Kuźba dla Gazety: Raz się udaje, raz nie

Kiedy trener Janas nie powołał mnie na mecze z Chorwacją i Macedonią, straciłem nadzieję. Na szczęście się pomyliłem - mówi napastnik Wisły Kraków.


Robert Błoński: Kto w sobotę oprócz Emmanuela Olisadebe zagra w ataku?

Marcin Kuźba: "Oli" jest pewniakiem, to jasne. Jest w kadrze długo, strzelał gola za golem. Widać, że ma spore umiejętności. Kto jeszcze? Nie wiem. Chciałbym być to ja, ale jest jeszcze dwóch świetnych napastników: Maciek Żurawski i Tomek Dawidowski. Trener wybierze najlepszego.

Rywalizuje Pan o miejsce w jedenastce z Żurawskim. To chyba dla Was trochę dziwna sytuacja, w klubie gracie razem.

- W Wiśle nie ma kłopotów. Tu jest jedno miejsce, a kandydatów więcej. Nie ma jednak problemów, jak jeden zagra, to drugi się nie obrazi.

Dlaczego Żurawski tak skutecznie gra w klubie, a w kadrze bramek nie zdobywa?

- Nie widziałem wszystkich jego występów w zespole narodowym, więc trudno mi się wypowiadać. Może brakowało mu szczęścia, miał za mało sytuacji? Ale taka jest dola napastnika. Jak mu idzie, trafia raz za razem. Jak coś się zacina, goli nie ma. Ale to mija i mam nadzieję, że Maciek zdobędzie gola i w reprezentacji. Ten czas nadejdzie.

Czy dla trenera Janasa to trudna decyzja, kto ma zagrać obok Olisadebe?

- Musi wybierać, a my na treningach robimy wszystko, by tej decyzji nie ułatwić. Wierzę, że trener wystawi najsilniejszy skład. A reszta pogodzi się z jego decyzją.

Lepiej by się Pan czuł od pierwszej minuty, czy wolałby Pan wejść jako dżoker z ławki rezerwowych?

- Każdy chciałby grać od początku. Od pierwszej minuty "wejść" w mecz, jego rytm, poczuć atmosferę, walkę. Ale bohaterem można także zostać, wchodząc na ostatnich kilkanaście minut. Rezerwowi też czasem odmieniają losy spotkania.

Półtora miesiąca temu powiedział Pan, że nie wierzy w występy w kadrze trenera Janasa.

- Byłem rozżalony. Nie dostałem powołania na mecze z Chorwacją i Macedonią, choć z Wisły pojechało tam aż pięciu graczy. Zbigniew Boniek dał mi szansę w Danii, zauważył mnie, jak gram w Wiśle, ale potem odszedł. Liczyłem, że będę grał i u Janasa. Kiedy mnie nie powołał, straciłem nadzieję. Na szczęście się pomyliłem. Może obecnego trenera przekonały moje dobre występy w Wiśle...

Pierwszy mecz w reprezentacji rozegrał Pan w 1995 roku, drugi - w 1998; trzeci - w 2002. Spore te przerwy.

- Niestety. Po raz pierwszy do kadry wziął mnie Henryk Apostel. Z Azerbejdżanem - w meczu o nic w przegranych wcześniej eliminacjach mistrzostw Europy - zagrałem 20 minut. A potem miałem problemy. Wyjechałem z Górnika, by grać w Widzewie. Kluby się nie porozumiały, zostałem zdyskwalifikowany, bo do Zabrza wracać nie chciałem. Gdyby nie ta dyskwalifikacja, byłbym w kadrze. Nowy trener Władysław Stachurski nawet wysłał powołanie. Ale grać nie mogłem.

Później grałem w Auxerre i trener Janusz Wójcik powołał mnie na spotkanie z Ukrainą w Kijowie. Potem szkoleniowiec Auxerre Guy Roux posadził mnie na ławce rezerwowych, a trener kadry brał tylko tych, co grają.

Kiedy reprezentację prowadził Jerzy Engel, występowałem w Lausanne Sport. Był nawet na naszym jednym meczu, w Zurychu. I na tym jego obserwacje się skończyły, choć powiedział, że dalej będzie śledził moje losy. Grałem wtedy nieźle, byłem skuteczny w lidze i pucharach. Żałowałem, że nie ma mnie w kadrze, ale trener miał innych zawodników. Na mundial żadnych nadziei nie miałem.

W zespole Zbigniewa Bońka zaistniałem raz, w Danii. To wszystko. Ale nie traktuję teraz tego powołania jako szansy na kolejny debiut. Bo nie jestem w niej zupełnie obcy. Znam większość zawodników. Jest jeszcze pięciu wiślaków, jest Tomek Hajto, z którym kiedyś graliśmy w Górniku, są zawodnicy z polskiej ligi. Chcę zostać w reprezentacji na dłużej.

Paweł Janas mówi, że wszystko zależy od Pana, od tego, czy wykorzysta Pan szansę.

- Jasne. Ale z tym wykorzystywaniem szansy bywa różnie. Raz się udaje, raz nie. Zobaczymy, co będzie ze mną.

Grał Pan kiedyś na Stadionie Śląskim? Mecz ma obejrzeć 48 tysięcy widzów.

- Nigdy nie grałem. Trybuny robią wrażenie. Boisko? Płyta w miarę dobra. Może trochę za dużo na niej piachu, ale warunki dla obu drużyn będą jednakowe. Tremy nie mam.

W czerwcu kończy się Panu kontrakt z Wisłą. Co dalej? Czy możliwe jest Pana przejście np. do Legii?

- Hmmm... Ciężko by było, bardzo ciężko. Chyba raczej nie. Jeśli Wisła nie zaproponuje mi nowej umowy, prawdopodobnie wyjadę za granicę.