Ga-Pa: Małysz znów na podium! - korespondencja

Adam Małysz znów na podium! Fantastyczna seria zwycięstw Svena Hannawalda w Turnieju Czterech Skoczni przerwana! Noworoczny konkurs w Garmisch-Partenkirchen wygrał Primoż Peterka, a Polak skokami na odległość 121 i 123,5 m zajął drugie miejsce ex aequo z Andreasem Goldberegerem
Ale konkurs! Ale emocje! Ale sukces! Do ostatniej chwili nie było wiadomo, kto wygra w Ga-Pa. Dwaj wielcy faworyci Turnieju Czterech Skoczni - Sven Hannawald i Janne Ahonen - postawili w drugiej serii wszystko na jedną kartę. I leżeli.

"Hanni" po pierwszym skoku na 118 już wiedział, że nie wygra szóstego z kolei konkursu w TCS. Ale w drugiej serii poszedł na całość. Wylądował na 124 metrze. To był kapitalny skok, ale tuż po zetknięciu z ziemią, lewa narta odjechała Niemcowi. Sven chwiał się i chwiał, jak drzewo w czasie wichury. Wreszcie dwa, może trzy metry przed końcem strefy lądowania padł na tyłek i rąbnął z całej siły w bandę. Fizycznie nie ucierpiał, ale sędziowie odjęli mu punkty i Niemiec wypadł z dziesiątki. - Szkoda, szkoda. Z tych 124 metrów zabrakło mu dwóch, by nie upadł - jęczał zawiedziony spiker.

Czwarty od końca skakał Małysz. Patrzyliśmy, jak wyszedł z progu. To był ten Adam sprzed dwóch lat. Wystrzelił, ak z katapulty. 123,5 m, dobre noty i pierwsze miejsce. Skaczący tuż po nim Goldberger wylądował o pół metra bliżej niż Polak. Noty miał trochę gorsze. A kiedy wyświetliła się nota za oba skoki - 261,1 punkta - podskoczyliśmy z radości. Austriak miał notę taką samą, jak Polak! A więc Adam wraca na podium zawodów PŚ. W najgorszym wypadku byłby trzeci, ex auquo z "Goldim".

Przedostatni skakał Ahonen. Fin leciał i leciał. Jak ptak, jakby nigdy nie chciał wylądować. Wreszcie dotknął nartami ziemi. Jęknęliśmy z wrażenie. 129 m pojawiło się na tablicy, o pół metra mniej niż rekord skoczni Małysza. Ahonenowi nie udało się jednak utrzymać równowagi. Narty zjechały mu do środka i heroicznie walczący do samego końca Fin dotknął tyłkiem ziemi. Sędziowie musieli mu odjąć po siedem punktów. Zły jak osa Ahonen był piąty. Ale teraz to on jest faworytem do triumfu w klasyfikacji generalnej Turnieju.

Wszystkich faworytów pogodził Słoweniec Primoż Peterka. Wygrał pierwsze zawody w tym sezonie (Kuusamo) i także pierwsze w tym roku. W pierwszej próbie, gdzie karty rozdawał wiatr, jemu powiało pod narty i nikt nie skoczył dalej (123,5). W drugim, do wygranej, wystarczyła mu powtórka z pierwszej serii.

Wierzyli w Hanniego

W noworoczny poranek pod skocznią olimpijską w Garmisch-Partenkirchen stawiło się aż 35 tysięcy widzów, cieszących się, że nad Bawarią po raz pierwszy od tygodnia wreszcie wyszło słońce. Rzeczywiście, rzęsisty deszcz, który towarzyszył Turniejowi Czterech Skoczni od pierwszego treningu w Oberstdorfie, przestał padać w nocy i rano nad skocznią znów wyłonił się z chmur Zugspitze - najwyższy szczyt Niemiec i jedyne ośnieżone miejsce w okolicy.

"Hanni - jesteś królem powietrza", "Cesarz przestworzy" "Niemieckie orły znów najwyżej" - nieśli transparenty kibice. - Hanni wygra, nie ma innej możliwości. Byliśmy tu jak wygrywał rok temu i moja narzeczona powiedziała mi wtedy "tak". Liczymy, że i ten rok zacznie się dla nas fantastycznie - mówił Jens, ściskający za rękę Anitę z plakatem "Hanni - gwiazda gwiazd".

