Maraton w Utrechcie. Kenijczyk za stówę

W wielkanocnym maratonie w Utrechcie zwycięzca urodzony w Holandii otrzyma 10 tys euro. Jeśli wygra Kenijczyk, zarobi 100 razy mniej - to pomysł organizatorów, aby odstraszyć najlepszych biegaczy świata
- Zapłacić lepszemu 100 razy mniej? Głupota - denerwuje się dyrektor półmaratonu w Pile Henryk Paskal, choć Piłę od Utrechtu dzieli tysiąc kilometrów. - Na kilometry śmierdzi dyskryminacją - uważa szef maratonu Warszawskiego Marek Tronina.

Pomysł został nazwany "Bitwą o Holandię" i oficjalnie ma promować rodzimych biegaczy, którzy nie mają szans w walce z Kenijczykami.

Dyrektor maratonu Louran van Keulen tłumaczy, że dysponuje mniejszym budżetem na zorganizowanie całego biegu niż inne, wielkie maratony przeznaczają pieniędzy na same nagrody. Utrecht może wydać na imprezę 50 tys euro, w ostatnią niedzielę Kenijczyk Emmanuel Mutai otrzymał 55 tys. euro za zwycięstwo w Londynie. Jego rodak, który wygrał w poniedziałek najstarszy coroczny maraton - w Bostonie - otrzymał w sumie 225 tys dol.

- Mamy kupować najlepsze wyniki i sponsorować zagranicę? - pyta van Keulen. I odpowiada: - Nie stać nas.

Dlatego do biegu zaprosił imiennie 23 Holendrów "aby zachęcić ich do wysiłku i wspomóc lokalny sport". Oni właśnie walczą o główną nagrodę. Pozostali o 100 euro.

Kenijczyk Sammy Chumba Kipkosgei, który trzy lata temu wygrał w Utrechcie, dowiedział się od dziennikarki Radio Netherlands, dlaczego w tym roku - inaczej niż w latach poprzednich - zaproszenia nie otrzymał. - O, naprawdę? Ale ja przygotowywałem się trzy miesiące! Co roku tam biegałem... Jestem zaskoczony - mówił Chumba.

Są biegacze, którzy się wycofali ze startu, bo uważają, że okoliczności im uwłaczają.

Części zawodnikom pomysł się podoba. Jeden z nich pytany w radiowej sondzie stwierdził: - Nikt obcokrajowcom nie zabrania startować. Nie muszą robić tego dla pieniędzy.

- Rozumiałbym organizatorów, na przykład w Polsce, którzy płacą 10 tys. zł najlepszemu maratończykowi i tyle samo najlepszemu Polakowi. Ale sam nawet tak bym nie zrobił - mówi Marek Tronina, szef wrześniowego Maratonu Warszawskiego, w którym przez ostatnie trzy lata zwyciężali Etiopczycy.

W półmaratonie w Pile - Kenijczycy wygrali tam w ostatnich pięciu edycjach - nagrody za bieg otwarty są te same dla wszystkich. Prowadzona jest jednak oddzielna klasyfikacja mistrzostw Polski. W zeszłym roku Cosmas Kyeva z Kenii otrzymał 2,5 tys, a mistrz Polski Michał Kaczmarek 1,5 tys. - Polacy nie są w stanie wygrać z Kenijczykami, jakoś trzeba im pomóc - mówi dyrektor Paskal. W czerwcowym Biegu Jurajskim najlepszy zawodnik Unii Europejskiej zdobędzie niemal dwa razy wyższą nagrodę niż biegacz spoza Unii, nawet jeśli z nim przegra. Główną atrakcję, Chevroleta Aveo, może wylosować każdy uczestnik biegu.

- Holenderski pomysł jest zły. Co nie znaczy, że nie zdarzały mi się podobne myśli. Przestajesz myśleć normalnie, gdy na imprezę przyjeżdża 10 Kenijczyków, wcale nie ze światowej czołówki, i wygrywają jak chcą - mówi Tronina.

Tam biegi długodystansowe stały się gałęzią gospodarki. W wysokogórskich warunkach okolic Iten, Eldoret i Nandi Hills powstają setki kilku-kilkunastoosobowych obozów dla biegaczy. Dziennie pokonują oni nawet 45 km w treningach, które dla Europejczyków byłyby zabójcze. Obozy często nie mają prądu, wody bieżącej, a zawodnicy śpią na zbitych z desek pryczach, oblezionych przez robactwo, zdarza się, że jedzą raz dziennie. A w sezonie rozjeżdżają się po świecie na biegi uliczne, których najwięcej jest w Europie. I wygrywają.

Van Keulen dowodzi, że w sześciu największych holenderskich maratonach w ostatnich pięciu latach wygrało 28 Kenijczyków, w tym czterech w Utrechcie. Tendencja jest ogólnoświatowa - w tym roku wśród najlepszych 30 maratończyków jest 20 biegaczy z Kenii, na liście najszybszych w historii wśród czołowej 15 jest ich 12. Wygrali cztery z ostatnich maratonów Wielkiej Piątki w Londynie, Bostonie, Nowym Jorku, Chicago i Berlinie. W Londynie zajęli wszystkie miejsca na podium.

Do wczoraj żaden Kenijczyk nie zapisał się do maratonu van Keulena.

PS

W golfowym turnieju Kenyan Open od ogłoszenia niepodległości ani razu nie wygrał Kenijczyk, Holendrzy dwukrotnie. W tym roku zwycięzca otrzyma 30 tys euro.