Kurnikowa na kortach Warszawianki

Rosjanka Anna Kurnikowa skreczowała w meczu I rundy turnieju J&S Cup ze swoją rodaczką Swietłaną Kuzniecową.
Tłoczno na trybunach zaczęło robić się po 15. Zwracał uwagę pochód fotoreporterów z obiektywami różnych kalibrów, które miały kadrować wybrany cel: Annę Kurnikową. Zapełniła się loża dla VIP-ów, wchodzący pozdrawiali już obecnych delikatnym skinięciem ręki: - Jesteśmy, jesteśmy. Stojący blisko wejścia na kort rolls-royce zapowiadał powiew luksusu i blichtr, jaki towarzyszy wielkiemu, zawodowemu tenisowi.

Wielkiego tenisa nie było, a napięcie pojawiło się dopiero w momencie, gdy Kurnikowa po którymś wypadzie zaczęła lekko kuleć, a po pierwszym secie skorzystała z przerwy na pomoc medyczną.

Tylko chwilami grała jak zawodniczka, która była w ekstraklasie. Charakterystyczny bekhend i forhend z przeskokiem, bity na wysokości barków, który zbyt często jednak uciekał na aut. Naprzeciw siebie miała 16-letnią Swietłanę Kuzniecową, reprezentantkę generacji tenisistek ze Wschodu, które tropem Kurnikowej pomyślnie przebijają się w zawodowym tenisie.

W drugim secie Kurnikowa, chyba po dwóch wzorowo skończonych smeczach, złapała się za ramię. Kolejna pomoc fizjoterapeutki i powrót po długich minutach na kort, skwitowany brawami. Powodów do nich było potem już coraz mniej, tradycyjnie tylko dzwoniły telefony komórkowe, prezentując całą gamę możliwości muzycznych.

Anna Kurnikowa skreczowała ostatecznie przy stanie 2-5 w trzecim secie. Ktoś krzyknął: teatr. Rozległy się przytłumione gwizdy, tenisistka siedziała na ławce i miała łzy w oczach.

Komunikat medyczny brzmiał lapidarnie: Kurnikowa miała silne skurcze mięśni, być może na skutek niedotrenowania. Na konferencję prasową nie przyszła. Może pojawi się jeszcze jutro, informowali organizatorzy. Widzowie szybko opuszczali kort centralny, wspominając jeszcze mecze polskich tenisistek, Joanny Sakowicz i Marty Domachowskiej, które przegrały, ale w stylu, który daje nadzieje, że może jutro...