Jacek Zieliński chce nadal grać w Legii

Grałem w Legii przez dziesięć lat i teraz nie chce mi się wierzyć, że jestem poza zespołem. Czuję się strasznie dziwnie. Na razie leczę kontuzję i czekam na rozwój wypadków. Mój menedżer ma dla mnie ofertę z AEK Ateny - mówi Jacek Zieliński, któremu 30 czerwca skończył się kontrakt z Legią i który nie przedłużył umowy.
Reprezentacyjnemu obrońcy 30 czerwca skończył się z Legią kontrakt. Piłkarz jak dotąd nie podpisał nowej umowy z warszawskim klubem. Powodem są rozbieżności finansowe między zawodnikiem i Legią.

Rzeczywiście, tak jak napisała "Gazeta", chciałem mieć roczny kontrakt w wysokości 600 tys. zł [piłkarz dostałby jednak takie pieniądze tylko w przypadku, gdyby wystąpił we wszystkich spotkaniach - przyp. red.], ale to miała być kwota wyjściowa. Mogłem od niej odstąpić. Teraz poważnie się zastanawiam, czy nie skontaktować się z Legią i nie przystać na jej warunki. Wiem, że klubu nie stać na więcej. Przedstawiłem twarde stanowisko, bo nie wierzyłem, że Legia nie pójdzie na kompromis. Teraz nawet tego żałuję. Oczywiście nie zginę. Z nikim nie rozmawiałem, ale wiem, że są oferty z innych miejsc pracy. Najbardziej ciekawa to ta z AEK, chociaż aż nie chce mi się wierzyć, że klub mający aspiracje na sukcesy w europejskich pucharach nie bałby się zatrudnić piłkarza w moim wieku - mówi 35-letni zawodnik.

Wczoraj jedna z łódzkich rozgłośni podała, że Zieliński rozpoczął negocjacje z Widzewem i jest bardzo prawdopodobne, że zawrze z nim dwuletnią umowę. - To nieprawda. Z nikim nie rozmawiałem. Na pewno z żadnym polskim zespołem - dementuje Zieliński.

Piłkarz na razie leczy uraz - naderwanie przyczepu mięśnia płaszczkowatego. - Nie, ścięgna Achillesa. Chciałbym to wyraźnie sprostować, bo jak ktoś to przeczyta, to uzna, że nie warto inwestować w wiekowego gracza, w dodatku mającego tak poważną kontuzję. A mój uraz nie jest poważny, potrzebuję tylko kilku dni na leczenie - zaznacza.

W środę Legia gra w Bielsku-Białej mecz z Ceramedem, w którym podobnie jak w niedzielnym ze Świtem (w Płońsku) Zieliński na pewno nie wystąpi. W barwach stołecznej drużyny nie wystąpi też (przynajmniej na razie) Paweł Sibik, którego pozyskaniem jest zainteresowana. - Chcę, aby wzmocnili nas prawy i defensywny pomocnik - mówi trener Dragomir Okuka.

Prawy Sibik i defensywny Szewczyk

Sibik miałby grać w Legii na prawej pomocy. Miałby, ale czy zagra? Przed mistrzostwami świata reprezentant Polski przedłużył na rok kontrakt z Odrą Wodzisław, otrzymawszy jednak obietnicę, że gdy dostanie korzystną ofertę, nie będzie przeszkód, by zmienił barwy. I przeszkód nie ma, tylko gdy zgłosiła się Legia, usłyszała, że musi zapłacić 2 mln zł. Warszawianie przedstawili kontrpropozycję i teraz piłka jest po stronie wodzisławian. - W Polsce jest niewiele transferów między klubami. Nasze kluby nie zdają sobie sprawy z tego, na jakim wózku jadą. Jedyną szansą na wprowadzenie do obiegu pieniędzy jest promowanie zawodników poprzez występy w najlepszych drużynach w europejskich pucharach. U nas tego się nie rozumie - mówi Jarosław Kołakowski, menedżer piłkarza.

Jeżeli chodzi o defensywnego pomocnika, to drugi trener warszawian Dariusz Kubicki zadzwonił do Wrocławia z propozycją dla Krzysztofa Szewczyka. W grę wchodziłoby wypożyczenie, z opcją późniejszego transferu definitywnego. Kłopot w tym, że na początku ubiegłego sezonu Szewczyk był bohaterem afery, gdy podczas meczu kapitan stołecznej drużyny Cezary Kucharski stanął mu na twarzy i omal nie został pozwany do sądu za próbę okaleczenia. Nie wiadomo, czy obaj piłkarze od tego czasu się pogodzili.

Legii nie stać w tej chwili na spektakularne transfery, bo w klubie nie ma pieniędzy. Jak po rozmowie z prezesem Pol-Motu Andrzejem Zarajczykiem napisał "Przegląd Sportowy", w środę miała jednak zostać podpisana umowa pomiędzy Legią a Kredyt Bankiem dotycząca reklamowania się firmy na piłkarskich koszulkach. - Na razie na ten temat nie udzielamy informacji - powiedział "Gazecie" jeden z pracowników Banku.

Umowy na pewno jeszcze nie podpisano. Zresztą, nie wiadomo, czy byłaby naprawdę dla Legii korzystna. Kredyt Bank czeka na zwrot długu z Daewoo (były sponsor Legii), któremu z kolei zalega Legia. Wychodzi więc na to, że nowy inwestor miałby reklamę właściwie za darmo.