Tomasz Sikora wie, czego mu trzeba

- O trenerze świadczą wyniki, a ja, odkąd trenuję się sam, znacznie się poprawiłem - mówi najlepszy polski biatlonista.
Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »

Jakub Ciastoń: W niedzielę był pan drugi w Pucharze Świata w amerykańskim Fort Kent. Na podium stanął pan po raz pierwszy w sezonie. Utrzyma pan formę do zaczynających się 3 marca mistrzostw świata w Rosji?

Tomasz Sikora: Początek był bardzo ciężki, cały czas chorowałem. Długo dochodziłem do siebie, aż uznałem, że odpuszczam PŚ, by skupić się na przygotowaniach do MŚ w Chanty-Mansyjsku. Podium w USA to już ich efekt. Jestem coraz szybszy, w grudniu w chorobie miałem wyniki biegu na poziomie 50. miejsca, w styczniu 30., a teraz mieszczę się już w dziesiątce.

Może być jeszcze lepiej? Bo strzelecko jest już chyba idealnie, ostatnio nie spudłował pan ani razu.

- Do 100-procentowej formy trochę brakuje. W Fort Kent nie pudłowałem, bo strzelałem spokojnie, wolno. Dlatego musiałem na początkowych pętlach strasznie gonić. To kosztowało dużo sił i nie dałem rady obronić się w końcówce przed atakiem Francuza Fourcade'a. Ale drugą lokatę przed Norwegiem Boe i Niemcem Birnbacherem już obroniłem. Mogę jednak biegać szybciej.

Jeszcze w listopadzie był pan zadowolony ze współpracy z norweskim trenerem Jonem Arne Enevoldsenem, ale szybko coś się popsuło, pan zaczął trenować indywidualnie, on zrezygnował z pracy. Co nie wyszło?

- Byłem zadowolony, bo podobały mi się nowe metody Norwega, ale kiedy zaczął się sezon, on nic nie zmienił, nie reagował, a tak być nie powinno. Zrobiłem własne analizy i umiałbym to szczegółowo wyjaśnić, ale nie chcę, bo formalnie jestem teraz tymczasowym trenerem męskiej kadry i nie wypada mi komentować pracy poprzednika. Powiem tylko, że trenera weryfikują wyniki. To mój komentarz.

Wyniki poprawiły się, odkąd sam pan za siebie odpowiada.

- Od początku stycznia trenuję indywidualnie, według własnego planu i już w styczniu w Anterselvie czułem, że jest poprawa, choć wyniki na to jeszcze nie wskazywały. Znam mój organizm, biegam w biatlonie od 20 lat. Już raz zresztą przygotowywałem się do sezonu samodzielnie i nie było źle [kiedy Sikora ostatnio trenował sam, zajął 2. miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ]. Czuję wewnętrzny spokój, jak wtedy. Zawsze najlepiej było mi "obok" trenerów, gdy byli moimi partnerami w rozmowie, a nie narzucali, co mam robić.

Plany przed MŚ?

- Jadę na dwa dni do domu, a 19 lutego do niemieckiego Langdorf na zgrupowanie. Tylko z asystentem Tomkiem Biernatem.

Trasy w Chanty-Mansyjsku będą panu pasować?

- Bardzo się cieszę, że MŚ będą tam. Lubię się ścigać w Rosji, mam dobre wspomnienia, kilka razy stawałem w Chanty-Mansyjsku na podium. Pasują mi nie tylko trasy, ale też i najczęściej pogoda. Im większy mróz, tym lepiej.

Na zgrupowanie jedzie pan sam, a co z resztą kadry? W końcu jest pan ich trenerem.

- Mają rozpisany plan, jesteśmy w kontakcie telefonicznym i mailowym. I tak nie mogliby ze mną jechać, bo za chwilę startują w wojskowych MŚ.

Po sezonie zapewne związek zatrudni nowego szkoleniowca, będzie pan miał jakieś wskazówki?

- Trzeba dokładniej i solidniej niż przed tym sezonem szukać, pytać o zdanie ludzi, z którymi dany trener pracował w przeszłości. Na razie jednak nie myślę o tym, koncentruję się na swoich startach.

Drugim miejscem rozbudził pan oczekiwania. Powalczy pan o medal MŚ?

- Forma rośnie, ale inni nie próżnują. Bjorndalen też odpuścił PŚ i intensywnie trenuje we Włoszech tylko z myślą o medalach. Groźni będą Rosjanie, inni - Norwegowie, Niemcy. Pokazało się wielu młodych. Nie nastawiam się na całe MŚ, będę chciał zaatakować w jednym, dwóch biegach. W nich spróbuję powalczyć o medal.

Norweg Svendsen chce tuż przed MŚ w biatlonie wystartować na MŚ w biegach. Co pan o tym sądzi?

- Może się udać, bo Norwegowie wszystko perfekcyjnie zorganizują. Będzie miał nawet prywatny odrzutowiec, którym natychmiast przerzucą go z Oslo do Rosji.

Agnieszka Cyl

najlepsza w kadrze kobiet, zajmuje miejsca w pierwszej dziesiątce PŚ

- Każdy zawodnik jest inny. Mnie metody Enevoldsena odpowiadały. Różnica polega na tym, że Tomek woli trenować mniej, ale intensywniej, a Norweg wprowadził szkołę skandynawską, czyli treningi dłuższe, ale spokojniejsze, z mniejszym obciążeniem. Zwracał uwagę, żeby się odpowiednio regenerować, nie robić np. szybkich biegów na zmęczeniu. Jestem młodsza, mniej doświadczona, być może dlatego bardziej mi to pasowało. Na obóz przed MŚ do Obertilliach jadę z nowym trenerem kadry kobiet Adamem Kołodziejczykiem, ale będę dalej przygotowywać się według planu Enevoldsena.

Tomasz Sikora: Chanty-Mansyjsk » to dla mnie szczęśliwe miejsce