KIA Soul Open 2010 w Katowicach

Melbourne jest za daleko, żeby jechać tam z kimś obcym. U boku żony albo męża, partnerki czy partnera nie tylko z kortu, mamy, taty, córki albo syna nawet długa podróż będzie mniej męcząca. Ale żeby pojechać na Australian Open 2011, trzeba wygrać KIA Soul Open 2010. A żeby wygrać, wypada najpierw awansować do turnieju finałowego.
Eliminacji rozegrane w Katowicach zdominowały pary rodzinne - wśród czternastu teamów mieliśmy trzy małżeństwa, dwa rodzeństwa, dwóch tatusiów z córkami oraz mamę z synem. Teoretycznie mogliby w komplecie awansować do ćwierćfinałów i ze swego grona wyłonić delegację na warszawski Masters.

Rozgrywki grupowe trochę się przeciągnęły, ale nikt nie narzekał, że "players' party" zacznie się później. Później się zacznie, to i później się skończy, chociaż nie dla ćwierćfinalistów. Ci nie mogli odespać sobotniej zabawy, bo Melbourne wzywało już od niedzielnego poranka.

Przy małym co nieco uczestnicy mogli powspominać np. ostatni mecz w grupie III. Grały, jak to w tenisie, dwie pary, ale trzecia była równie zainteresowana wydarzeniami na korcie i tylko czwarta patrzyła na to z boku bez żadnych emocji. Adam i Ewa Sakwerdowie mogli tylko czekać, bo swoje już zrobili - dwa mecze wygrali, jeden przegrali, zapewnili sobie awans do ćwierćfinału, ale nie wiedzieli jeszcze, czy z pierwszej, czy z drugiej pozycji.

To mieli ustalić Magdalena Florek i Grzegorz Kurek oraz Jadwiga Gołda I Michał Szołtys. Każde zwycięstwo zapewniało Florek i Kubkowi pierwszą lokatę, a Sakwerdom drugą. Więcej komplikacji wprowadzała natomiast wygrana Gołdy i Szołtysa. Pierwsze miejsce dawała ona bezwarunkowo państwu Ewie i Adamowi, lecz drugie zależało już od rozmiarów zwycięstwa. Jeśli w dwóch setach - Gołda i Szołtys grają dalej; jeśli w trzech, to odpadają. Wygrali, ale 2:6, 6:4, 10-6. Szans na wyjazd do Australii jednak nie stracili, ponieważ w kalendarzu zostały jeszcze dwa turnieje eliminacyjne - 4-5 września w Krakowie i 11-12 września w Lublinie.

Po pierwszym dniu z rywalizacji odpadło jedno małżeństwo oraz ojciec z córką. Pozostałe pary familijne liczyły się w walce o półfinał równoznaczny z miejscem w zawodach Masters, jednak z każdą rundą szybko ich ubywało. Przede wszystkim dlatego, że w dolnej połowie drabinki znalazły się wyłącznie rodziny. W finale Magdalena Szmyd i Paweł Caruk, czyli siostra z bratem, pokonali 6:4, 6:3 Aleksandrę Dziubę i Wojciecha Stuchlika, którzy rodziną wprawdzie nie są, ale być może będą.

Turniej Masters odbędzie się w Warszawie 18-19 września.

Wyniki i szczegóły - czytaj tutaj >