Marek Rutkiewicz dla Gazety: Nie przyznałem się do winy

Rutkiewicza aresztowano w poniedziałek na przystanku autobusowym przed lotniskiem Roissy, z którego miał pojechać na inne lotnisko. Był kompletnie zaskoczony, również rozmachem policyjnej akcji. Aresztowało go około 15 agentów. Po dwóch nocach spędzonych w paryskiej siedzibie policji, kolarza zwolniono, zakazując wyjazdu za granicę.
Oto pozostałe fakty afery:

- w areszcie wciąż jest Bogdan Madejak, masażysta w grupie Cofidis, podejrzewany przez francuską policję o utworzenie "siatki dopingowej", przemycającej i rozprowadzającej doping we Francji. Jego żonę i córkę zwolniono z aresztu

- Policja przesłuchuje medalistę torowych mistrzostw świata Roberta Sassona, byłego kolarza grupy Cofidis, u którego znaleziono EPO, sterydy, itp. ale w ilościach nie handlowych n w sumie w areszcie przebywało lub przebywa pięć osób.

Radosław Leniarski: Według naszych informatorów we Francji przyznał się Pan do winy. Czy to prawda?

Marek Rutkiewicz: - Nie, nie przyznałem się do winy, czyli do zarzucanego mi transferu i rozprowadzania środków dopingujących. Przyznałem i podpisałem się pod tym w zeznaniu, że to co znaleziono w moim bagażu na lotnisku, wiozłem do własnego użytku. Część kupiłem samodzielnie w Polsce, a część, która była kupiona wcześniej, dostałem od Bogdana Madejaka.

Z naszych źródeł w policji francuskiej wynika, że przyznał się Pan do przewożenia hormonu wzrostu, który u Pana znaleziono. Co do innych substancji - nie ma na razie pewności

- Miałem witaminy, odżywki, preparaty ziołowe, np. herbatę "melissa" w saszetkach. Wszystko w ilościach niehurtowych. Nic nie wiem o hormonie wzrostu. Porozmawiajmy o tym, gdy będzie ekspertyza. Jeszcze nie ma jej wyników. Trzeba na nie poczekać do kilku dni, może tygodnia.

Skąd zresztą te przecieki, skoro nie ma wyników badań laboratoryjnych?

Zarzucono panu rozprowadzanie dopingu na podstawie rozmów telefonicznych, w tym z Bogdanem Madejakiem i Robertem Sassonem...

- Mój telefon był na podsłuchu od pół roku, telefon Bogdana Madejaka dłużej. Wiem, że podsłuchiwano także inne osoby. Policja stara się udowodnić, że rozmawiałem z Bogdanem Madejakiem o przemycie i rozprowadzaniu dopingu. Nic takiego w tych rozmowach nie padło, odsłuchałem je i jestem tego pewny.

Francuzi uważają, że rozmawialiście swoistym szyfrem, np. używając słów o "sprowadzaniu towaru".

- "Sprowadzanie towaru"? Takie sformułowanie nie padło. Może niektóre były stwierdzeniami z żargonu kolarskiego i ktoś je albo źle zrozumiał albo nagiął do swojej teorii.

Według naszych informacji Robert Sassone zatrzymany w środę, sąsiad z miejscowości, w której Pan mieszka - Hyeres - dużo mówi o tej sprawie i podaje nazwiska osób w nią zamieszanych

- To dla mnie zupełnie nowa informacja. Ale to jego wersja, niech mówi co chce.

Czy spodziewa się Pan, że dojdzie do procesu?

- Nie wyobrażam sobie tego. Ja nie mam nawet na razie adwokata, dopiero staram się o niego. Przez ostatnie 48 godzin odebrano mi telefon, nie mogłem się z nikim kontaktować. Teraz jadę do prefektury załatwiać formalności. Zabierają mi między innymi paszport i zakazują wyjazdu z Francji. Sądzę, że wszystko przez rodzaj histerii antydopingowej panującej we Francji. Chcą bardzo mieć wyniki i teraz są wściekli, że z tej afery, którą rozdmuchali, nic nie wyszło.