojem udało się zakończyć bez straty gola, jednak w starciu z bardziej klasowym rywalem, jakim bez wątpienia będzie zespół z Sosnowca, wcale tak skończyć się nie musi.

We Wrocławiu Rozwój zagrał otwartą, ofensywną piłkę. Goście nie bronili się całym zespołem na własnej połowie, a po wywalczeniu piłki odważnie atakowali i stworzyli kilka doskonałych okazji do zdobycia bramki. Dwukrotnie w sytuacji sam na sam w bramkę nie trafił Rajman, a w podobnych okazjach Janukiewicz świetnie obronił piłkę po uderzeniach Buffiego i Wróbla.

- To był dziwny mecz - śmiał się na konferencji prasowej szkoleniowiec gości Mirosław Mosór. - Mieliśmy dziś wiele sytuacji strzeleckich, czasami przez połowę sezonu tylu nie zdołaliśmy sobie wypracować. Ale obiektywnie przyznaję, że piłkarsko Śląsk był zespołem bardziej wyrównanym - tłumaczył Mosór.

Na szczęście Śląsk nie zawiódł w ofensywie. Wrocławianie zdobyli dwie bramki, obydwie po popisowo wyprowadzonych kontrach. Najpierw po akcji Małeckiego i Wielgusa niefortunnie interweniujący obrońca Rozwoju Will trafił piłką do własnej bramki, a później po efektownym rajdzie Sasina z bliska gola zdobył Kosztowniak. Niezłe okazje miał również Małecki, jednak tym razem zabrakło mu trochę zimnej krwi, a Kosztowniak trafił jeszcze piłką w słupek.

Szkoleniowiec Śląska Grzegorz Kowalski mecz z Rozwojem oceniał - co jest zupełnie naturalne - już pod kątem pojedynku z Zagłębiem Sosnowiec. - Wygraliśmy i to jest najważniejsze w kontekście świąt i czekającego nas spotkania z Zagłębiem. Nie, powiem inaczej - poprawił się. - Ważniejszy jest mecz z Sosnowcem, a później święta - podkreślał Kowalski.

Jakie oceny i wnioski z postawy Śląska trzeba wyciągnąć przed meczem z Sosnowcem? Najpierw plusy. W świetnej dyspozycji są przede wszystkim Sasin oraz Janukiewicz. Sasin imponuje grą w ofensywie, nieco słabiej prezentował się w destrukcji. Janukiewicz gra pewnie i jest w lepszej formie niż w rundzie jesiennej. W pojedynku z Rozwojem dobrze wypadli: Wielgus, Małecki oraz Kosztowniak, a także solidny Flejterski.

Teraz minusy. Niepokojąco słabo zaprezentowali się doświadczeni stoperzy Śląska - Ignasiak i Lis. Zawiódł także Grabowski. Niestety, bez formy jest Ulatowski, który nie może odnaleźć dyspozycji sprzed kilku miesięcy. W pewnym sensie problemem Śląska jest fakt, że przy tak dużej liczbie zawodników ofensywnych w składzie zespół ma kłopoty z grą w destrukcji.

- Drużynie wystawiam duży minus za niefrasobliwość w obronie, za stwarzanie przeciwnikowi okazji do strzelenia bramek. Przed Sosnowcem było to dla nas poważne ostrzeżenie. I przez najbliższy tydzień musimy się na tym dobrze zastanowić - analizował trener Śląska Grzegorz Kowalski.

Co przed arcyważnym pojedynkiem z Zagłębiem zmieni Kowalski? Być może zdecyduje się na powrót do ustawienia z dwoma defensywnymi pomocnikami. Problem w tym, że na razie ma kłopoty z takimi graczami. Na tej pozycji mógłby zagrać Sztylka (chociaż Kowalski chce ustawiać go jako drugiego stopera przy Ignasiaku), który ze względu na kontuzję nie występuje od początku rundy. Sztylka ma wznowić treningi w tym tygodniu i jak podkreślał szkoleniowiec Śląska, w Sosnowcu na pewno nie zagra od pierwszej minuty. W rachubę wchodzi również kontuzjowany ostatnio Szewczyk, ale piłkarz ten nie jest jeszcze w najwyższej formie. W ostateczności do podstawowego składu może wrócić Tęsiorowski. Małe są szanse, aby szkoleniowiec zdecydował się na wystawienie Dorobka, gdyż piłkarz ten większość sezonu spędził na ławce rezerwowych lub w drugiej drużynie.

