I liga piłkarska: Dospel Katowice - Widzew Łódź 2:0

W Katowicach odetchnęli. Po pogromie w Grodzisku na Bukowej obawiali się kompromitacji. Kolejna porażka mocno przybliżyłaby ?Gieksę? do strefy spadkowej. Widmo degradacji zostało oddalone. Głównie dzięki znakomitej grze duetu katowickich napastników
Kiedy debiutujący w "Gieksie" Paweł Brożek schodził z boiska, cały stadion żegnał go skandowaniem nazwiska i owacją na stojąco. Młodziutki napastnik rozegrał w sobotę świetny mecz. Strzelił pierwszego gola i pokazał kilka kapitalnych akcji. Jego współpraca z Krzysztofem Gajtkowskim układała się wzorowo. Widać, że lubią ze sobą grać i jeśli ich współpraca nadal będzie się tak układać, będą jednym z najgroźniejszych ataków w lidze.

- Sporo elementów rozgrywamy wspólnie z Krzyśkiem na treningach. To na pewno procentuje na boisku. "Gajtek" to szybki i dobry technicznie zawodnik, z którym można rozegrać wiele ciekawych kombinacji - opowiadał Brożek.

Katowiccy kibice żałowali, że wkrótce duet przestanie istnieć: obaj piłkarze są tylko wypożyczeni. Gajtkowski wróci do Lecha, a Brożek do Wisły.

Wciągnęli ich na własną połowę

Gospodarze, którzy przed tygodniem doznali pogromu w Grodzisku Wlkp., bardzo chcieli się zrehabilitować. - Musimy wygrać, żeby odzyskać zaufanie kibiców. W dodatku do strefy spadkowej wcale nie jest tak daleko, jak mogłoby się wydawać - opowiadał przed spotkaniem Mariusz Muszalik, pomocnik "Gieksy".

Katowiczanie zagrali w mocno osłabionym składzie. W sobotnim meczu nie mogli wystąpić kontuzjowani Adam Bała, Paweł Pęczak oraz pauzujący za żółte kartki kapitan "Gieksy" Mirosław Widuch. Jednak ich zastępcy: Sebastian Kęska, Paweł Adamczyk i Tomasz Owczarek spisali się całkiem przyzwoicie.

W drużynie łódzkiej w porównaniu z meczem ze Świtem nastąpiła tylko jedna zmiana: Brazylijczyka Lelo zastąpił Sławomir Nazaruk. Wtajemniczeni twierdzili, że Lelo nie zagrał od pierwszej minuty, dlatego że na mecz nie przyjechał Andrzej Grajewski, zwolennik jego talentu.

Początek meczu należał do Widzewa. Jego podopieczni grali dynamicznie, byli zespołem lepszym. Pierwsze akcje łodzian mogły przynieść powodzenie. W 4. minucie nad bramką strzelił Patryk Rachwał. Chwilę później ponownie nad poprzeczką piłkę posłał Sławomir Nazaruk. - To nie był przypadek, że zagraliśmy cofnięci. Takie ustawienie miało wciągnąć na naszą połowę piłkarzy Widzewa. No i udało się, już pierwsze szybkie wyjście z naszej połowy przyniosło bramkę - cieszył się Gajtkowski, który idealnie obsłużył prostopadłym podaniem Pawła Brożka. Były piłkarz Wisły bez trudu posłał piłkę w długi róg obok wychodzącego z bramki Norberta Tyrajskiego.

Szybsze bicie serca

Łodzianie rzucili się do odrabiania strat, a to ułatwiło gospodarzom przedostawanie się pod bramkę Tyrajskiego. Piłkarze Katowic bez większego trudu rozbijali chaotyczne ataki łodzian. Na szczególne słowa uznania zasłużyli Krzysztof Markowski i Tomasz Owczarek.

Jak tak dalej pójdzie, to Markowski szybko osiągnie klasę Jacka Kowalczyka. - Udawało się nam kontrolować akcje gości i w odpowiednich momentach je przerywać. Z czasem graliśmy to, co lubimy najbardziej, czyli grę z kontry. Prowadząc 1:0, gra się o wiele łatwiej, bo to rywal musi "gonić" wynik - tłumaczył Owczarek. Jednak w 29. minucie zrobiło się groźnie pod bramką gospodarzy. Niezłym rajdem popisał się Damian Sewryn, który minął dwóch piłkarzy Katowic, ale zamiast strzelać, niecelnie podał w polu karnym. Katowiccy piłkarze w odpowiedzi przeprowadzili jednak znacznie groźniejszą akcję. W roli głównej znowu wystąpił Paweł Brożek. W fantastycznym stylu ograł Marcina Drajera i Brazylijczyka Bruno, ale w decydującym momencie posłał piłkę obok bramki. - Zaskoczyła mnie postawa Tyrajskiego, który stał bez ruchu na linii bramkowej. Starałem się przymierzyć przy słupku, niestety, piłka minimalnie minęła bramkę. Żałuję, że nie uderzyłem silniej, wtedy na pewno by wpadła - opowiadał Brożek.

