Tour de France: Armstrong na czele!

Pierwszy górski etap Tour de France zmienił wszystkie klasyfikacje wyścigu łącznie z tą najważniejszą - generalną. Wygrał go Lance Armstrong i został liderem Wielkiej Pętli.


Gdy w poniedziałek Amerykanin przegrał czasówkę z Kolumbijczykiem Santiago Botero i odrobił ledwie kilka sekund do lidera wyścigu Igora Gonzaleza de Galdeano, wszyscy zadawali sobie pytania: Czy naprawdę jest taki silny? Czy wygra Tour de France po raz czwarty? W Hiszpanii niektóre gazety miały tylko jedną wątpliwość - czy Armstronga zdetronizuje Igor Gonzalez de Galdeano (do wczoraj lider) czy Joseba Beloki (do wczoraj trzeci w klasyfikacji generalnej).

Sam Armstrong w wypowiedziach była bardzo rozważny. - Czasówka? Nigdy nie wygrałem Tour de France dzięki czasówce. Nigdy. Wszystkie rozstrzygnąłem w górach.... - powiedział. - Przecież wszyscy najlepsi górale są za mną w klasyfikacji generalnej - dodawał.

Armstrong nie odsłonił nic ze swojego planu taktycznego. Co zamierza robić w następnych dniach? - Pytacie mnie o atak na pozycję lidera? Kiedyś to zrobię. Tego się nie planuje, o tym decyduje instynkt - podkreślał. Dlatego wczorajszy "L'Equipe", zapowiadając kolejny etap, zatytułował artykuł "Tajemnica Armstronga", zastanawiając się, czy te wszystkie wypowiedzi Amerykanina i jego postawa nie są tylko blefem.

I jak się okazało, był to blef. Doskonały. W najwyższym stylu. Godzien trzykrotnego zwycięzcy Tour de France. Przez ponad 150 kilometrów - ba! praktycznie do przedostatniego kilometra trasy 11. etapu - Armstrong był niezauważalny. Całą pracę wykonywali za niego inni. Na jego sukces tym razem bardziej niż w poprzednich latach zapracowała drużyna.

Jeszcze przed pierwszym wielkim wzniesieniem tegorocznego Tour de France col d'Aubisque (1709 m n.p.m.) od peletonu oderwała się dziewiątka kolarzy. Na col d'Aubisque z tej ucieczki dojechał samotnie Francuz Laurent Jalabert, w pewnej odległości za nim Hiszpan David Extebaria, a dalej Francuz Patrice Halgaand. Przez cały czas na czele goniącego czołówkę peletonu znajdowali się kolarze grupy Armstronga US Postal. Tuż za nim lider Gonzalez de Galdeano w otoczeniu swojej drużyny.

Przez następne kilometry na trasie niewiele się zmieniało. Z przodu jechał samotnie Jalabert. Trzy minuty za nim peleton prowadzony przez amerykański zespół. Jalabert we wtorek zaprosił dziennikarzy na welodrom w Bordeaux. Powiedział im, że po mistrzostwach świata w Zolder kończy karierę. Ma czwórkę dzieci, zamierza więc poświęcić się rodzinie. - Wielcy sportowcy potrzebują równowagi między karierą sportową i życiem rodzinnym. Nie mogę znieść, że moje dzieci dorastały beze mnie - powiedział. W ostatnim Tour de France w karierze wyznaczył sobie cel: wygrać etap, zdobyć koszulkę w białe kropki dla najlepszego górala i stanąć na podium w Paryżu.

Była okazja, by dwa z pierwszych zamierzeń Francuz zrealizował już wczoraj. Uciekał sam w potwornym upale ponad sto kilometrów. Trzymał się dzielnie. Przed końcowym podjazdem w La Mongie miał nadal ponad trzy minuty przewagi. Ale maszyna US Postal nie słabła, choć odpadały z niej kolejne trybiki.

W końcu Jalabert zaczął słabnąć. - Pięć kilometrów przed metą wiedziałem, że to już koniec - mówił Francuz. Trójka zawodników - Armstrong, jego kolega z US Postal Robert Heras i Beloki - wyprzedziła go 4 kilometry przed finiszem. Amerykanin mocniej nacisnął na pedały dopiero na ostatnich metrach. Wyprzedził wtedy Belokiego. Wygrał 13. etap w historii TdF. Ma ich już więcej niż Miguel Indurain. Kilka minut później założył żółtą koszulkę lidera. Jeśli dowiezie ją do Paryża, wygra swój czwarty Tour, o jeden mniej niż słynny Hiszpan.

Polacy niczym się nie wykazali. Piotr Wadecki dojechał na 38. miejscu, a Dariusz Baranowski na 49. pozycji. Dziś kolejny etap górski, ale znacznie dłuższy, bo liczący blisko 200 km.



Armstrong po etapie: Moje nogi nie były tak silne, aby zaatakować. Roberto Heras wykonał całą pracę. Nadawał tempo, a ja za nim jechałem. Najważniejsza była praca całej ekipy. To funkcjonowało doskonale. Nigdy nie miałem silniejszej drużyny. Dużo lepiej jechało mi się na końcu etapu niż na początku wjazdu do La Mongie. Upał był nie do wytrzymania. Zapowiadali 16 stopni ciepła, ale było na pewno dużo więcej. Moja forma jest prawie taka sama jak w zeszłym roku. Ale przeciwnicy są silniejsi. Beloki ładnie pojechał w czasówce, a dziś trzymał kontakt ze mną. Inni też są silni.



Wyniki 11. etapu, Pau - La Mongie (157 km):

1. L. Armstrong (USA/US Postal) - przeciętna 36,190 km/godz. 4:21.57; 2. J. Beloki (Hiszpania/ONCE) 7 s straty; 3. R. Heras (Hiszpania/US Postal) 13 s straty; 4. F. Mancebo (Hiszpania/iBanesto.com) 1.16 min straty; 5. R. Rumsas (Litwa/Lampre) ten sam czas... 11. I. Gonzalez de Galdeano (Hiszpania/ONCE) 1.54 min straty... 38. P. Wadecki (Domo Farm-Frites) 4.36 min straty... 49. D. Baranowski (iBanesto.com) 6.36 min straty.

Klasyfikacja generalna:

1. Armstrong 40:47.38; 2. Beloki 1.12 min straty; 3. Gonzalez de Galdeano 1.48 min straty; 4. Rumsas 3.32 min straty; 5. S. Botero (Kolumbia/Kelme) 4.13 min straty... 35. Wadecki 11.23 min straty... 38. Baranowski 11.29 min straty.