Sport.pl

Unia/Wisła Kraków - Astoria/Ostromecko 91:84

Prawdziwy horror ze szczęśliwym zakończeniem przeżyli kibice w hali przy ul. Reymonta. W trzeciej kwarcie gospodarze przegrywali 59:70 i dopiero ostatnie dziesięć minut wygrane 28:14 przesądziło o końcowym sukcesie ?Wawelskich Smoków? w meczu koszykarskiej ekstraklasy.
W tym sezonie Astoria udowodniła we Wrocławiu, że potrafi napsuć krwi najlepszym. W meczu z Ideą/Śląskiem bydgoszczanie prowadzili przez cały mecz, ale przegrali w ostatniej sekundzie. Do sobotniego meczu Astoria przystąpiła pod opieką nowego trenera Wojciechem Krajewskim oraz z nowymi koszykarzami: Andriusem Jurkunasem (kompletnie zawiódł) i Kestutisem Marciulonisem (solidny rozgrywający).

Pierwsze minuty nie wskazywały na tak dramatyczny przebieg spotkania. Wprawdzie szybki i zwinny Dante Swanson (30 pkt) ze sprężynami w nogach czarował pod koszem wiślaków, ci jednak utrzymywali kilkupunktową przewagę. Mogły się podobać zbiórki Mike'a Ansleya, który natychmiastowymi podaniami przez całe boisko uruchamiał Branduna Hughesa. To na "Bronku" spoczywał w pierwszej połowie ciężar zdobywania punktów.

Wystarczyło jednak kilka prostych błędów i po rzucie Wojciecha Majchrzaka Astoria remisowała (33:33), a na przerwę goście schodzili z dwupunktowym prowadzeniem. Słabo radzili sobie Piotr Szybilski i Lewis Lofton, a grający z naderwaną pachwiną Ansley trafił tylko jeden z siedmiu rzutów za dwa punkty.

Bydgoszczanie (co było do przewidzenia) przegrali walkę na tablicach, ale mieli mniej strat i więcej przechwytów. Trzecia kwarta przyniosła czwarty faul Szybilskiego i nikłe nadzieje na odniesienie dziewiątego zwycięstwa w tym sezonie. Paradoksalnie sytuację diametralnie odmieniła kontuzja Hughesa (co potwierdził po meczu trener wiślaków Mariusz Karol). Przy stanie 71:75 rozgrywającego Unii/Wisły złapał potężny skurcz podudzia. - Jacek Sulowski wyszedł tak zmotywowany, że zatrzymał Swansona, który wcześniej trafił 13 z 16 rzutów - wyjaśniał trener Karol. Jeszcze lepiej zagrał Lofton, który - jak w transie - po zasłonach trafiał i spod kosza, i za trzy punkty. - Krzyknąłem na niego: "Masz grać, sukinsynu", i wiedziałem, że to poskutkuje - przyznał, śmiejąc się, Ansley.

To dzięki Loftonowi Unia/Wisła doprowadziła do remisu 79:79. Głośny doping pomógł przebudzić się Szybilskiemu i utykającemu Ansleyowi. Tym razem "królem na deskach" (13 zbiórek) był Mujo Tuljković, a trzy zbiórki w końcówce były wręcz na wagę złota. 32 sekundy (86:83 dla Unii/Wisły) przed końcem meczu Lofton, naprawiając błąd Sulowskiego, dostał piąte przewinienie, ale gospodarze nie pozwolili sobie wydrzeć zwycięstwa.

- O ile mecz z Polonią Warszawa był wykuwaniem stali, to z Astorią było jej hartowanie - obrazowo tłumaczył sukces trener Karol.



Unia/Wisła91
Astoria84
Kwarty: 27:25, 19:23, 17:22, 28:14.

Unia/Wisła: Hughes 24, Ansley 20 (1x3), Lofton 19 (3), Szybilski 11 i Tuljković 7 oraz Sulowski i Żurawski po 4, Seweryn 2.

Astoria: Swanson 30, Marciulonis 20 (1), Rospara 5, Jurkunas 3 (1) i Bajdakow 2 oraz Wiekiera 13 (3), Majchrzak 8 (1), Kalinowski 3 (1), Arabas 0.