Sport.pl

Liga Mistrzów: Bayern - Real 1:1

Skazani na pożarcie przez Real Madryt piłkarze Bayernu Monachium byli bliscy sprawienia sensacji. Prowadzili na Stadionie Olimpijskim 1:0, gniotąc i atakując ?Królewskich?, ale fatalny błąd Olivera Kahna przesądził o remisie 1:1
Nie boję się Realu, a niby czemu? Już sześciokrotnie widziałem madrytczyków schodzących po meczu z nami smutnych do szatni - mówił przed meczem Kahn. A jednak to on okazał się najsmutniejszą postacią wieczoru. Popełnił katastrofalny błąd - podobnie jak w meczu reprezentacji Niemiec przeciwko Chorwacji półtora tygodnia temu czy w finale ostatniego mundialu z Brazylią. Tym razem jego "katem" okazał się Roberto Carlos, którego strzał z wolnego w 83. min Kahn przepuścił pod brzuchem i jeszcze wepchnął ręką do siatki.

Goryczy Bawarczyków, prowadzących od 75. min 1:0 po fantastycznym strzale głową Roya Makaaya, dopełnił fakt, że wyrównującego gola strzelił im piłkarz, który wcześniej powinien dostać czerwoną kartkę. Po ostrym starciu Roberto Carlosa z Martinem Demichelisem Brazylijczyk uderzył argentyńskiego obrońcę ręką w twarz. Sędzia tego nie zauważył i ukarał żółtą kartką za faul tylko zawodnika z Monachium.

- 12. zawodnikiem Bayernu będą w tym meczu trybuny Stadionu Olimpijskiego, a 13... pogoda - pisała przed meczem niemiecka prasa, ilustrując trening Realu bitwą piłkarzy na śnieżki. Szczęśliwie dla "królewskiego" klubu zmarzluchem nie okazał się bramkarz Iker Casillas, którego heroiczna postawa uchroniła gości przed stratą gola.

Jego koledzy rozpoczęli nonszalancko. Już w 2. min Bayern mógł objąć prowadzenie po groźnym strzale... Roberto Carlosa. Brazylijczyk skiksował i zamiast wybić piłkę daleko w pole, posłał ją tuż obok słupka bramki skamieniałego ze zdziwienia Casillasa, po czym uśmiechnięty od ucha do ucha stanął do rogu przy słupku.

Gospodarze groźnie oraz mądrze atakowali i udało się im zepchnąć rywali do defensywy. Dwa razy bliski zdobycia prowadzenia był Claudio Pizarro. Peruwiańczyk, który na wieść o wylosowaniu Realu zakrzyknął: "Świetnie! Stawiam, że strzelimy w dwumeczu tym klaunom pięć goli!", dwukrotnie posłał piłkę nad poprzeczką bramki Casillasa. Po strzale Ze Roberto Hiszpan wypuścił futbolówkę przed siebie, ale nim jej dopadł Pizarro, został zablokowany. Po strzale Owena Hergreavesa świetnie interweniował zaś Casillas.

Po przerwie piłkarze Bayernu, wiedząc, że jeśli nie zdobędą gola, ciężko będzie im wywalczyć awans na Santiago Bernabeu, zaatakowali z jeszcze większą wściekłością i stworzyli jeszcze lepsze okazje. Znów jednak świetnie bronił Casillas. Aż do momentu, gdy rezerwowy Roque Santa Cruz doskonale podał na głowę do Makaaya i ten zdobył prowadzenie. Stadion szalał, trener Ottmar Hitzfeld ściskał się z menedżerem Uli Hoenessem, sensacja wisiała w powietrzu - do 83. min, kiedy trybuny nagle ucichły.

Kapitańskie roztargnienie

Na Letnej w Pradze Sparta, która na tym samym stadionie w ostatniej kolejce rozgrywek grupowych sensacyjnie pokonała Lazio, eliminując rzymian z Ligi Mistrzów, tym razem powstrzymała inną wielką drużynę Serie A - AC Milan. Mało brakowało, a w spotkaniu tym nie mógłby wystąpić kapitan mediolańczyków Paolo Malidini, który zapomniał zabrać ze sobą paszportu, co zauważył dopiero na lotnisku. Już w trakcie lotu szefowie klubu pertraktowali z władzami obu krajów. Ponieważ właścicielem Milanu jest premier Włoch Silvio Berlusconi, władze Czech zgodziły się na wjazd legendy Milanu do ich kraju. Jak zauważyła czeska prasa, na ironię zasługuje fakt, że tego samego dnia wpuszczono również Palestyńczyka, który przyleciał do Pragi bez paszportu. Tyle że wcześniej spędził on ponad sześć miesięcy w strefie tranzytowej lotniska w stolicy Czech.

Edu, Edu, Edu

W Vigo miejscowa Celta przegrała z Arsenalem 2:3, a pierwsze trzy gole w tym meczu padły po strzałach... Edu. Prowadzenie objęli londyńczycy, wyrównał Edu z... Celty. Nazywany w Hiszpanii "brazylijskim Laudrupem" zabłysnął podczas igrzysk olimpijskich w Sydney i rozegrał jeden mecz w "dorosłej" reprezentacji Brazylii. Jego imiennik z Londynu na razie ani jednego. Niewykluczone jednak, że kiedyś wystąpi w reprezentacji Portugalii, ponieważ postarał się o jej paszport, powołując się na swe pochodzenie. I to właśnie Edu "Kanonier" (pełne nazwisko Eduardo César Daud Gaspar) podwyższył w drugiej połowie na 2:1.