Łodzianie przed przerwą jeszcze dwukrotnie próbowali zaskoczyć Klyttę. Najpierw w 39. minucie po dośrodkowaniu Partyka Rachwała głową strzelał Drajer, jednak bramkarz "Gieksy" złapał piłkę. Trzy minuty później z rzutu wolnego strzelał Juliano, jednak piłka poszybowała nad bramką gospodarzy.

Wszyscy bacznie przyglądali się grze Dariusza Klytty, który nagle musiał zastąpić w bramce Jarosława Tkocza, który odszedł do rosyjskiego Szinnika Jarosław. Klytta nie ma łatwego życia, bo przez ostatnie trzy lata prawie w ogóle nie bronił.

I to, niestety, w sobotę było widać. Kilka niepewnych interwencji przyprawiło katowickich fanów o szybsze bicie serca i wywoływało ironiczne uśmiechy na trybunach. Katowiccy kibice jednak, jakby chcąc pomóc Klytcie, po każdej jego udanej interwencji gromko nagradzali go brawami. - Dopiero nabieram pewności siebie, bo przecież przez długi czas siedziałem na ławce rezerwowych. Zresztą po takim meczu jak z Groclinem trudno mówić o pewności. Byłem zdenerwowany, bo musiałem odbudować się psychicznie. Dzięki temu zwycięstwu i zachowaniu czystego konta na pewno będzie mi łatwiej - mówił Klytta. - Darek ma zaufanie moje i kolegów z drużyny. Nawet po 0:6 powiedziałem, że będę na niego stawiał i tak się stało - mówił trener Jan Żurek.

Dziwna bramka

Po wyrównanej pierwszej połowie, po przerwie na boisku dominowali już tylko gospodarze, a jako że słabo grała obrona Widzewa, to okazji do strzelenia kolejnych goli nie brakowało. W 47. minucie Gajtkowski uderzeniem z 16 metrów starał się zaskoczyć Tyrajskiego, ale bramkarz Widzewa obronił strzał. Kilka minut później mogło być 2:0. Po strzale Brożka z 16 metrów piłka minimalnie minęła bramkę gości. Bramkarz Widzewa wyszedł także z opresji przy strzałach Owczarka i Gajtkowskiego. Dobre interwencje "uśpiły" jednak czujność łódzkiego golkipera, bo Tyrajski w 66. minucie popełnił fatalny błąd. Z rzutu wolnego z odległości 30 metrów strzelał Bośniak Admir Adżem. Tyrajski tak niefortunnie odbił piłkę, że ta wylądowała za linią bramkową. - Bramkarz Widzewa zlekceważył piłkę lecącą wprost w niego i ta wymknęła mu się z rąk, przekraczając linię bramkową. Tylko raz w życiu strzeliłem tak dziwnego gola. Jeszcze w lidze bośniackiej uderzyłem z dalszej odległości "nożycami" i piłka wpadła do siatki - opowiadał Bośniak. Łódzki bramkarz próbował jeszcze ratować sytuację i palcami wyciągnął futbolówkę z bramki, ale sędzia główny Mirosław Ryszka po konsultacji z arbitrem liniowym stwierdził, że piłka minęła całym obwodem linię bramkową. - To nie była łatwa decyzja. Z mojej perspektywy niewiele było widać, więc musiałem zaufać asystentowi - przyznał Ryszka.

Katowiczanie jeszcze kilkakrotnie zagrozili bramce gości. Dwukrotnie szczęścia próbował Gajtkowski, jednak piłkę albo łapał Tyrajski, albo ta mijała bramkę łodzian. Bliski zdobycia trzeciego gola był także Damian Kroczek, jednak będąc w dogodnej sytuacji, minimalnie spudłował. Widzew próbował zdobyć honorowego gola, jednak niecelny strzał Nazaruka w 85. minucie meczu to wszystko, na co było stać piłkarzy z Łodzi.

Z wyniku bardzo zadowolony był prezes klubu Piotr Dziurowicz, który w ostatnim czasie miał mało powodów do radości. - Chłopcy zrobili spory krok w stronę spokojnej wiosny. Teraz kolej na mnie. Mam już sygnał, że pieniądze za transfer Jacka Kowalczyka do Wisły Kraków [100 tys. euro - przyp. red.] są już w drodze do nas, więc sobota jest dla nas podwójnie radosna - powiedział Dziurowicz.