Janas dla Gazety: Nie popełnię tego błędu co Boniek

Chciałbym nie przegrać i pokazać, że mamy drużynę, a nie zbieraninę przypadkowych ludzi - mówi trener reprezentacji Polski, który w niedzielę powołał piłkarzy na towarzyskie mecze z Chorwacją i Macedonią.


Rafał Stec: W jakim stopniu ta kadra jest zbliżona do Pana wymarzonej?

Paweł Janas: Trudno na to pytanie kategorycznie odpowiedzieć. Jesteśmy w dość specyficznym momencie - polskie kluby przygotowują się do ligi i trudno oceniać zawodników na podstawie gier kontrolnych, bo jeśli akurat pracują nad wytrzymałością, można się co do ich przydatności grubo pomylić. Ta kadra jest przede wszystkim szeroka, bo wiadomo, że przed sparingiem z Macedonią, który odbędzie się dwa dni po meczu z Chorwacją, stracę 14 zawodników i będę musiał uzupełnić skład o kilku graczy młodzieżówki. Może się też okazać, że ktoś będzie cennym wzmocnieniem, ale na razie się o tym nie przekonamy. Np. Tomasz Kłos długo nie grał, teraz wrócił co prawda do składu Kaiserslautern, ale powołania do klubów zagranicznych trzeba wysyłać na dwa tygodnie przed meczem.

Z Macedonią nie wystąpią ani piłkarze z lig zagranicznych, ani z Wisły Kraków, zatem wszyscy kluczowi, na których chce Pan opierać grę. Być może w tym sparingu nie wystawi Pan nikogo, kto później trafi do podstawowej jedenastki na mecz z Węgrami i następne w eliminacjach mistrzostw Europy. Czy sparing z Macedonią ma w ogóle sens?

- Nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo te terminy odziedziczyłem po poprzedniku. Zostały uzgodnione, więc widocznie trener Boniek uznał je za potrzebne. Wiedziałem, co biorę, więc nie będę narzekał. Zresztą dzięki temu będę mógł przyjrzeć się większej grupie zawodników. Pewną grupę sprawdził poprzedni selekcjoner, teraz ja przetestuję kolejną, by mieć możliwość manewru na każdej pozycji. Trzeba wiedzieć, na kogo postawić, kiedy innych wykluczy z gry pech.

Największym zaskoczeniem w nowej reprezentacji jest chyba Rafał Lasocki, który właśnie przeszedł z KSZO Ostrowiec do Lecha Poznań...

- Może i dziennikarzy zaskoczył, ja przyglądałem mu się od dawna i jestem głęboko przekonany, że na wyróżnienie zasłużył. Dobrze gra głową, potrafi włączyć się do akcji ofensywnej, jest dość wszechstronny, a na lewej obronie pojawiła się luka. Michał Żewłakow leczy kontuzję ścięgna Achillesa, Marek Koźmiński szuka klubu, więc z nich musiałem zrezygnować. Dostali więc szansę Lasocki i Maciej Stolarczyk, który zagra z Chorwacją, bo później wraca na zgrupowanie Wisły.

Pozostali debiutanci też mają łatać dziury?

- To nie są ludzie znikąd. Mirosław Sznaucner współtworzy w Katowicach najbardziej szczelną defensywę w lidze, poza tym grał już w młodzieżówce u trenera Ćmikiewicza. Może grać i w środku, i z prawej strony defensywy. Jarosław Bieniuk również zbierał doświadczenia w juniorskich reprezentacjach, liczę, że coś nowego do gry drugiej linii wniesie Adam Majewski...

...pomocnik Legii liczy, że będzie rywalizował o miejsce w pierwszym składzie z Arkadiuszem Radomskim. Ma rację?

- Wszystko zależy od niego. Nikomu nie odbieram szans, bo o środku pomocy mogę powiedzieć tyle: szukamy, szukamy i jeszcze raz szukamy. W moim polu widzenia wciąż pozostaje też testowany przez Bońka Łukasz Surma. Chcę mieć w zapasie kilka wariantów, ale najpierw muszę sprawdzić, na czym stoję. Nie wszystkich zdołałem obejrzeć sam, np. Radomskiego oglądał w Holandii Edward Klejndinst. Miał bardzo pozytywne wrażenia, Arek grał dobrze, choć mecz toczył się w trudnych warunkach, przy padającym śniegu. Ja pojechałem wtedy do Grecji, żeby poznać się osobiście z Emmanuelem Olisadebe, bo wcześniej nie spotkaliśmy się twarzą w twarz. Jego chciałem przekonać do siebie, siebie do niego. Takie rzeczy też są ważne.