I oczywiście pozostaje pytanie - kosztem kogo do podstawowego składu trafiłby jeszcze jeden defensywny gracz? Nie można wykluczyć, że Grzegorz Kowalski powróci do ustawienia z początku rundy, gdy preferował grę z jednym wysuniętym napastnikiem. Wówczas ktoś z dwójki Kosztowniak - Ulatowski usiadłby na ławie. Ten drugi to ulubiony gracz wrocławskiego trenera, ale widać, że krótki pobyt w Zagłębiu Lubin wyraźnie mu nie posłużył. Trochę brakuje mu szybkości, a przede wszystkim swobody i boiskowej pewności siebie. Poza tym trzeba pamiętać, że Kosztowniak jest jedynym ofensywnym zawodnikiem Śląska, który imponuje dobrymi warunkami fizycznymi, a w starciu z twardo grającymi obrońcami Zagłębia może to mieć duże znaczenie.

Istnieje też możliwość, że w wyjściowym składzie w Sosnowcu zabraknie Grabowskiego. Ale czy trener Kowalski zdecyduje się nie wystawić tak doświadczonego zawodnika, który doskonale umie przetrzymać piłkę, a przede wszystkim we właściwym momencie walki zmienić tempo gry zespołu? W Sosnowcu oprócz heroicznej, twardej walki według zasady "słabsza kość pęka" potrzebni będą zawodnicy imponujący boiskową mądrością i cwaniactwem.

Jeśli Śląsk marzy o bezpośrednim awansie do II ligi, musi w Sosnowcu wygrać. To zadanie trudne, ale możliwe do wykonania. Każde inne rozstrzygnięcie spowoduje, że ostatnią szansą powrotu do drugiej ligi będą dla wrocławian pojedynki barażowe.

ŚLĄSK - ROZWÓJ 2:0 (2:0)

Bramki: 1:0 - Will (7, samobójcza), 2:0 - Kosztowniak (42).

Śląsk: Janukiewicz - M. Wróbel, Ignasiak, Lis, Sasin - Flejterski - Wielgus (87. Struzik), Grabowski Ż (62. Tęsiorowski), Małecki (90. Rudolf) - Ulatowski, Kosztowniak Ż (71. Kowalczyk).

Rozwój: Kolonko - Tomczyk, Polarz Ż, A. Bosowski, Will - T. Wróbel, Lis (70. Mogilan Ż), M. Bosowski, Rajman - Kwiatkowski, Buffi.

Sędziował: Krzysztof Figlarski (Warszawa). Widzów: 4500.

Mówi Tomasz Kosztowniak

Mariusz Wiśniewski: Pozwoliliście rywalom na stworzenie tylu dogodnych sytuacji, z czego to wynikało?

Tomasz Kosztowniak: Rzeczywiście, rywale mieli tych sytuacji zdecydowanie za wiele. A przecież Rozwój, aby nikogo nie obrazić, ale to nie jest jakiś szczególnie silny zespół. Myślę jednak, że to wynikało z naszych indywidualnych błędów, a nie z przemyślanych akcji rywali. Jakieś niecelne podanie, niepotrzebna strata piłki na własnej połowie i stąd okazje dla rywali.

A może za bardzo chcieliście się im zrewanżować za mecz jesienią i to Was paraliżowało?

- To też. Pamiętaliśmy o tym meczu w Katowicach i o tym, co się tam wydarzyło. Jak wyglądało sędziowanie, te czerwone kartki i że przegraliśmy. Bardzo chcieliśmy się zrewanżować i to może rzeczywiście w jakiś sposób nas paraliżowało. Chcieliśmy też zagrać dzisiaj widowiskowo, świątecznie. Dla kibiców z okazji świąt. A jak człowiek czegoś bardzo chce, to nie zawsze to wychodzi. Ale najważniejsze, że wygraliśmy i zdobyliśmy kolejne trzy punkty. To się w tej chwili liczy najbardziej.

