Towarzyskie mecze: Brazylia i Argentyna wygrały z Koreą i Japonią

Dwa gole Ronaldo i jeden Ronaldinho dały mistrzom świata piłkarzom Brazylii wyjazdowe zwycięstwo 3:2 nad czwartą drużyną mundialu Koreą Płd. Japończycy ulegli Argentynie 0:2.
W Korei piłkarze biegali w ulewnym deszczu, któremu towarzyszyło nietypowe dla tej pory roku zimno. Ronaldo grał w rękawiczkach, ale znów okazało się, że wschodnioazjatycki klimat wyraźnie mu służy. W czerwcu na boiskach Korei i Japonii Brazylijczyk zdobył tytuł króla strzelców mistrzostw świata, zdobywając osiem bramek. Od tego czasu nie rozegrał ani jednego wielkiego meczu w Realu Madryt, do siatki trafił tylko trzykrotnie, kibice "Królewskich" coraz częściej żegnają go gwizdami. Po niedzielnym bezbramkowym remisie z Realem Sociedad wyznał, że rozegrał jedno z najsłabszych spotkań w karierze.

Tym razem Ronaldo wyrównał już w 17. min (Koreańczycy prowadzili 1:0), ale wcześniej zmarnował dwie znakomite okazje, przegrywając dwa pojedynki sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Raz zdołał nawet minąć gwiazdora MŚ Lee Won-Jae, nie trafił jednak do pustej bramki. Po przerwie scenariusz się powtórzył. Znów gospodarze objęli prowadzenie, znów cieszyli się nim ledwie 10 min, znów do siatki trafił Ronaldo. Zwycięskiego gola strzelił Ronaldinho, perfekcyjny wykonawca rzutów karnych, który wykorzystał "jedenastkę" w drugiej minucie doliczonego czasu gry.

Trener Mario Zagallo podziękował zawodnikom za "finałowy prezent". 71-letni człowiek-instytucja w brazylijskiej piłce (jako jedyny zdobył cztery tytuły mistrza świata - razy jako piłkarz, raz jako opiekun drużyny) po raz ostatni zgodził się usiąść na ławce, bowiem "Canarinhos" wciąż szukają następcy dla Luisa Felipe Scolariego.

Koreańczycy, którzy po sukcesie na MŚ nie cieszą się już z honorowych porażek, schodzili z boiska z opuszczonymi głowami. - Jestem rozczarowany. Naprawdę bardzo chciałem wygrać ten mecz - powiedział Ahn Jung-hwan, strzelec jednego z goli i bohater narodowy podczas mundialu.

Brazylijczycy odbyli podróż sentymentalną do kraju, w którym rozpoczęli drogę po piąte w historii mistrzostwo świata. Argentyńczycy wrócili do Japonii, która kojarzy im się raczej z traumatycznymi przeżyciami. Na mundialu wygrali tylko jedno spotkanie, ani razu nie udało im się strzelić więcej niż jednego gola. Zdołali tego dokonać dopiero wczoraj, w spotkaniu z Japonią osłabioną przez nieobecność kilku czołowych graczy oraz trenera, legendarnego Zico, który pojechał do Brazylii na pogrzeb matki.

- Przyznaję, że trochę ich zlekceważyliśmy - tak Juan Sebastian Veron tłumaczył fakt, że Japończycy wielokrotnie przedzierali się przez obronę gości i tylko ich fatalna nieskuteczność ratowała Argentyńczyków. Trener Marcelo Bielsa, który na stanowisku pozostał z braku innych kandydatów, był zadowolony. - Po katastrofie na MŚ znaleźliśmy się w tak ciężkiej sytuacji, że mogę się tylko cieszyć ze zwycięstwa - podsumował mecz.

Japonia - Argentyna 0:2 (0:0): Sorin (47.), Crespo (49.)

Korea Płd. - Brazylia 2:3 (1:1): Ki-Hyeon (8.), Jung-hwan (58.) - Ronaldo (17. i 68.), Ronaldinho (89. karny)

Rumunia - Chorwacja 0:1 (0:0): Maric (46.).