Sport.pl

Zmarł Marian Dziurowicz - ostatni Magnat RP

W wieku 66 lat zmarł Marian Dziurowicz. Żaden działacz piłkarski nie wzbudzał tylu emocji w historii polskiej piłki nożnej. Wrogowie twierdzili, że jest zarozumiałym arogantem. Zwolennicy, że nie ma drugiego tak skutecznego człowieka w naszym futbolu.
Kiedyś Franciszek Sput, były bramkarz GKS Katowice, opowiadał, że kiedy Dziurowicz przyjeżdżał na stadion, to nawet papier toaletowy prostował się ze strachu. - On był jak dobry, ale i surowy ojciec. W ręce trzymał cukierka, ale zza pleców wystawał mu bat. Jednak przynosiło to efekty. Za jego czasów w GKS wszystko było poukładane, stworzył wspaniały klub - wzdycha Sput. Katowiczanie za prezesury Dziurowicza byli czterokrotnymi wicemistrzami Polski, trzy razy zdobywali Puchar Polski, dziesięć lat z rzędu grali w europejskich pucharach. Teraz GKS przeżywa kryzys.

Dyktatorski styl

- Marian na pewno był znaczącą postacią w polskiej piłce nożnej i nie wolno pomijać go milczeniem - uważa Jan Tomaszewski, jeden z najbardziej zaciekłych antagonistów Dziurowicza. - Był zbyt przyzwyczajony do starych układów i działał w piłce niezbyt nowocześnie. W dodatku otaczał się ludźmi, którzy bali się mu przeciwstawić. Ale miał też i dobrą cechę - potrafił podejmować ryzyko. Przykra jest jego śmierć, ale, niestety, praca przy piłce nożnej do tego prowadzi - Marian był praktycznie bez serca, bo miał za sobą dwa zawały.

- Dziurowicz był nielubiany, bo stawiał współpracownikom duże wymagania. Był postacią kontrowersyjną, ale działacz piłkarski, jeśli chce odnosić sukcesy, musi taki być. To właśnie za czasów Dziurowicza PZPN zyskał organizacyjnie i finansowo jak nigdy wcześniej - uważa trener Antoni Piechniczek.

Jednym z przeciwników Dziurowicza był Józef Kubica, poseł Unii Pracy z Zabrza. W zeszłym roku przegrał z nim wybory na prezesa Śląskiego ZPN. Kubica uważa, że największą zaletą Dziurowicza była konsekwencja w działaniu, wadą - dyktatorski styl. - Marian potwornie angażował się w to, co robił, on tym po prostu żył. GKS zaistniał tylko dzięki niemu. Również Śląski Związek Piłki Nożnej stał się potęgą dopiero za jego czasów. Ale ten dyktatorski styl Dziurowicza sprawdzał się w starych czasach i przynosił naprawdę dobre efekty. Dziś to nie jest już właściwa droga. Każdy, kto konkurował do jego stanowiska, był dla niego wrogiem. Dziurowicz traktował przeciwnika tak, jakby ten chciał coś mu ukraść z domu. Z tego powodu nasze drogi się rozeszły i przestaliśmy współpracować. Mimo to wspominam go dobrze i czuję olbrzymi żal po jego śmierci - mówi Kubica.

Krystian Rogala, prezes Ruchu Chorzów: - Poza Śląskiem Mariana raczej źle oceniano, ale u nas zawsze był postacią wielkiego formatu. Wyrazisty w swoich poglądach, miał olbrzymią charyzmę. Był bardzo trudny w dyskusji. Często nie zgadzałem się z jego zdaniem, ale zawsze potrafiliśmy dojść do porozumienia.

Na początku lat 90. Maciej Biega, nieżyjący już znany dziennikarz sportowy, nadał mu pseudonim "Magnat". Biega uważał, że już wtedy, jako wiceprezes PZPN odpowiedzialny za sprawy finansowe, Dziurowicz rządził z Katowic polską piłką.

O jego wielkich możliwościach mówiono na każdym kroku. Kiedy podczas meczu walczącego o mistrzostwo Polski GKS z Górnikiem Zabrze zgasły światła na jednym z masztów i spotkanie - przy stanie1:0 dla zabrzan przerwano, rywale "Magnata" twierdzili, że specjalnie kazał je wyłączyć, by katowiczanie nie stracili szans na tytuł. Powtórzony mecz GKS zremisował, ale tytułu nie zdobył.