Czy taka gra wystarczy na Zagłębie Sosnowiec?

- Trudno mi powiedzieć. Nie widziałem jeszcze Zagłębia w rundzie wiosennej. Ale nawet gdybym widział, to przecież wiadomo, że ten nasz pojedynek będzie wyjątkowy. Będzie dużo kibiców i oba zespoły zagrają na maksimum możliwości. My nie możemy popełnić tak prostych błędów jak dzisiaj. Mamy jednak cały tydzień, aby do tego spotkania się przygotować i poprawić to, co jeszcze nie funkcjonuje, jak powinno. Wydaje się, że faworytem będzie Zagłębie, które jest liderem i gra u siebie. Ale ostatnio Liga Mistrzów pokazała, że nie zawsze faworyci na papierze wygrywają. I my będziemy chcieli to też udowodnić.

Ewentualna porażka w Sosnowcu nie sprawi, że z zespołu ujdzie chęć walki? Wówczas Zagłębie zapewni sobie praktycznie awans z pierwszego miejsca?

- Sądzę, że nawet jeżeli tam przegramy, to nie ma obawy, abyśmy przestali walczyć. Zagłębie praktycznie zapewni sobie pierwsze miejsce, ale ja wierzę, że nie przegramy. Ale jak już się tak stanie, to będziemy walczyli o utrzymanie drugiego miejsca i przygotowywali się na baraże. Na meczu w Sosnowcu nie kończy się gra.

Trener zdjął Pana z boiska. To znaczy, że oszczędzał już na mecz z Zagłębiem?

- Dostałem kartkę i bał się, że mogę dostać kolejną. Tak mi powiedział, kiedy zszedłem. Szkoda by było psuć atmosferę w szatni po wygranym meczu.

Rozmawiał Mariusz Wiśniewski

Pozostałe mecze

Miedź Legnica - Promień Żary 3:2 (2:0)

Mecz się ułożył bardzo dobrze dla Miedzi. Już pierwsza groźna akcja dała prowadzenie gospodarzom. Po dokładnym zagraniu Robaka na czystej pozycji znalazł się Szewczuk i pewnie umieścił piłkę w siatce. Szybko stracona bramka wyraźnie podłamała gości. Promień grał bardzo słabo, miał problemy z konstruowaniem akcji, a nawet z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy. Na dodatek z powodu kontuzji boisko musieli opuścić dwaj czołowi zawodnicy Promienia. Już po kwadransie zszedł Giza, a później ten sam los spotkał Morawskiego.

Miedź natomiast atakowała i stwarzała kolejne sytuacje bramkowe. W 32. min, po strzale z 13 metrów Kupisa, było już 2:0. Błąd przy tym golu popełnił Kozioła, który kilka chwil później opuścił boisko. W drugiej połowie nadal stroną przeważającą byli gospodarze. Kiedy w 54. min czerwoną kartką upomniany został Jakubik, a kilka chwil później Szewczuk podwyższył na 3:0, wydawało się, że Miedź wygra pewnie i wysoko. Tak się nie stało.

Od tego momentu Miedź przestała grać w piłkę. Nadal gospodarze mieli przewagę, nadal atakowali, ale czynili to bardzo nieudolnie. Paradoksalnie osłabiony Promień prezentował się znacznie lepiej. - Mecz się nam bardzo dobrze ułożył. Kiedy prowadziliśmy 3:0 i jeszcze graliśmy z przewagą zawodnika, poczuliśmy się za pewnie i to się zemściło - analizował po spotkaniu pomocnik Miedzi Jarosław Kupis.

Goście szybko strzelili gola i mieli okazje do kolejnych bramek. Po strzale Siemińskiego piłkę z pustej bramki wybił Monasterski. W końcu w 82. min Dudek tak zakręcił piłkę z rzutu rożnego, że ta wylądowała w siatce bramki Miedzi. Promień postawił wszystko na jedną kartę i zaatakował zdecydowanie, ale na doprowadzenie do remisu zabrakło już czasu.

