Malta - Polska 0:4

Siedmiu debiutantom dał szansę Paweł Janas w meczu z Maltą. Polacy łatwo pokonali Maltę, strzelając jej cztery gole. Wszystkie w drugiej połowie. Do siatki trafiali: Jarosław Bieniuk, Sebastian Mila, Adrian Sikora i Marcin Burkhardt.


Najbardziej kuriozalny był czwarty gol. Bramkarz Mario Muscat wybijał piłkę z własnego pola karnego, trafił w nogę stojącego 40 m od jego bramki Burkhardta. Piłka wpadła do siatki szybciej, niż bramkarz do niej wrócił.

Rzadko się zdarza, by mecz reprezentacji nie oglądał ani jeden polski kibic. Tym razem, nie dość, że nie dopisali Polacy, to jeszcze na mogący pomieścić 17 tysięcy widzów stadion TaQuali na Malcie przyszło kilkadziesiąt osób. Bilety były tanie, kosztowały 3 funty (około 30 złotych).

Maltańczycy są na 130. miejscu w rankingu FIFA (niżej z drużyn europejskich są tylko: Kazachstan, Andora, Liechtenstein, Luksemburg i San Marino). W eliminacjach do mistrzostw Europy wygrali tylko dwa z siedemdziesięciu meczów. Wczoraj, dopóki mieli siłę, przeciwstawiali się Polakom, którzy gole powinni strzelić już w pierwszej połowie (dobrych okazji nie wykorzystali m.in. Grzegorz Rasiak - po jego uderzeniu piłkę z linii bramkowej wybił obrońca; oraz Patryk Rachwał - po jego strzale bramkarz Muscat odbił piłkę na słupek). Tuż przed przerwą, po błędzie Bieniuka, strzał Woodsa obronił Szamotulski.

W drugiej połowie gole były kwestią czasu. Dwa pierwsze padły za sprawą Sebastiana Mili. Najpierw - w 55. minucie - podał z rzutu rożnego do Bieniuka. Muscat - pracownik firmy telefonicznej - wyszedł z bramki nie na tyle, by sięgnąć piłki, ale na tyle, by Bieniuk strzałem głową go przelobował. Piłka długo leciała nad głową jego i obrońców. Chwilę później Mila zakończył mocnym i celnym strzałem pod poprzeczkę akcję Andrzeja Niedzielana. I zszedł z boiska.

O grze Polaków wiele powiedzieć się nie da. Była nijaka. - Ciekawa ta nasza młodzież. Nie można było oczekiwać jakiejś supergry, ale wynik jest dobry - skomentował spotkanie trener Janas. To czwarta z kolei wygrana jego drużyny. Węgrom, Włochom, Serbom i Czarnogórcom oraz Maltańczykom strzelili 13 bramek.

Słabo spisali się obrońcy. Jeden z tych, na których Janas liczy nie tylko w mało istotnych sparingach z Maltą czy Litwą (mecz w niedzielę) - stoper Wisły Kraków Arkadiusz Głowacki - miał za dużo pomyłek. I tylko dzięki debiutantowi Tomaszowi Kuszczakowi Maltańczycy nie strzelili pierwszego w historii potyczek z Polską gola (bilans cztery mecze, cztery porażki, bramki 0-13). Kuszczak obronił w sytuacji sam na sam, która poprzedzona była serią błędów Polaków przed własnym polem karnym. - Za grę obronną mam najwięcej pretensji, o tym sobie będę musiał porozmawiać z zawodnikami - powiedział Janas.

Pod koniec rywal kompletnie opadł z sił. Padły kolejne dwa gole, których mogło być więcej. Adrian Sikoro potrzebował niewiele ponad minuty, by w debiucie strzelić bramkę. Później miał jeszcze lepszą okazję, ale spudłował z paru metrów. A potem był kuriozalny gol Burkhardta. I mecz się skończył.



Malta - Polska 0:4 (0:0)

Bramki: Bieniuk (55.), Mila (57.), Adrian Sikora (82.), Burkhardt (88.).

POLSKA: Szamotulski (46. Kuszczak) - Baszczyński (46. Wasilewski), Głowacki, Bieniuk, Adamski - Surma, Mila (65., Burkhardt), Rachwał (74., Radzewicz), Piechniak (68., Madej) - Niedzielan (81., Sikora), Rasiak (46. Jeleń).