Sport.pl

Wisła Płock - MKS Mława 4:2 (1:2)

Właściwie dopiero w 73. min nafciarze zaczęli odrabiać straty z pierwszej połowy. A gdy dwie identyczne bramki strzelił Marcin Janus, było już wiadomo, że Wisła wygra.
Pojedynek z trzecioligowcem, który rozegrany został wczoraj na stadionie Stoczniowca, nie był dla podopiecznych Mirosława Jabłońskiego spacerkiem. Może dlatego że łatwość, z jaką Adrian Mierzejewski wypracował kolegom kilka dobrych sytuacji do zdobycia gola, przeciwstawiona była łatwości, z jaką defensywa nafciarzy popełniała błędy. Nie było ich specjalnie dużo, ale dość, by trzecioligowcy strzelali bramki. Pierwszą w 28. min. Najpierw Paweł Kapsa wyszedł obronną ręką z pojedynku z Rogalskim, by po chwili z Bartoszem Jurkowskim i Piotrem Dudą stworzyć temu samemu zawodnikowi sytuację, w której pozostanie mu tylko wpakowanie piłki do pustej bramki.

Nafciarze odpowiedzieli błyskawicznie. Doskonałe podanie Macieja Terleckiego na wyrównującego gola zamienił Wahan Geworgian, który z gracją minął Roberta Romanowskiego. Tego samego, który przed niemal ośmiu laty powstrzymał Petrochemię walczącą o ekstraklasę, broniąc barw Świtu. Płocczanie przegrali wtedy w Nowym Dworze 0:2.

Teraz w Płocku Romanowski wespół z trenerem Jerzym Masztalerem (też prowadził wtedy Świt) też dzielnie walczyli. Na dodatek znów MKS objął prowadzenie i to jak najbardziej zasłużone. W 41. min z rzutu rożnego dośrodkował Jarosław Szmid, a Marcin Rogoziński wykorzystał bierną postawę obrońców Wisły i strzelił po ziemi, pod interweniującym Kapsą.

Dopiero po zmianie stron gospodarze zaczęli prowadzić grę z większą swobodą. Nie dawali już sobie odbierać tak łatwo piłek w środku pola, łatwiej zbliżali się w okolice "szesnastki". - Musiałem sprawdzić czterech zawodników - tłumaczył potem Masztaler. - Stąd błędy, jakich w ligowym meczu byśmy nie popełnili.

Choć może dzięki temu mławianie czegoś się też nauczą. Na przykład agresywniejszej i uważniejszej gry we własnym polu karnym przy stałych fragmentach. Bo to, co zrobili w 73. i 86. min, było po prostu śmieszne i nawet w ich III lidze nie powinno się zdarzać. Wystarczyło, by właśnie te dwa razy z rogu zacentrował Ariel Jakubowski, a Marcin Janus, zupełnie jakby na boisku był sam, spokojnie wyskakiwał do góry i uderzał piłkę głową. Na tyle mocno i celnie, że drugi bramkarz MKS-u Piotr Redkowski musiał po prostu skapitulować. Co robili obrońcy gości? Rozglądali się i szukali winnego. A można było np. wyskoczyć w górę razem z Janusem, nie odstępować go na krok lub delikatnie przepchnąć.

Tuż przed końcem coraz słabszą grę defensywną mławian wykorzystał Jakubowski, świetnym podaniem obsługując Sławomira Peszkę. Ten nie zmarnował okazji.

Strzelcy

Wisła: Geworgian (30.), Janus (73. i 86.), Peszko (89.)

MKS: Rogalski (28.), Rogoziński (41.)

Składy

Wisła: Kapsa (46. Wierzchowski) - Jakubowski, Duda, Jurkowski, Kobylański - Geworgian, Terlecki, Romuzga (55. Vileniskis), Mierzejewski (46. Janus) - Kondev (55. Peszko), Matusiak (70. Ząbecki);

MKS: Romanowski (46. Redkowski) - Król (46. Osiecki), Klepczarek, Rogoziński, Leszczyński (66. Król) - Brzozowski (46. Lubasiński), Butryn (46. Wysocki), Mikłowski (65. Butryn), Szmid (62. Gowliński) - Rogalski, Walczak.