Bramki: 1:0 - Szewczuk (2), 2:0 - Kupis (32), 3:0 - Szewczuk (58), 3:1 - Czyżyk (60), 3:2 - Dudek (82).

Miedź: Szymański - Kotlarski (70. Połubiński), Dymkowski, Madera Ż, Murad Ż, Kupis (88. Strożek), Monasterski, Akacki (77. Wawrzyńczuk), Majka, Robak (86. Maślanka), Szewczuk.

Promień: Ciesielski - Tychowski, Kozioła (34. Jakubik), Broniszewski, Kopernicki, Świdkiewicz, Dudek, Morawski (37. Dewo), Siemiński, Czyżyk, Giza (15. Kocur). Czerwona kartka: Jakubik (Promień).

Lech Zielona Góra - Chrobry Głogów 1:0 (0:0)

- Powiedziałem w przerwie w szatni swoim zawodnikom, że mamy tak zorganizowaną obronę, iż niemożliwe, abyśmy stracili gola. Chyba że komuś wyjdzie strzał życia lub sędzia popełni błąd - wyjawił po meczu Wiesław Pisarski, trener Chrobrego Głogów. I wyszedł strzał życia Cierniakowi. W 76. min, po krótkim rozegraniu rzutu wolnego, na strzał z dystansu zdecydował się właśnie Cierniak i piłka wpadła w samo okienko bramki Cupera. Dopiero wówczas Chrobry zaatakował. Zdobył nawet wyrównującego gola, do siatki trafił Tomasiak, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną.

Do momentu straty gola goście koncentrowali się głównie na obronie. Lech, zmuszony do ataku pozycyjnego, miał duże problemy z wypracowanie sobie dogodnej okazji do zdobycia gola. W pierwszej połowie mecz był nudny i na boisku niewiele się działo. Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Chrobry nadal murował własną bramkę i próbował kontratakować. Dopiero ostatni kwadrans był ciekawy. Ostatecznie jednak defensywny styl gry się zemścił na podopiecznych Wiesława Pisarskiego.

Bramka: 1:0 - Cierniak (76).

Lech: Kitowicz - Jasiński, Jutrzenka, Gnatowicz Ż, Adamczak, Cierniak (85. Świtaj), Zych, Pochylski, Wierzbicki (90. Olejnik), Okińczyc (73. Jarymowicz), Wolak (61. Wysocki).

Chrobry: Cuper - Piróg Ż, Buczek, Smolin, Opalacz, Żmudziński, Trznadel, Tomasiak, Bukraba (71. Goliasz), Pojnar, Helwig (71. Węglarz).

W pozostałych meczach: Carbo Gliwice - Ruch Radzionków 0:0, Walka Makoszowy - Zagłębie Sosnowiec 0:2 (0:1). Bramki: Stolpa 2 (17, 69), Polonia Bytom - Swornica Czarnowąsy 1:3 (1:1). W meczach rozegranych w środę: Odra Opole - Włókniarz Kietrz 1:0, Polonia Słubice - MK Górnik Katowice 1:1.

1. Zagłębie194940:17
2. Śląsk194545:16
3. Włókniarz193733:17
4. Odra203622:17
5. Chrobry192924:17
6. Lech202927:26
7. Walka192626:23
8. Miedź192321:23
9. Polonia B.182317:19
10. Rozwój182319:24
11. Ruch182217:19
12. Promień191922:25
13. Górnik MK171820:26
14. Polonia S.191622:44
15. Swornica181213:35
16. Carbo1796:26
W następnej kolejce: Zagłębie Sosnowiec - Śląsk Wrocław, Polonia Bytom - Miedź Legnica, Chrobry Głogów - Polonia Słubice, Swornica Czarnowąsy - Walka Makoszowy, Rozwój Katowice - Carbo Gliwice, Ruch Radzionków - Lech Zielona Góra, Górnik MK Katowice - Odra Opole, Włókniarz Kietrz - Promień Żary.