Don King - władca zawodowego boksu

Idiotyczna fryzura, fryzjerski wąsik, pierścienie z platyny i łańcuchy. King, król, władca boksu i bokserów. Dla niego łatwiej było zrobić mistrza świata, niż przeczytać Hamleta


Gdy zobaczyłem go pierwszy raz, o mało nie uszczypnąłem się w policzek. Chyba znalazłem się w Gotham City. Tak, a King to postać z Batmana X. Kolejna obok Człowieka-Zagadki, Kobiety-Kota, Harveya Dwietwarze, Trującego Bluszczu, Pingwina, Jokera i innych. Kiedy już jako tako przywykłem do tej komiksowej fizys, zaatakował dźwięk. Dworcowy pogłos, spiżowe brzmienie, niezapomniane z defilad na placu Czerwonym, gdy spiker ogłaszał wkroczenie dywizji tiamańskiej.

Skołowany, nawet sparaliżowany zderzeniem dźwięku i obrazu nie reagowałem już na nacierające kolejne fale absurdu. "Być albo nie być, mawiał Makbet", "Dajcie mi Gołotę, a zrobię z niego Chopina" - to były jego cytaty. Moniuszko mylił mu się z Kopciuszkiem, Faulkner z Hemingwayem - chodziło o hasło reklamowe walki Tyson - Holyfield II "Wściekłość i wrzask", które uznał za tytuł Hemingwaya, a nie Faulknera.

Jak się stało, że ten tramtadrata doszedł do tego, że kilka poważnych amerykańskich pism zrobiło z niego okładki? Że lata prywatnym odrzutowcem? Że jedni pięściarze sądzą się z nim, a w tym samym czasie inni lgną do niego?

King ratuje szpital. Na śmierć

W 1954 r. zastrzelił z rewolweru jednego z trzech włamywaczy do swojego minikasyna. Został uniewinniony - Ameryka to kraj, w którym ceni się własność prywatną - choć włamywacz miał wielką dziurę na plecach.

King miał w Cleveland kilka wysuniętych w murzyńskie getto placówek, w których można było obstawiać. Sam też zbierał zakłady na ulicy. Zmysł matematyczny pozwolił mu wymyślić sposób na zwiększenie swoich szans na wygraną. Zakłady polegały na obstawieniu właściwych cyfr z nowojorskiej giełdy. Jednak King około 14 dzwonił do zaprzyjaźnionego maklera i dostawał wiadomości o trendach - pamiętajmy, że na początku lat 50. o Billu Gatesie III jeszcze nie myśleli nawet jego rodzice, a komputery przewożono pociągami towarowymi. King wiedział więcej i wykorzystywał to na lumpach takich jak nieszczęsny Sam Garrett, który był mu winny 600 dol.

Po pierwszych ciosach zwalił się na trotuar. King ubrany w jasny garnitur, z cygarem w zębach i pistoletem w dłoni kopał go, nie zważając na jęk: "Don, oddam ci forsę". 15-20 osób patrzyło, ale nikt nie zareagował, bojąc się furiata z bronią. 105-kilogramowy King tłumaczył później sądowi, że 70-kilogramowy Garrett go zaatakował, kopnął w jądra i chciał coś wyciągnąć z kieszeni, pewnie broń. Dlatego najpierw go znokautował, a potem wyciągnął z samochodu pistolet magnum .357. Mierzył w czarnoskórego lumpa w chwili aresztowania. King dostał sześć lat, wyszedł po czterech, w 1971 r.

Po roku na wolności wymyślił swój pierwszy bokserski numer. Dzięki przyjacielowi Lloydowi Price'owi, rokandrollowcowi ("Lowdy Miss Clowdy"), którego piosenki śpiewali Little Richards, Elvis Presley i John Lennon, poznał Muhammada Alego. To Lloyd, przyjaciel Alego, namówił słynnego pięściarza na charytatywny występ dla Forest Hospital. - Wszystkie pieniądze pójdą na biedne czarne dzieci, które wymagają opieki. Ten szpital upada, musimy go ratować - mówił King Price'owi, a ten Alemu.

Jak przekonał ich do siebie?

King umie gadać jak najęty, choć inni woleliby powiedzieć że cierpi na słowotok. I potrafił przekonać anioła do grzechu - choć inni powiedzieliby, że potrafi ogłupić.

