Tomasz Gollob: Tata to przewidział

W tym sporcie nie można zahamować, przepuszczać rywali, poczekać. To jest jak pędząca karawana. Konie pędzą i jednego nie da się odczepić. Jak już złapałem rytm, to nie mogłem zamknąć gazu. Nie kalkulowałem, tylko zbierałem punkty - mówi po triumfie we Włoszech i zdobyciu tytułu mistrza świata Tomasz Gollob
Tomasz Welc: Nie wolałbyś świętować tytułu za dwa tygodnie w rodzinnej Bydgoszczy?

Tomasz Gollob: Przepraszam, ale ja nie wybieram, gdzie wygrać. W tym sporcie nie można zahamować, przepuszczać rywali, poczekać. To jest jak pędząca karawana. Konie pędzą i jednego nie da się odczepić. Jak już złapałem rytm, to nie mogłem zamknąć gazu. Nie kalkulowałem, tylko zbierałem punkty, bo chciałem utrzymać przewagę nad Jasonem i Jarkiem.

Twój ojciec przed rozpoczęciem zawodów przyznawał, że to najważniejszy turniej w twojej karierze.

- Gdy byłem małym chłopcem i chciałem zostać mistrzem świata, ojciec mówił, że jeśli będę ciężko pracował, za 15-20 lat to osiągnę. Należy mu się wielki szacunek za to, czego mnie nauczył. Podziękowania także dla rodziny i wszystkich, którzy mi pomagali. Przez 20 lat otrzymywałem też pomoc od sponsorów. Gdyby nie oni, mój wynik nie były tak znakomity.

Ostatnio podkreślałeś znakomitą współpracę ze swoim teamem.

- Mój team to wiele osób. Mechanik Janek Malak, menedżer Tomek Gaszyński, fizjoterapeuta Jurek Buczak. Dużo się zmieniło w moim teamie w ostatnich czterech latach. Każdy wie, co ma robić i za co odpowiada. Nie wiem, czy Tomek Gaszyński to moja prawa ręka, czy lewa. Na pewno ta najważniejsza. On wierzył i z uporem maniaka powtarzał, że zdobędę tytuł. Mieć taką osobę przy sobie to duże szczęście. On mieszkał w USA i gdy przyjechał do Polski 16 lat temu, zaczęliśmy współpracę. Powiedział, że będę mistrzem. Poświęcił się dla mnie, nigdy nie odszedł. Dziękuję też mojemu tunerowi, Szwedowi Janowi Anderssonowi. Robił z moimi silnikami wszystko, bym na torze maksymalnie mógł je wykorzystać. To duża klasa.

Czujesz się spełniony jako sportowiec?

- Chyba tak, chociaż teraz czekam, aż ktoś powie, że pewnie gdybym zdobył sześć mistrzowskich tytułów jak Szwed Tony Rickardsson, to wtedy byłbym spełniony w stu procentach. Tony'emy mogę teraz powiedzieć, że teraz też wiem, jak smakuje mistrzostwo. Ciężka praca i determinacja oraz wiara do końca, że można zostać najlepszym na świecie, przynosi skutek.

Nie kończę kariery - Tomasz Gollob


Tomasz Gollob został mistrzem świata »