Turniej J&S Cup. Kandarr przegrała, we wtorek gra Kurnikowa

Na kortach Warszawianki rozpoczęły się gry I rundy. We wtorek w turnieju zagra Anna Kurnikowa.
We wtorek około godziny 16 na korcie centralnym Warszawianki zagra Anna Kurnikowa. Rosjanka zajmuje 69. miejsce w rankingu. Zmierzy się ze swoją rodaczką, zajmującą 160. pozycję 16-letnią Swietłaną Kuzniecową, która wygrała kwalifikacje do turnieju. W tym roku debiutowała w wielkim szlemie, grała w II rundzie Australian Open. Wystąpią też dwie tenisistki polskie - Joanna Sakowicz (ok. godz. 12) i Marta Domachowska.

Porażka Kandarr

Kort numer 1 ma tę zaletę dla widzów, że trybuna znajduje się w cieniu. Wokół rosną drzewa. Kort centralny jest zupełnie nieosłonięty. Przy "jedynce" więcej widzów niż na centralnym. Gra Niemka Jana Kandarr - ładna, wysoka dziewczyna, przy której jeszcze niedawno wpadały na siebie ekipy telewizyjne. Zwłaszcza w ojczyźnie próbowano nadać jej status gwiazdy. Miała za sobą sesje zdjęciowe, kontrakty z domami mody. Doszła już nawet do 43. miejsca w rankingu WTA. - Byłam ostatnią mistrzynią juniorów w NRD w singlu, deblu i mikście - wspomina 24-letnia tenisistka z Halle. - I tego rekordu nikt mi już nie zabierze.

Panna Kandarr, córka lekkoatletki, medalistki olimpijskiej w sprincie dość szybko zorientowała się, że sport nieszczególnie ją interesuje. Profesjonalną tenisistką została, by nie rozczarować rodziców, na zasadzie, że jak się nie powiedzie, to zawsze można robić z powodzeniem coś zupełnie innego.

Z mediami radziła sobie bardzo dobrze. - Po prostu nie czytałam tego, co o mnie pisano w gazetach. Czasem tylko patrzyłam na zdjęcia i mówiłam: to kiepskie, to ładne. Tylko telewizja jest autentyczna. Oglądając kogoś można ocenić, kto jest kim naprawdę - mówiła w wywiadzie dla "Tennis Magazin". Dziwiła się, że można tak bardzo podziwiać tenisistów. Szybciej należy się to pisarzom albo wybitnym politykom.

Tenis to było hobby jej rodziców. Dorastała już w zjednoczonych Niemczech. Nie była skazana na tenisowe internaty. Późno skończyła gimnazjum, zrobiła maturę. W szkole irytowało ją tylko to, że niektórzy koledzy prosili o zdobycie autografów Anny Kurnikowej. Dwa lata temu pojechała na Australian Open myśląc o udanych wakacjach i raptem doszła do 1/8 finału. Znowu powstał zgiełk, pisano, że zarobiła za jednym razem więcej pieniędzy niż w całej karierze. Nadal jest w "setce" WTA, w Warszawie grała już szósty raz. Jednak krótko, bowiem przegrała w I rundzie z Amerykanką Samanthą Revees. Bez widocznego zdenerwowania, irytacji, czyniąc wiarygodnymi swoje słowa, że nabrała dystansu do porażek czy wygranych, że dziś tenis to dla niej nic takiego nadzwyczajnego, po prostu przebijanie piłki prze siatkę.

Wyniki I rundy singla turnieju J&S Cup na kortach Warszawianki (pula nagród 170 tys. dol.):

S. Talaja (Chorwacja) - T. Puczek (Białoruś, 2) 6:4, 6:2; S. Revees (USA, 6) - J. Kandarr (Niemcy) 7:6 (7-4), 6:2; S. Foretz (Francja, 8) - J. Kulikowska (Rosja) 7:5, 6:2; S. Noorlander (Holandia) - J. Nejedly (Kanada) 6:1, 7:5.

Debel: M-E. Salerni, L. Montalvo (Argentyna) - M. Domachowska, K. Jans (Polska) 6:3, 6:1.



Dla Gazety, Janusz Głowacki, pisarz:

- Kurnikowa to przykład, iż niekoniecznie sukces decyduje o tym, że ktoś jest gwiazdą. Na pewno jest ładniejsza niż pan Janusz z "Big Brothera" i daj jej Boże zdrowie.