- Najgroźniejsi rywale Hannawalda? Wszyscy Austriacy i Adam Małysz. Polak jest rekordzistą tej skoczni (129,5 m). Bardzo go tu wszyscy lubią i liczą na wspaniały skok. I drugie miejsce za naszym Hannim - mówił Theo, w niebieskim swetrze klubu narciarskiego Garmisch-Partenkirchen.

"We have a dream" (Mamy marzenie) - zaśpiewały pod skocznią gwiazdy niemieckiej wersji programu Idol (tu nazywa się ona "Niemcy szukają supergwiazdy"). - My nie musimy już szukać. Sven jest naszą supergwiazdą. "Hanni" - wygraj dziś i przejdź do historii - krzyczał spiker zawodów. - W razie wygranej, Hannawald miałby na koncie sześć wygranych z rzędu w Turnieju 4. Skoczni, wcześniej tylko Niemcowi Helmutowi Recknagelowi udało się wygrać pięć konkursów z rzędu. Ale ten sen niemieckich kibiców się nie spełnił i na pocieszenie został im tylko koncert byłego wokalisty Modern Talking - Dietera Bohlena, który w ostatniej chwili zastąpił tenora Jose Carrerasa.

Choć zamiast w deszczu zawodnicy skakali pod błękitnym niebem, warunki nie były dobre. Co i rusz dyrektor zawodów Walter Hoffer przerywał konkurs z powody zbyt porywistego wiatru na progu. Kiedy przed skokiem Norwega Bardala przerwa wyjątkowo się przedłużała, kibice machali wielkimi nadmuchanymi łapami do trenera Norwegów Miki Kojonkoski, próbując zmusić go, żeby im odmachał swoją łapą, co było sygnałem do startu dla jego zawodników.

Z powodu wiatru doszło do kilku upadków już po wylądowaniu. Najbardziej kontrowersyjny przytrafił się liderowi Pucharu Świata Martinowi Hoellwarthowi, który startował w parze z ulubieńcem gospodarzy Martinem Schmittem. Austriak upadł tuż przed ułożoną z choinek linią kończącą strefę lądowania. Niemcy liczyli, że sędziowie odejmą Hoelli'emu punkty i do finału przejdzie Schmitt, który zepsuł skok. Ale tylko jeden z arbitrów obniżył Austriakowi oceny. - Przyjmę każdy werdykt. Nie chcę składać protestu, bo to byłoby nie fair. Na telewizyjnych powtórkach widziałem, że Martin zaczął wywracać się jeszcze w strefie lądowania i chyba podparł się tam ręką. Ale ciałem dotknął śniegu dopiero za linią. Skoczył jednak o wiele dalej niż ja, więc chyba bardziej sprawiedliwie będzie jeśli to on znajdzie się w finale - powiedział "Gazecie" Schmitt.

W strefie lądowania wywrócił się także Słoweniec Peter Zonta i wszyscy sędziowie ukarali go za to, i tak wystarczyło mu jednak punktów żeby wyprzedzić Marcina Bachledę, który jako jeden z nielicznych skoczków w konkursie nie przekroczył 100 metrów. - Co było źle? Wszystko - machnął tylko ręką na dole Polak.

Trochę nerwowo było także we wtorek. Kiedy podczas kwalifikacji skakał Tomasz Pochwała, kamery telewizji RTL pokazały, jak Adam Małysz - spakowany, z wielką torbą na ramieniu oraz fizjologiem Jerzym Żołądziem - wsiadają do samochodu i odjeżdżają do Grainau. Adam miał dwa bardzo dobre skoki treningowe. W pierwszym uzyskał 122 m i w starym roku nikt nie skoczył dalej. W drugim było trochę gorzej - 116,5.

Na pytanie "czy wreszcie zaskoczyło", Małysz odpowiedział pytaniem: - A wy jak uważacie? Odpowiedź dziennikarzy była twierdząca. - Też tak uważam - dodał Małysz. - Te dwa skoki pozwolą mi zapomnieć o Oberstdorfie, choć w drugiej próbie narty mi nie jechały. Na rozbiegu pojawiła się woda.

Trenerzy postanowili, żeby Małysz nie startował w kwalifikacjach. Postąpił tak po raz pierwszy. Jedynym skoczkiem, który do tej pory stosował taką taktykę (i to jak skutecznie!) był od ubiegłego sezonu Sven Hannawald. We wtorek Polak i Niemiec nie skakali, co oznaczało to, że w konkursie wystartują w ostatnich parach. Powstał problem: kto skacze ostatni - czy wyżej sklasyfikowany w Pucharze Świata Małysz, czy lider TCS, Hannawald. Kiedy organizatorzy ogłosili, że Małysz z numerem 49 wystartuje w przedostatniej parze (z Martinem Kochem), a Hannawald z 50 (z 16-letnim Austriakiem Thomasem Morgensternem) zrobiła się awantura.