Na przykład przed pokazem dla Forest Hospital namawiał starsze, dostojne, religijne czarne małżeństwo do kupna biletów. Zaciągnął ich do hotelu Sheraton, w którym mieszkał. - Jesteśmy czarni i nie mamy nic - perorował. - Ani rezydencji, ani samochodów, ani wakacji. Jesteśmy biedni. Jedyne, co mamy, to słowo. My je wymyśliliśmy. Nikt nam go nie zabierze. To słowo to motherfucker. Każdy czarny mężczyzna i kobieta powinni wydrzeć z siebie motherfucker na ulicy. Powinniśmy stanąć na dachach domów i krzyczeć: Motherfucker! Motherfucker! Biali nie są w stanie odebrać nam słowa motherfucker.

Pięć minut trwało pranie mózgu, aż King krzyknął do osłupiałych starszych państwa: - No, razem! Motherfucker!

- Motherfucker! Motherfucker! - krzyknęło starsze małżeństwo.

Historię przytoczył znany menedżer Don Elbaum w książce "The Life and Crimes of Don King". Powiedział też, że nie mógł patrzeć na to, co wyprawia z tymi ludźmi King, zaś trener Joey Fariello, który siedział za ścianą, stwierdził, że scena była jakby nierzeczywista.

Na pokazy charytatywne przyjechał - oprócz Alego - legendarny piosenkarz Marvin Gaye (właśnie na szczycie z pierwszym hitem "What's Going On"), był Johnny Nash i kilku innych piosenkarzy. King sprzedał oczywiście wszystkie bilety za rekordowe jak na pokaz boksu 81 tys. dol.

Szpital Forest otrzymał czek na 1500 dol. - twierdzi Elbaum w "Muhammad Ali, his Life and Times". King powiedział, że pozostałe pieniądze zjadły koszty. On sam wziął 30 tys. Pięć lat później szpital zbankrutował.

Hit stulecia. Afryka

Promotorzy opowiadają cuda o zmienności Kinga. Pojechał na Jamajkę na pojedynek Frazier - Foreman. - Wskoczył na ring po walce jako członek ekipy Fraziera, schodził jako przyjaciel Foremana - opowiadał Elbaum. Foreman znokautował Fraziera w drugiej rundzie - to chyba jasne.

Jednak opowiadają też cuda o jego obrotności. W latach 70. walczyli czarni pięściarze, a zarządzali nimi biali menedżerowie i promotorzy. King był pierwszym czarnym. Biali z firmy Video Techniques - zapewniającej wówczas przekazy satelitarne walk i organizującej je, coś w rodzaju dzisiejszej kablówki - zwrócili się do niego, aby dogadał się z Foremanem, który uchodził za trudnego człowieka, na walkę z Kenem Nortonem. King dogadał się z nim, gdy stali obaj nad urynałami na lotnisku w Los Angeles, świstek papieru podpisali na ścianie, nie zapinając rozporków. King wyskoczył tylko na chwilę po pieniądze do białego menedżera Harry'ego Schwartza, który sam bał się w kiblu rozmawiać z takim nieokiełznanym olbrzymem jak Foreman i czekał na zewnątrz. - Do tej pory nie wiem, ile tak naprawdę wziął wtedy Foreman za podpis - mówi nawet dziś Schwartz. Hitem stulecia było jednak doprowadzenie do walki Ali - Foreman w Zairze. King nie był przecież wtedy promotorem ani jednego, ani drugiego. Zaledwie trzy lata wcześniej słuchał w więzieniu w Marion w Ohio relacji z walki Frazier - Ali w nowojorskiej Madison Square Garden, czyli tej, w której w sobotę walczył będzie Gołota.

Jest rok 1974. Manhattan, apartament Herberta Muhammada, menedżera Alego. Z gotowym do podpisania kontraktem na pojedynek Alego z Jerrym Quarrym w MSG przychodzi Teddy Brenner. Cena - 1 mln dol. Ale w tym samym czasie w apartamencie już był King oszałamiający wszystkich słowotokiem. Zamknął się w sypialni, aby Brenner go nie widział. Umówił się z Alim na 5 mln dol. za walkę z Foremanem. Brenner dowiedział się o tym od jednego z ludzi Alego. - King, jesteś kupą gówna, gdziekolwiek się schowałeś - wydarł się Brenner, który do tej pory nie powiedział o Kingu jednego dobrego słowa.

Jednak dzięki Kingowi Foreman i Ali spotkali się w Kinszasie w październiku 1974 r. w najsłynniejszej walce w historii. Co nie znaczy, że obaj przepadali za Kingiem. Ali miał z nim dwie scysje w Kinszasie, kiedy promotor nieuprzejmie zwrócił się do trenera Angelo Dundee. - Nie waż się tak mówić - powiedział Ali, choć przecież trudno go było wyprowadzić z równowagi. Za drugim razem Ali się wściekł, bo okazało się, że tłumaczka - piękna dziewczyna sprowadzona przez Kinga z USA - nie potrafi powiedzieć ani słowa w innym języku niż angielski. I jak Ali miał recytować swoją poezję ludowi Zairu? Opowiadać o swoich zapasach z wielorybami? Więc się wściekł.

