Rozmowa z Cezarym Trybańskim po jego najlepszym meczu z ekstraklasie

Cezary Trybański w trzecim meczu ćwierćfinałowym z Anwilem debiutował w pierwszej piątce Hoopu. 22-letni środkowy, który przez cały sezon siedział na ławce albo był rezerwowym, okazał się rewelacją spotkania. Grał 25 minut, zdobył osiem punktów, miał sześć zbiórek i trzy bloki. Hoop wygrał z Anwilem 84:77.
Rafał Kazimierczak: Kiedy dowiedział się Pan, że zagra w pierwszej piątce?

Cezary Trybański: Trener poinformował mnie o tym tuż przed rozgrzewką.

Jak Pan zareagował?

- Najpierw nie chciałem w to wierzyć. Ale potem trener podszedł i powiedział, że muszę się skoncentrować. Przekonywał, że nie punkty są ważne, tylko moja walka pod tablicami. Miałem bronić, zbierać i blokować. Punkty miały przyjść same. No i wszystko okazało się prawdą.

To Pana najlepszy mecz w ekstraklasie?

- Podobno, bo wszyscy tak mówią. Ale ja mam nadzieję, że czwarty mecz z Anwilem będzie jeszcze lepszy. 25 minut w bardzo ważnym meczu, który Hoop musiał wygrać.

Wcześniej cały sezon spędzał Pan w drugim zespole albo na ławce rezerwowych.

- Od początku sezonu miałem małe szanse na to, by w ogóle wyjść na boisko. Dzisiaj, w tak ważnym meczu, dostałem

szansę, a na dodatek grałem całkiem długo. To jest dla mnie zaskoczeniem, ale nie mam nic przeciwko, by spotykało mnie więcej takich niespodzianek.

Wcześniej w zespole byli Jeff Stern i Oliver Miller. Gdyby ich nie usunięto, pewnie nadal byłby Pan rezerwowym.

- Pewnie tak, chociaż nie wiadomo, jakie decyzje trener podjąłby w play-offach. Ja nauczyłem się od Sterna i Millera, i jeszcze od Krzyśka Dryi, bardzo dużo. Center Anwilu grał praktycznie tak samo, jak Stern, dlatego było mi troszeczkę łatwiej bronić. On jest bardzo silny, więc ta walka kosztowała mnie sporo sił. Ale generalnie chyba jakoś sobie radziłem.

W czym poprawiliście swoją grę w porównaniu z dwoma pierwszymi meczami z Anwilem?

- Na nasz sukces złożyły się dwie rzeczy. Po pierwsze bardzo pomogła nam publiczność. We Włocławku było odwrotnie - z czego wniosek, że własna hala może mieć decydujące znaczenie w tej rywalizacji. Oby nie, bo ewentualny piąty mecz gramy przecież na wyjeździe. Po drugie dzisiaj nikt nam nie przeszkadzał. W ostatnim meczu trochę przeszkadzali nam sędziowie. Ale dzisiaj sędziowanie było wspaniałe.

Dogrywkę spędził Pan na ławce rezerwowych.

- Cały czas byłem skoncentrowany i gotowy do walki. Ale w dogrywce grał Krzysiu Dryja, bardziej ode mnie doświadczony. I po raz kolejny okazało się, że była to słuszna decyzja trenera.

Czeka Was kolejny mecz z Anwilem, który znowu musicie wygrać.

- Wygramy. Będziemy walczyć, bo chcemy jeszcze pojechać do Włocławka i pokazać, że można tam wygrać. Nie wiem, czy znowu wyjdę w pierwszej piątce. Ale jeżeli tak, to zrobię wszystko, by nie zawieść trenera i kibiców.