I liga piłkarska: Górnik Zabrze - Wisła Kraków 0:4

Górnik Zabrze został zdeklasowany na własnym boisku przez Wisłę Kraków. Zabrzanie nie potrafili strzelić nawet honorowego gola, mimo że mistrzowie Polski przez godzinę grali w dziesiątkę.
Po meczu prezes Górnika Zbigniew Koźmiński po raz kolejny przekonywał, że nie ma zamiaru zwolnić trenera zabrzan Waldemara Fornalika. - A kogo niby miałbym wziąć na jego miejsce? To zdolny trener młodego pokolenia. Potrzebny jest nam spokój i mobilizacja przed kolejnym meczem. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że Wisła jest od nas dziesięć razy silniejsza i tyle samo razy bogatsza - powiedział Koźmiński.

Kimitoshi się popłakał

W zespole gospodarzy w porównaniu ze środowym spotkaniem z Lechem Poznań w składzie zabrakło Brazylijczyka Hernaniego. Jego miejsce zajął jego rodak Felipe. Na boisku nie pokazał się również Błażej Radler. - Obaj piłkarze rozchorowali się na kilka godzin przed meczem. Błażej miał wysoką gorączkę, a Brazylijczyk dostał grypy żołądkowej - smucił się Waldemar Fornalik, trener Górnika. Goście również nie zagrali w pełnym składzie, bo w Zabrzu nie mogli zagrać kontuzjowany Mariusz Kukiełka oraz pauzujący za żółte kartki Marcin Baszczyński. Mimo wielu zapowiedzi w Zabrzu nie pojawił się Nigeryjczyk Yero Bello, który miałby wzmocnić Górnika. Nieoficjalnie wiadomo, że piłkarz ma kłopoty z uzyskaniem polskiej wizy. - Ma do nas dołączyć, ale na razie nic mi o nim nie wiadomo. Sam na niego czekam i na razie się nie doczekałem - mówił Fornalik. Na trybunach zabrzańskiego stadionu pojawili się za to rodacy Kimitoshiego Nogawy. - To juniorzy japońskiego klubu Takigawa Kobe, którzy biorą udział w turnieju piłkarskim rozgrywanym na Stadionie Śląskim. Bardzo chcieli zobaczyć w akcji Nogawę, więc wybraliśmy się na mecz do Zabrza. Z Kimitoshim widzieliśmy się już dzień wcześniej. Popłakał się i mówił, że bardzo tęskni za Japonią - opowiadał Jan Loscha, menedżer opiekujący się japońskimi piłkarzami.

Ostry Nikola

Wisła przeważała od pierwszych minut meczu. Już w 4. min, po akcji najlepszego na boisku Macieja Żurawskiego, goście mogli objąć prowadzenie. Napastnik krakowian minął bramkarza Górnika i uderzył w stronę bramki, ale piłkę z linii bramkowej wybił Michał Karwan. Kilka minut później goście prowadzili już jednak 1:0. Prostopadle w pole karne podał Mirosław Szymowiak, a Żurawski ograł Lecha i trafił piłką w słupek. Piłka spadła jednak pod nogi Damiana Gorawskiego, który bez problemu posłał ją do siatki.

Górnik starał się atakować. W 14. min zabrzanie po raz pierwszy oddali strzał na bramkę Radosława Majdana. Po dośrodkowaniu Krzysztofa Bukalskiego głową strzelał Grzegorz Jakosz. Krakowski bramkarz nie miał jednak większych problemów z obroną strzału.

