Cezary Trybański w Memphis Grizzlies

Był rezerwowym w przeciętnym zespole polskiej ligi. Zarabiał tysiąc dolarów miesięcznie, których na dodatek nie dostawał w terminie. Od poniedziałku 23-letni warszawiak Cezary Trybański jest oficjalnie pierwszym polskim koszykarzem w NBA i jednym z najbogatszych polskich sportowców. Podpisał trzyletni kontrakt z zespołem Memphis Grizzlies, dzięki któremu zarobi 4,8 mln dolarów.
NBA przeżywała w Polsce szczyty popularności na początku lat 90. Dzięki transmisjom w TVP wszyscy wiedzieli, kim są Jordan, Pippen, Barkley czy Olajuwon, nocne relacje z finałów były jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń sportowych, a w kioskach można było kupić nawet pięć magazynów o koszykówce. Potem NBA wylądowała w kodowanej Wizji Sport, a w ostatnim sezonie w ogóle nie można było w Polsce oglądać meczów tej ligi. Gazety o NBA dawno upadły, a nazwiska młodych gwiazd tej ligi przeciętnym miłośnikom Małysza i Olisadebe niewiele mówią.

Teraz to wszystko może zmienić chudy jak szczapa, skromny gigant z Warszawy (217 cm wzrostu). Trybański przez wiele lat zmagał się z niewiarą. Do koszykówki trafił dopiero w wieku 16 lat. Potem w Legii Warszawa i pruszkowskim MKS wszyscy podkreślali jego talent, ale nie kwapili się z wypuszczaniem go na boisko. Kiedy wyjechał rok temu latem do USA, słyszał drwiny, że kluby NBA na pewno ustawią się po niego w kolejce. Przez rok w Pruszkowie niemal nikomu nie opowiadał, że ma już podpisany kontrakt z agentem, że już był obserwowany przez wysłanników najlepszych klubów świata.

Kiedy wypełnił kontrakt z pruszkowskim klubem, wyjechał znów do USA i zatarł niemal wszystkie ślady. To co zdarzyło się później, zaskoczyło chyba nawet jego samego. Najpierw testy w obecności przedstawicieli 10 klubów NBA, potem dodatkowe badania już w siedzibach zainteresowanych klubów. Agent koszykarza Mark Termini widząc wielkie zainteresowanie jego osobą, celowo nie godził się na sprawdziany z udziałem innych graczy czy jakieś sparingi. - Dopiero po podpisaniu kontraktu - mówił wszystkim i ta taktyka przyniosła skutek.

Zgodnie z przepisami NBA kluby mogły podpisywać kontrakty dopiero od 16 lipca. Zupełnie nieznany Trybański czekał tylko tydzień i stał się jednym z pierwszych zawodników z nową umową. Oferta Memphis Grizzlies - 4,8 mln dolarów za trzy lata gry - musiała być więc absolutnie zadowalająca dla zawodnika i jego agenta. Jak poinformował "Gazetę" Termini umowa z Grizzlies jest w pełni gwarantowana, a to oznacza, że przez najbliższe trzy lata Polak na pewno będzie występował w NBA. A jeśli nawet zostanie zwolniony lub odniesie ciężką kontuzję, to pieniądze i tak zostaną wypłacone.

Trybański przebywa teraz w Salt Lake City, gdzie odbywają się rozgrywki letniej ligi tzw. Rocky Mountain Revue. W poniedziałek późnym wieczorem podpisał kontrakt z szefem Grizzlies, legendarnym zawodnikiem i menedżerem Jerrym Westem. We wtorek odbędzie pierwszy trening z drużyną Grizzlies, która w letniej lidze gra w rezerwowym składzie, testując kandydatów do zespołu. Pierwszy mecz Trybański ma rozegrać w środę przeciwko Utah Jazz. Czwartkowy mecz z Chicago Bulls będzie transmitowany w USA przez największą sportową stację kablową ESPN. W "letniej" ekipie Grizzlies gra m.in. rozgrywający mistrzów Polski Idei-Śląsk Wrocław Michael Hawkins.

- Teraz już mogę ujawnić, że Czarkiem bardzo poważnie zainteresowani byli działacze New York Knicks, Minnesota Timberwolves, Sacramento Kings i Indiana Pacers - mówi "Gazecie" agent Trybańskiego. - Wybraliśmy Grizzlies, bo to młody zespół bez dobrych, doświadczonych graczy podkoszowych. Przed Czarkiem jest więc szansa na częste przebywanie na boisku. Poza tym Jerry West gwarantuje, że wydobędzie maksimum talentu z każdego młodego zawodnika.

Termini nie chciał zdradzić szczegółów finansowych umowy, nie ukrywał jednak, że kwota jest bardzo wysoka. - To pieniądze takie, jakie ma gwarantowane zawodnik wybrany mniej więcej z numerem 11 w drafcie do NBA - powiedział "Gazecie" Termini. Sumę 4,8 mln dol. podał największy lokalny dziennik "Commercial Appeal".

Klub z Memphis w środę wydał oficjalne oświadczenie, w którym między innymi podaje prawidłową wymowę jego nazwiska w transkrypcji amerykańskiej (Si-za-ree Tra-ban-skee). - Mamy szczęście, że Cezary dołączy do naszego zespołu, ponieważ ma on wielką dozę naturalnego talentu i możliwości, żeby stać się bardzo dobrym graczem w NBA. Jest sprawny, wyszkolony i skoczny jak na swój wzrost. Spodziewamy się, że stanie się znakomitym uzupełnieniem naszej siły pod koszem - takie słowa legendy NBA Jerry'ego Westa, dziś prezesa klubu z Memphis, cytuje klub w oświadczeniu.

Wypowiada się w nim także sam Trybański. - Jestem bardzo szczęśliwy i podekscytowany. Grizzlies to młody i rozwijający się zespół z wieloma zawodnikami w moim wieku, co stwarza dla mnie znakomitą sytuację. Wyrastałem podziwiając Vlade Divaca, który zawsze grał mądrze pod koszem. Mam nadzieję, że zainspiruję innych Polaków i pomogę we wzroście popularności koszykówki w Polsce.

- Bardzo się cieszę, że Czarkowi się udało. To wspaniale dla niego i dla jego rodziny. ale także dla całej polskiej koszykówki - mówi Termini. - Uważam, że polski basket jest niedoceniany, że teraz, gdy Trybański stał się pierwszym Polakiem w NBA, działacze i trenerzy z tej ligi baczniej przypatrzą się Waszemu krajowi.

Już teraz tak się dzieje. - Kiedy zaczyna się u was sezon? Muszę przyjechać, bo nie można pozwolić, żeby kolejny Trybański przeszedł nam koło nosa - mówi "Gazecie" jeden z europejskich łowców talentów dla klubów NBA, którzy dotąd zapuszczali się do Polski raz na kilka lat lub wcale...