- Protestowaliśmy dla zasady, chcieliśmy zobaczyć, że tak rzeczywiście mówią przepisy, bo wcześniej nie było wykładni. No i nie chcieliśmy dać się oszukać - wyjaśniał trener Tajner.

Organizatorzy wydali więc specjalny komunikat, w którym oznajmili, że "zgodnie z regulaminem FIS, w przypadku równej noty [Małysz i Hannawald mieli po zero punktów - rb] o kolejności w kwalifikacjach decyduje wyższy numer startowy w Pucharze Świata.

- Dla nas to lepiej, tak chcieliśmy - przyznał później trener Tajner. - Wolałem, żeby Adam skakał przed Svenem. Jak zepsuje skok, to trudno, nic się nie poradzi. Ale jeśli Adam skoczy bezbłędnie, tak jak w pierwszej próbie treningowej to rywal będzie w ciężkiej sytuacji psychicznej. Będzie musiał nie być gorszy. Ja uważam, że lepiej, by Hannawald był na górze ze skokiem Adama w głowie niż ewentualnie miałoby być odwrotnie.

Taktyka się sprawdziła. Najważniejsze, że Małysz wrócił na podium, a nam - szybciej niż się spodziewaliśmy - wrócił uśmiech na buzie.

Wynki

 Primoż Peterka  Słowenia  123,5 - 123,5 m  264.6 
 Andreas Goldberger  Austria  121,5 - 123  261.1 
 Adam Małysz  Polska  121 - 123,5  261.1 
 Roar Ljoekelsoey  Norwegia  122 - 122,5  256.1 
 Janne Ahonen  Finlandia  123-129/upadek  255.6 
 Simon Ammann  Szwajcaria  118,5 - 119,5  247.9 
 Hideharu Miyahira  Japonia  117,5 - 118  245.9 
 Andreas Kofler  Austria  120 - 117,5  245.5 
 Andreas Widhoelzl  Austria  118 - 115,5  239.8 
10  Martin Hoellwarth  Austria  121 - 114,5  236.9 
11  Arttu Lappi  Finlandia  115 - 117  236.1 
12  Sven Hannawald  Niemcy  118 - 124/upadek  235.1 
13  Jakub Janda  Czechy  114 - 116  232.5 
14  Veli-Matti Lindstroem  Finlandia  115 - 116  232.3 
15  Bjoern E. Romoeren  Norwegia  116,5 - 116  231.0 
15  Tami Kiuru  Finlandia  114,5 - 115,5  231.0 
17  Florian Liegl  Austria  112,5 - 116,5  228.2 
18  Henning Stensrud  Norwegia  113 - 115  226.9 
19  Damjan Fras  Słowenia  112,5 - 114,5  224.1 
20  Martin Koch  Austria  116 - 111  223.6 
21  Sigurd Pettersen  Norwegia  109 - 117,5  223.2 
22  Noriaki Kasai  Japonia  115/upadek - 115   221.5 
23  Lars Bystoel  Norwegia  116 - 108  218.2 
24  Kim-Roar Hansen  Norwegia  112 - 110  217.1 
25  Thomas Morgenstern  Austria  113,5 - 114  217.0 
26  Michael Uhrmann  Niemcy  113,5 - 109  216.0 
27  Matti Hautamaeki  Finlandia  111 - 111  215.1 
28  Georg Speath  Niemcy  110 - 111,5  213.7 
29  Mathias Hafele  Austria  110 - 111  212.3 
30  Peter Zonta  Słowenia  115/upadek - 110,5  200.9 


Klasyfikacja Turnieju Czterech Skoczni po II konkursie

1. Janne Ahonen (Finlandia)513,1 pkt
2. Primoż Peterka (Słowenia)504,3
3. Roar Ljoekelsoey (Norwegia)499,7
4. Sven Hannawald (Niemcy)498,2
5. Adam Małysz (Polska)494,8
6. Martin Hoellwarth (Austria)494,6
7. Andreas Goldberger (Austria)492,8
8. Andreas Kofler (Austria)490,6
9. Hideharu Miyahira (Japonia)476,1
10. Veli-Matti Lindstroem (Finlandia)468,1
45. Marcin Bachleda (Polska)166,8
53. Tomisław Tajner (Polska)91,9