Polonia-Warbud Warszawa - Prokom-Trefl Sopot 84:87

W sobotę skończyła się zwycięska passa sześciu zwycięstw Polonii-Warbud. Ale nie musiała się skończyć. Byliśmy tak blisko wygranej - mówili po porażce z Prokomem-Trefl 87:84 zawodnicy i trenerzy pokonanej drużyny

Stołeczny beniaminek, od kiedy wygrał w Tarnowie 10 grudnia ub. roku, spisywał się rewelacyjnie. W meczu ze zdobywcami Pucharu Polski i zespołem, który dotychczas wygrał aż o siedem spotkań więcej, nie był jednak faworytem. Szansą Polonii była ryzykowna decyzja trenera Eugeniusza Kijewskiego, który postanowił oszczędzić na ważny mecz w Pucharze Koracza Rafała Bigusa. - We wtorek gramy w Amsterdamie z Ricoh-Astronauts i tam Rafał będzie mi bardzo potrzebny. Nie chciałem narażać go na poważniejszy uraz - tłumaczył szkoleniowiec Prokomu. Jego zespół choć prowadzi w grupowej tabeli europejskich rozgrywek, wciąż nie jest jeszcze pewien awansu do play off.

Sobotni mecz miał dramatyczny przebieg. Zespół z Sopotu od początku znakomicie bronił, a warszawscy zawodnicy mieli kłopoty z wejściem pod kosz i trafianiem z półdystansu. Świetnie grał Piotr Szybilski, który w całym meczu miał dziesięć zbiórek i niezłą skuteczność z gry. Dobrze asystował mu także Venson Hamilton, który nie był wprawdzie tak skuteczny, ale dobrze spisywał się w walce pod koszami. Tym razem nie mógł przeszkodzić im świetny w poprzednich meczach Leszek Karwowski. Dobrze grający skrzydłowy Polonii już w 23. minucie miał cztery faule i musiał grać bardzo ostrożnie.

Problemu z faulami nie miał inny niedawno pozyskany przez Polonię zawodnik. Walter Jeklin rozegrał najlepszy mecz w Warszawie. Jak na zawołanie trafiał za trzy punkty, nie pomylił się w rzutach wolnych. Dzięki rzutom jego i Karwowskiego w bardzo ważnych momentach meczu warszawski zespół do końca miał szansę na pokonanie Prokomu, choć jeszcze w 15. minucie przegrywał 24:37. Pierwszą połowę warszawski zespół przegrał w zbiórkach 10 do 20. - O naszym zwycięstwie zadecydowała wygrana walka na tablicach. Jeklin rozegrał jeden z najlepszych meczów, w jakich go widziałem - mówił po meczu Kijewski.

Decydującą o wyniku akcję zmarnował jednak właśnie Jeklin. Przy stanie 78:81, na niecałe dwie minuty przed końcem, Słoweniec pod własnym koszem podał piłkę w ręce Hamiltona, który dodatkowo faulowany zdobył w tej akcji trzy punkty. Jeklin starał się jeszcze naprawić swój błąd i po raz piąty w meczu trafił za trzy. Taki sam rzut wykonał także Jarrod Gee, ale Prokom z rządzącym pod koszami Szybilskim i skutecznym Dariusem Maskoliunasem nie dał sobie już wydrzeć zwycięstwa.

- Próbowaliśmy zrobić co w naszej mocy i byliśmy blisko wygranej. Bardzo dziękuję moim koszykarzom za włożone w mecz serce - mówił Zyskowski, dla którego była to pierwsza porażka w roli trenera. Podobnie zresztą jak pierwsze przewinienie techniczne, które otrzymał w trzeciej kwarcie. - Nie wiem za co. Dostałem je chyba za to, że złapałem się za głowę - zastanawiał się później i pewnie miał rację, bo za takie gesty sędzia ma prawo ukarać.

- Spodziewałem się trudnego meczu, ale z pewnością nie aż tak - dodał trener zwycięzców, który kilka minut po Zyskowskim także dostał przewinienie techniczne, ale tym razem za nieodpowiednie zachowanie drugiego trenera.

Polonia-Warbud Warszawa - Prokom-Trefl Sopot 84:87. Kwarty: 18:18, 21:27, 22:17, 23:25. Polonia: Jeklin 24 (5), Gee 24 (1), Trojanowski 15, Karwowski 13 (1), Kalamiza 3 (1) oraz Olejniczak 5, Pacocha 0, Czosnowski 0. Prokom: Szybilski 26, Maskoliunas 15 (4), Vranković 14 (2), Milicić 11 (1), Hamilton 9 oraz Dylewicz 7, Blumczyński 4, Adamek 1, Darnikowski 0, Wilczek 0. Koszykarz meczu: Szybilski.