Grajewski wyrzucony z Widzewa!

Andrzej Grajewski nie utrzymywał Widzewa, a jedynie pożyczał pieniądze, i na to lichwiarskich warunkach - ujawnili w piątek działacze łódzkiego pierwszoligowca.
Szefów Widzewa zdenerwował artykuł w piątkowym "Przeglądzie Sportowym", w którym Grajewski odgraża się, że "walnie pięścią w stół" oraz że "ma wystarczające możliwości, by opanować sytuację w Widzewie, a ta jest zła". Zarzucił też obecnym władzom i trenerowi, że dokonały w zespole czystki piłkarzy, których on sprowadził.

Przyczyną konfliktu w Widzewie jest m.in. niechęć Grajewskiego do trenera Dariusza Wdowczyka. Biznesmen z Hanoweru już pod koniec poprzedniego sezonu chciał zwolnić szkoleniowca, a na jego miejsce zatrudnić Franciszka Smudę.

- Niedawno zadeklarował nam pomoc, ale pod warunkiem, że Wdowczyk odejdzie - opowiadał Mirosław Czesny, prezes Widzewa.

Czesny stwierdził, że dotychczas nie reagował na próby zaczepek ze strony generalnego menedżera. - Przerywam milczenie, bo nie mogę pozwolić na szkalowanie dobrej opinii klubu - dodał.

W piątek zwołano Radę Nadzorczą widzewskiej spółki, która podjęła uchwałę o odwołaniu Grajewskiego z funkcji generalnego menedżera. Czesny: - Nie będzie już sterowania klubem z autostrady przez telefon.

Ujawniono też, że od lipca 2001 roku do stycznia 2002 roku, kiedy o wszystkim decydował w klubie Grajewski, długi wzrosły o ponad milion złotych - 450 tys. wobec Urzędu Skarbowego i po 300 tys. wobec ZUS i pracowników. Pawelec i Czesny stwierdzili, że Grajewski nie dał na Widzew nawet złotówki.

- On wszystkie pieniądze pożyczał na duży procent, a następnie sam je wydawał - mówili.

Widzew rozmawia z inwestorem, który chce przejąć klub. To Grupa ITI, właściciel m.in. telewizji TVN. Umowa ma zostać podpisana pod koniec roku, ale na razie przyszły sponsor pomaga wzmocnić drużynę. W Łodzi trenuje już dwóch Argentyńczyków i czterech Jugosłowian.