Król King ma kłopoty z liczeniem

Jeden z bardzo znanych pięściarzy Tim Witherspoon twierdzi, że "Don jest mistrzem w konkurencji okradania czarnych przez czarnych". Zdaje się, że to okazało się powodem jego obecnych kłopotów, a przynajmniej zmniejszonych dochodów.

To był chyba największy skok na kasę Kinga i piękny przykład, jak on działa - bez skrupułów, po trupach. Witherspoon pokonał na stadionie Wembley Franka Bruno i został mistrzem świata. Nie spał, kazał się wozić samochodem jeszcze przed świtem i przystawać przy każdej budce z gazetami. Następnie wyciągał "Timesa" lub inny dziennik i wykrzykiwał nagłówki "Witherspoon pokonał Bruno". To trwało dobre dwie godziny. Witherspoon dostał za tę walkę od Kinga 90 tys. dol. - King mógł zarobić na walce nawet 5 mln. Sam dochód z biletów wyniósł 2 mln dol. Za prawa do transmisji z HBO, z telewizji brytyjskiej, od sponsora Miller Light - powiedział w jednym z wywiadów Mickey Duff, promotor Bruno.

King według kontraktu musiał zapłacić 550 tys., 55 proc. z honorarium wziął menedżer Tima Carl King, siostrzeniec Dona i jednocześnie jego pracownik. Co z pozostałymi pieniędzmi? - Dawałem mu wcześniej. A to dla matki 50 dol., a to na coś innego 25 dolarów - mówił King w jednym z wywiadów telewizyjnych.

Kiedy Witherspoon walczył we Wrocławiu z Gołotą, powiedział, że wygrał proces z Kingiem i oczekuje zasądzonego miliona dolarów. W innym kontrakcie - też Witherspoona - King policzył: 28 dni obozu razy 100 dol. równa się 28 tys. dol. To widnieje na rachunku.

Sprawa Witherspoona rozwiązała worek. I to do tego stopnia, że King nie utrzymał przy sobie prawdziwego bokserskiego króla midasa - Mike'a Tysona, najmłodszego mistrza świata wagi ciężkiej w historii.

Tyson początkowo była tak oczarowany Kingiem, że nie zauważył jego wyrachowania i dogadał się z nim podczas pogrzebu poprzedniego promotora!

King zaimponował Tysonowi - to był wzorcowy egzemplarz z gatunku takich, w których wpatrywał się jak w obrazek na czarnych ulicach Brooklynu i Bed-Stuyvesant. "Zabiłem dwóch ludzi. Ale wiesz, we własnej obronie. Mam broń. Zobacz, ale ciężki gnat". 21-latkowi bez żadnej opieki, za to z kontem wyładowanym dolarami po sufit spodobał się. W drodze powrotnej King był już druhem. Jednak Tyson w więzieniu, gdzie odsiedział trzy lata za gwałt na młodej piekności z konkursu czarnej miss, się zmienił, co w przypadku Kinga objawiło się wybuchowo. Na powrót Tysona promotor przygotował wystawne przyjęcie. Podobno zaserwował między innymi ślimaki i szampana, a na dodatek wieprzowinę, czyli to, czego muzułmaninowi spożywać nie wolno. Tyson - który w więzieniu nawrócił się na islam i chciał sobie nawet dać imię Malik Abdul Aziz - wyrzucił wszystkich gości, łącznie z Kingiem i ekipą telewizji ShowTime, z którą miał podpisany lukratywny kontrakt.

Imperium Kinga kurczy się razem z rynkiem bokserskim, albo szybciej, i już nie lubią go nie tylko czarni pięściarze, ale i agenci FBI z naostrzonymi zębami. W 1992 r. został wezwany przed komisję senatu USA, aby mówić o swoich związkach z osławionymi capo di maffia Johnem Gottim i Michaelem Franzese. Nie zeznawał, powołując się na słynną piątą poprawkę do konstytucji. W 1999 r. 60 agentów FBI przez 15 godzin przeczesywało biuro Kinga na Florydzie.

Obecnie, Tyson żąda 100 mln dol. odszkodowania. Kilku innych pięściarzy szuka sprawiedliwości w sądach za zaniżanie honorariów?

Ale następni się pchają, w tym Gołota. Bo jak powiedział Larry Holmes: "Więcej zarabiam u Kinga, który mnie okrada, niż u innych, którzy płacą mi 100 proc.".