Mówi środkowy Startu Jacek Olejniczak

Wojciech Borakiewicz: W pierwszym meczu walczył pan pod tablicami z Aleksandrem Kulem. Od tego czasu zmienił się środkowy w Ostromecku/Astorii i teraz zmierzy się pan z Krzysztofem Wilangowskim. Będzie trudniej?

Jacek Olejniczak: Gra podobnie do Kula. Warunki fizyczne też ma podobne. Ode mnie jest cięższy i wyższy. Dawno nie grałem przeciwko Wilangowskiemu. Ostatnio cztery lata temu, potem on wyjechał za granicę. Oglądałem go w telewizji, ale to nie to samo, co spotkać się oko w oko na parkiecie

Wygląda na to, że im gorsza jest sytuacja finansowa w klubie, tym lepsze osiągacie wyniki. W poprzednim tygodniu nawet strajkowaliście, a w lidze ostatnio wygraliście dwa mecze: z Unią/Wisłą Kraków i AZS Koszalin?

- Braki w kasie to dla nas nic nowego. Sytuacja finansowa w Starcie była zła, jest zła i pewnie będzie zła. Do tego już się zdążyliśmy przyzwyczaić. Przed spotkaniem w Koszalinie były problemy organizacyjne. Może dlatego, że chcieliśmy się zmobilizować i pokazać władzom klubu, że umiemy grać i trzeba nas szanować, pokazaliśmy, co umiemy z AZS. Ten mecz nam wyszedł.

Sobotnie spotkanie jest bardzo ważne dla obu zespołów. Bydgoszczanie w przypadku porażki mogą spaść nawet na 11. miejsce, zwycięstwo przyniesie Startowi skok w górę tabeli.

- To dla nas i dla Astorii najważniejszy mecz sezonu. Jeśli uda się nam wygrać przeskoczymy i AZS Koszalin, i bydgoszczan. Znajdziemy się na czwartym miejscu od końca w tabeli. To szczyt marzeń dla takiego zespołu jak Start.

Ostromecko/Astoria i Start wygrały ostatnio po dwa mecze z rzędu. Liczycie na trzeci sukces?

- Zaczęliśmy wreszcie zwyciężać. Mało bo mało, ale więcej niż przedtem. Wygląda na to, że gramy lepiej. Za nami przemawia też własna hala. Astoria ma z pewnością teoretycznie silniejszy skład, ale to nic odkrywczego.