Dinozaur z orderem uśmiechu

W 1995 r. "Magnat" został prezesem PZPN. Działacze piłkarskiej centrali przeżyli szok. - Wybraliśmy go demokratycznie i w tym momencie demokracja w PZPN się skończyła - mówili. Rzeczywiście, Dziurowicz był wyniosły, oschły, nie pozwalał sobie przerywać, czasami podnosił głos. Nic dziwnego, że szybko dorobił się wrogów. Nie ukrywał, że należał do PZPR, więc oponenci zrobili z niego postkomunistycznego dinozaura działającego w nowej rzeczywistości. Dziurowicz nie robił nic, żeby ten wizerunek zmienić. Fatalny medialnie, beznadziejnie wypadał w telewizji. Trudno w to uwierzyć, ale w kwietniu 1999 roku dostał Order Uśmiechu - jedyne na świecie odznaczenie przyznawane dorosłym przez dzieci.

Cała Polska poznała Dziurowicza w 1998 r., kiedy futbolową wojnę wytoczył mu ówczesny prezes UKFiT Jacek Dębski. Minister sportu chciał wyjaśnić wątpliwości związane z przetargiem dotyczącym transmisji telewizyjnych i zerwanym kontraktem PZPN z Pumą. Jednak Dziurowicz nie chciał się zgodzić na kontrolę, więc Dębski go zawiesił. Minister uważał, że Dziurowiczem powinien zająć się prokurator. Wobec prezesa PZPN wytoczono tyle zarzutów, że - gdyby tylko niektóre z nich zostały jednoznacznie potwierdzone - starczyłyby nie tylko do dymisji prezesa, ale i na kryminał. Urząd Kontroli Skarbowej sprawdzał, czy związek prawidłowo płaci podatki. NIK kontrolował, czy związek działał zgodnie z prawem. Okazało się, że haka na Dziurowicza nie ma. Prezes PZPN wygrał z Dębskim kilka spraw w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Jednak związek popadł w kłopoty finansowe - za Dziurowicza nie płacił VAT, twierdząc, że jako stowarzyszenie nie musi tego robić. Ministerstwo Finansów zażądało jednak ponad 10 mln zł jego zwrotu, NSA przychylił się do tego stanowiska. Część długów związku umorzono, ale nowe władze PZPN musiały resztę spłacić.

We wrześniu 1999 roku Dziurowicz przegrał wybory na prezesa PZPN z Michałem Listkiewiczem. - Przeanalizuję błędy, które popełniłem, i wrócę do pracy w Katowickim Okręgowym Związku Piłki Nożnej - powiedział wtedy Dziurowicz. Jednak nadal miał kłopoty. W 2000 roku znany sędzia Andrzej Czyżniewski powiadomił PZPN, że działacze drugoligowego wtedy GKS Katowice próbowali przekupić go przed meczem z Hetmanem Zamość. Sprawą zajęła się prokuratura, ale umorzyła postępowanie z braku dowodów.

Bój o stadion

Ślązacy cenią Dziurowicza, bo uważają że uratował Stadion Śląski. - To on w 1991 roku podjął bój o rozpadający się stadion. Dzięki niemu rozpoczęła się modernizacja Śląskiego - podkreśla Rudolf Bugdoł, wiceprezes Śląskiego ZPN.

Od dłuższego czasu miał kłopoty ze zdrowiem. Cierpiał na nowotwór, dwa razy miał zawał. Powoli wycofywał się z działalności w sporcie, GKS oddał we władanie młodszemu synowi Piotrowi.

DLA GAZETY Zbigniew Boniek, wiceprezes PZPN:

- Kiedy ostatnio widziałem prezesa Dziurowicza zaniepokoiłem się. Wyglądał blado, miałem wrażenie, że jest bardzo zmęczony. Był bez wigoru, który kiedyś bardzo go cechował. Nie ukrywam, że mieliśmy innego spojrzenie na zarządzanie piłką nożną i często stawaliśmy po dwóch różnych stronach barykady. To jednak nie zmienia faktu, że informacja o jego śmierci bardzo mnie przygnębiła. Nie chcę jednak za wiele o tym mówić, ponieważ mogłoby to zostać źle odebrane. W najlepszym razie potraktowane jako kurtuazja. Odejście Dziurowicza może wiele zmienić w śląskiej piłce, ponieważ Dziurowicz przez długi czas pełnił rolę parasola dla tego okręgu. Teraz śląskiej piłce może być o wiele trudniej.

not.rg

Jan Furtok, były piłkarz GKS Katowice

- To był wspaniały człowiek. To panu Dziurowiczowi GKS zawdzięcza najlepsze chwile. To on stworzył katowicką potęgę, która przez wiele lat liczyła się w kraju. Wiem, że jako człowieka różnie go oceniano, ale ja złego słowa nie mogę na niego powiedzieć. W stosunku do mnie zawsze był bardzo w porządku. To jemu zawdzięczam fakt, iż stałem się ligowym zawodnikiem, to on wyraził zgodę na mój wyjazd i grę w Bundeslidze. Dla mnie był dobrym, honorowym człowiekiem. I najważniejsze: zawsze dotrzymywał danego słowa.

not. rg