Nasze kluby: Concordia Knurów

Rozkradzeni

Concordia liczy prawie 80 lat, spotkanie założycielskie odbyło się 5 sierpnia 1923 roku. Pierwotnie nazwa brzmiała: Klub Sportowy Knurów. Rok później pojawiło się słowo Concordia, a patronat nad klubem objęła kopalnia Knurów. Nic dziwnego, że w okresie powojennym Concordia dwukrotnie zmieniała nazwę na Górnik.

Początki klubu są związane z dwoma sekcjami: palantem i piłki nożnej. Potem uprawiano też lekkoatletykę, gimnastykę, zapasy, podnoszenie ciężarów, boks, kolarstwo, siatkówkę, hokej na lodzie, tenis stołowy, szachy i piłkę ręczną. Warto dodać, że w latach 1923-26 w klubie istniała kobieca sekcja tamburyny, czyli pięcioosobowej gry, która polegała na przebijaniu piłki ponad zawieszonym sznurkiem. Do odbijania piłek używano bębenków obciągniętych skórą.

Concordia najbardziej jest znana dzięki bokserom, którzy zdobywali tytuły mistrzów Polski. Knurów stał się stolicą polskiego boksu w roku 1996 po zaciętym dwumeczu finałowym z Walką Zabrze (8:12 i 13:7).

W polskim sporcie zaznaczyli się także piłkarze. W ekstraklasie nigdy nie zagrali, bo pozostawali w cieniu wielkiego Górnika Zabrze. - Był taki układ na wysokim szczeblu górniczym, że najważniejszy jest zabrzański klub. Concordia nie mogła awansować, bo najlepsi jej piłkarze trafiali do Górnika - tłumaczy Piotr Skorupa, dziennikarz knurowskiego "Przeglądu Lokalnego". Z Knurowa do Zabrza przeszli m.in. Henryk Bałuszyński, Piotr Jegor, Mirosław Szlezak, Marek Kostrzewa i Józef Dankowski. Ale najbardziej znanym wychowanek Concordii poszedł do Tychów. Jerzy Dudek gra dziś FC Liverpool.

Knurowscy piłkarze stawali przed historyczną szansą awansu do pierwszej ligi. Po raz pierwszy w sezonie 1986/87, ale prowadzona przez trenera Marcina Bochynka drużyna przegrała baraże ze Stalą Stalowa Wola (2:1, 0:2). Natomiast rok później śląski klub musiał uznać wyższość Wisły Kraków (1:0, 2:4). Z drugim meczem, który odbył się w Krakowie, wiąże się nieprzyjemna historia. Piłkarzom z Knurowa zarzucono sprzedanie meczu. - To był dziwny mecz. Na pięć minut przed końcem byliśmy pewni awansu. W końcówce straciliśmy dwa gole. Po latach dowiedziałem się, że było coś nie tak. Jeśli był jakiś układ, to byłem poza nim - wspomina Krzysztof Zagórski uczestnik feralnego spotkania. - Tłumaczenia piłkarzy były żenujące. Bramkarz Krystian Sulski mówił, że zapomniał założyć szkła kontaktowe i oślepiało go słońce - dodaje Skorupa.

- Starsi kibice z Knurowa odwrócili się wtedy od klubu i do dziś nam to pamiętają - żałuje Henryk Skrzypczyk, były piłkarz i trener, a obecnie działacz Concordii.

Dobre czasu skończyły się wraz z upadkiem PRL-u. O ambicjach działaczy z Knurowa świadczy niedokończony budynek klubowy i hotel. W latach 80. przystąpiono do budowy bazy sportowo-hotelowej w sąsiedztwie stadionu. Na obszarze hektara miały znajdować się: hotel z restauracją, biura klubowe, pomieszczenia odnowy biologicznej, a także hala sportowa. - Przez wiele lat korzystaliśmy z bazy w Kamieniu i Buku, więc chcieliśmy mieć w końcu hotel z prawdziwego zdarzenia w Knurowie - opowiada Andrzej Michalewicz, były działacz Concordii. Prace budowlane rozpoczęły się na przełomie 1985 i 86 roku. W ciągu czterech lat powstały dwa z czterech zaplanowanych segmentów budynku. - Na budowie zgromadzono materiały na wykończenie trzech segmentów. Był tam cement, piasek, a także cegły i płyty dachowe. Część budynku była już nawet wyposażona w instalacje: elektryczną, telefoniczną, kanalizacyjną i dachową. Dziś to wszystko rozkradziono - wspomina Roman Borowski, który wówczas został oddelegowany z kopalni do nadzoru nad pracami budowlanymi. W 1990 roku na wniosek Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" wstrzymano inwestycję. - Zmiana ustroju politycznego spowodowała, że hotel nigdy nie powstał. Nieudolnie zabezpieczono obiekty i do dziś niszczeją. Co dało się ukraść - ukradziono. Niestety, za pokutę muszę to co dzień oglądać, ponieważ okna mojego domu wychodzą wprost na niewybudowany hotel - smuci się Borowski.

Za tydzień - Czarni Sosnowiec