Ronaldo jednak w Realu Madryt!

Tuż przed północą w nocy z soboty na niedzielę, czyli przed końcem okresu transferowego, Ronaldo stał się piłkarzem Realu Madryt. Prezes Interu Mediolan Massimo Moratti ostatecznie zgodził się sprzedać 25-letniego Brazylijczyka za 46,3 mln dol. Jego miejsce w ataku włoskiego klubu zajmie Argentyńczyk Hernan Crespo.
Real zapłaci 35 mln dol. i odda piłkarza wartego 12 mln. Będzie mógł on jednak przejść do Interu dopiero w styczniu, w nowym okresie transferowym. - Pozyskanie Ronaldo nie oznacza oczywiście, że będziemy teraz niezwyciężeni, ale nie ma chyba kibica na świecie, który nie miałby ochoty oglądać tej drużyny - stwierdził po udanych negocjacjach dyrektor sportowy Realu Madryt Jorge Valdano.

Choć rozmowy zakończono tuż przed północą, tak żeby zgłosić piłkarza do ligi hiszpańskiej i Ligi Mistrzów, wiadomość rozeszła się szybko. Przyniosły ją na pierwszych stronach już poranne gazety w Hiszpanii. "Król idzie" - dał tytuł na pierwszej stronie dziennik "AS", dołączając duży fotomontaż 25-letniego Brazylijczyka w białej koszulce "królewskiego klubu".

- To był bardzo długi i ciężki dzień, ale przejdzie do historii klubu. Pozyskaliśmy jednego z najlepszych piłkarzy świata - stwierdził Valdano. Powinien dodać "znów", bo przecież prezes klubu Florentino Perez pozyskał w dwóch ostatnich latach dwie megagwiazdy - Luisa Figo i Zinedine'a Zidane'a, a na Santiago Bernabeu grają jeszcze przecież Raul i Roberto Carlos. Nieoficjalnie mówi się, że to Zidane namówił Ronaldo do transferu. Francuz odwiedzał Ronaldo w paryskim szpitalu, gdy ten leżał po kolejnej operacji kontuzjowanego kolana.

Powodem odejścia Brazylijczyka z Interu jest także konflikt z argentyńskim trenerem Hectorem Cuperem. Włoska prasa brukowa pisała także o kryzysie małżeństwa Ronaldo z brazylijską modelką Milene, którą piłkarz podejrzewał o zdradę z kolegą z boiska Clarence Seedorfem.

Valdano ujawnił, że Ronaldo zgodził się zarabiać dużo mniej niż w Interze. - Gdyby tego nie zrobił, nie moglibyśmy go zatrudnić, bo struktura finansowa naszego klubu rozpadłaby się zupełnie - przyznał Valdano. Dużym wyrzeczeniem dla Ronaldo była także rezygnacja z jego ukochanego numeru 9 na koszulce, z jakim występuje w reprezentacji "canarinhos" (firma Nike stworzyła nawet specjalny numer buta o nazwie R9). W Realu z tym numerem gra jednak Fernando Morientes, a Brazylijczyk dostał koszulkę z nr. 11.

Jako pierwszy o możliwości transferu króla strzelców azjatyckich mistrzostw świata wspomniał agent piłkarza Alexandre Martins. Tuż po mundialu stwierdził on, że wybierany dwukrotnie na najlepszego piłkarza świata Brazylijczyk nie najlepiej czuje się w stolicy Lombardii. Prezes Interu uparcie powtarzał, że nie sprzeda Ronaldo za żadną cenę i zostanie on na San Siro co najmniej do 2006 roku, kiedy wygasa kontrakt. Wtórował mu trener Cuper, przysięgając, że między nim a zawodnikiem nie ma żadnego konfliktu i nie wyobraża sobie okoliczności, w jakich zgodziłby się na odejście Ronaldo.

Gdy jednak piłkarz na własnej stronie internetowej oświadczył, że to nie pieniądze odegrały decydującą rolę, ale złe traktowanie w klubie, Moratti zgodził się na transfer. Postawił wprawdzie zaporową cenę 100 mln dolarów, ale negocjacje z Realem się rozpoczęły.

W tym czasie trenujący z Interem Brazylijczyk był wygwizdywany przez kibiców, którzy wołali do niego: "Wstydź się!". Na wieść o dokonanym transferze ich agresja wzrosła. W niedzielę około 200 kibiców przed siedzibą Interu skandowało: "Wynoś się, ty kawałku g...". Prawie tysiąc osób szturmował leżące w centrum biura Interu przy Piazza Duomo. Dwóch z 60 policjantów, którzy rozpędzali tłum, zostało rannych.

Identyczne zamieszanie towarzyszyło poprzedniej zmianie klubu przez Ronaldo, gdy z Barcelony przenosił się do Interu. Władze katalońskiego klubu zapewniały wówczas, że piłkarz zostanie na Camp Nou do 2006 roku, a zawodnik utrzymywał, że nigdzie się nie wybiera. Potem 20-letni Ronaldo zmienił zdanie, mówiąc, że rozczarowuje go zły charakter i sknerstwo prezydenta Barcy, a już dwa lata wcześniej obiecał prezesowi Interu, że będzie grał w jego klubie. W końcu w sprawę transferu musiała wkroczyć FIFA. W wyniku jej arbitrażu Inter musiał dopłacić Barcelonie 1,8 mln dol (do 26,1 mln), a Katalończycy pogodzić się z odejściem gwiazdora. Na wiadomość, że Ronaldo będzie występował w ich klubie, kibice Interu ruszyli do kas. Masowo wykupili karnety na przyszły sezon. Padł rekord - w ciągu 48 godzin sprzedano 20 tys. karnetów. W ciągu jednego dnia w Mediolanie zabrakło koszulek reprezentacji Brazylii z numerem 9 i napisem Ronaldo. Czarno-niebieskich Interu jeszcze nie zdążono wyprodukować.

- Przybywał do nas jak król, odchodzi jak złodziej - napisała na pierwszej stronie "Corriere dello Sport". W drodze na podmediolańskie lotnisko Linate eskortowały piłkarza dwa policyjne radiowozy. Za samochodem rozgniewani fani ciskali monety, jajka i butelki. - Jest mi przykro, że wyjeżdżam w takich okolicznościach. Żal mi i kibiców, i prezesa Interu - powiedział Ronaldo w rozmowie z włoską agencją prasową ANSA. Teraz ręce zacierają sprzedawcy klubowych pamiątek w Madrycie.