Dwie minuty później piłka po ładnym strzale przewrotką najlepszego w drużynie Górnika Michała Probierza wpadła do bramki gości. Sędzia Jarosław Żyro z Bydgoszczy odgwizdał jednak wcześniej faul Michała Chałbińskiego na Tomaszu Kłosie. W 24. min goście podwyższyli na 2:0. Znakomitą akcję przeprowadził serbski obrońca Nikola Mijailović, który w polu karnym ograł trzech obrońców Górnika: Felipe, Pawła Wojciechowskiego oraz Probierza, a następnie strzelił w stronę bramki. Ku zaskoczeniu wszystkich piłka odbiła się od nogi bezradnego Lecha i wpadła do bramki. - Jestem załamany, bo dwukrotnie sprawiłem prezent piłkarzom Wisły. Przy pierwszym golu piłka mi podskoczyła i nie zdołałem jej złapać, a za drugim razem odbiła się od mojego kolana i wpadła do bramki - kręcił głową Lech, który podczas tego meczu usłyszał od kibiców Górnika sporo niecenzuralnych słów. - Kibice mają prawo krzyczeć, co chcą. Myślałem jednak, że jestem zawodnikiem Górnika... - smucił się Lech.

Kilka minut później boisko musiał opuścić strzelec drugiej bramki dla Wisły, po tym jak po faulu na Probierzu ujrzał drugą żółtą kartkę. - Kilka minut wcześniej widziałem już, co się święci, i kazałem się rozgrzewać Stolarczykowi, który miał zmienić Nikolę. Niestety, Serb mnie ubiegł i zarobił drugą kartkę - żałował Henryk Kasperczak, szkoleniowiec Wisły. Na boisku jednak zupełnie nie widać było przewagi liczebnej Górnika. Mimo to zabrzanie jeszcze przed przerwą mogli zdobyć kontaktową bramkę. Najpierw piłka po strzale Jarosława Popieli poszybowała jednak nad bramkę Wisły, a chwilę później fatalnie spudłował Bułgar Dymitar Makriew.

Gra błędów

W drugiej połowie przewaga Wisły była coraz bardziej widoczna, a czasem wydawało się nawet, że to goście grają w przewadze. Piłkarze Wisły często zagrażali bramce Górnika, marnując jednak wiele dogodnych okazji na podwyższenie wyniku. Skuteczniej grał natomiast Żurawski, który w 62. min meczu strzelił trzeciego gola. Piłkę w polu karnym zagrał Kalu Uche, a napastnik Wisły mimo asysty Felipe i Jakosza trafił do siatki obok słupka. I tym razem źle zachował się Lech, który zupełnie nie spodziewając się strzału, został na środku bramki. - Piłka nożna to gra błędów i one każdemu się zdarzają. Poza tym na pozycji bramkarza najbardziej je widać. Mimo wszystko nadal będę stawiał na Piotrka - podkreślał Fornalik.

Bramkarz Górnika popisał się natomiast udaną interwencją w 73. min, kiedy to idealnie piłkę w pole karne do Żurawskiego zagrał Szymkowiak, a napastnik Wisły oddał mocny strzał z powietrza. W 76. min ponownie bardzo dobrą akcję przeprowadził Żurawski. I tym razem lepszy okazał się bramkarz zabrzan, który wybił piłkę na rzut rożny. Kilka minut później piłka trafiła w poprzeczkę bramki Lecha, po strzale z rzutu wolnego Kłosa.

W końcu padła jednak czwarta bramka dla Wisły. Po kolejnym prostopadłym zagraniu Szymkowiaka, Żurawski uciekł Felipe, minął Lecha i skierował piłkę do pustej bramki. - To nie był łatwy mecz, ale zrobiliśmy wszystko, aby go wygrać i się udało. Nawet po stracie zawodnika potrafiliśmy strzelić kolejne bramki i to cieszy - mówił uśmiechnięty Uche. - W końcu Maciek wykorzystał moje prostopadłe podanie. Wcześniej piłka zawsze od kogoś się odbijała, a teraz "poszła" czysto od nogi do nogi i w końcu do siatki. Dzisiaj byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą. Trzeba przecież pamiętać, że w naszej kadrze jest wielu klasowych zawodników - dodał Szymkowiak.

Zabrzanie najlepszą okazję do zdobycia gola zmarnowali w 60. min spotkania. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Popieli głową strzelał Chałbiński, ale piłkę z linii bramkowej wybił Szymkowiak.