A przekonał Pan do kadry Grzegorza Szamotulskiego, który kilka miesięcy temu zrezygnował z reprezentacji, bo nie życzył sobie roli rezerwowego? Powołanie dostał...

- Powiedziałem mu tylko, że rozważam jego osobę, a on odparł, że będzie solidnie trenował. O nic go nie prosiłem. Ma szansę tak jak pozostali.

Czy z Węgrami mogą zagrać zawodnicy, których teraz w kadrze brakuje?

- Oczywiście. Zostały jeszcze dwa miesiące, jeśli ktoś się np. objawi w lidze, zareaguję. Dlatego nie powołałem dwóch reprezentacji - jednej na Chorwację, jednej na Macedonię. Nie chcę dzielić piłkarzy na pierwszy i drugi gatunek, zwłaszcza że uważam, iż na poszczególnych pozycjach będą rywalizować bardzo równorzędni gracze.

Idąc tym tropem - spodziewa się Pan, że debiutanci są w stanie natychmiast wskoczyć do pierwszego składu?

- Gdybym tak nie sądził, wybrałbym innych. Powołałem najlepszych, bo tylko tym kryterium - tak jak obiecałem - będę się kierował.

Są tacy piłkarze, bez których nie wyobraża Pan sobie pojedynku z Węgrami?

- Nawet jeśli tak, nie wymienię ich nazwisk. Powtarzam: nie zamierzam dzielić grupy na gorszych i lepszych. Jeśli dostali powołanie, znaczy, że mają szansę.

Czy brał Pan pod uwagę ich przydatność do ustawienia z trzema lub czterema obrońcami? Wybrał już Pan system odpowiedni dla reprezentacji?

- Pomysł oczywiście mam, ale nie zamierzam o nim mówić, bo nie wiadomo, czy okoliczności nie zmuszą mnie do zmiany decyzji. Jacek Bąk, który ma być filarem drużyny, nie zagrał w dwóch ostatnich meczach. A jeśli wypadnie jeszcze Głowacki? Nie popełnię tego błędu co trener Boniek, który otwarcie mówił, jakie ustawienie preferuje, a później wszyscy wypominali mu niekonsekwencję.

Załóżmy jednak, że sprzyja Panu szczęście i nikogo nie wykluczy kontuzja...

- Powiem tylko, że musimy grać zespołowo, bo indywidualności nam brakuje. W żadne schematy nie dam się zepchnąć, zwłaszcza że nie mamy tłumu znakomitych graczy, pod których można dobierać dowolną taktykę. Taki Murawski czy Bogusz, niedawno kandydaci do pierwszej jedenastki reprezentacji, ostatnio w swoich klubach w ogóle nie pojawiają się na boisku. W takiej sytuacji nie mogę być pewien, czy w danym momencie lepiej będzie wystawić dwóch napastników, czy jednego wspomaganego przez nieco cofniętego partnera. Będę też oczywiście dopasowywał system do przeciwnika.

Z Chorwacją zagracie ofensywnie?

- Na pewno nie będziemy bronić się ustawieni tuż przed polem karnym. Co więcej? Zobaczymy, na ile pozwolą nam rywale.

Czego oczekuje Pan po tym meczu i następnym z Macedonią?

- Wiadomo, że po dwóch treningach, jakie przeprowadzę, nie ma się co spodziewać cudów. Dlatego chcę przede wszystkim zobaczyć u piłkarzy chęć, motywację i żeby w grze reprezentacji zaczęła być widoczna jakaś myśl. No i przejrzę stan posiadania pod kątem eliminacyjnych spotkań z Węgrami i San Marino.

Wynik jest nieważny?

- Aż tak to nie. Chciałbym nie przegrać i pokazać, że mamy drużynę, a nie zbieraninę przypadkowych ludzi.