Stawiam na Czechy i Montreal - rozmowa z Jaromirem Jagrem

- Krzysztof Oliwa w NHL jest takim lodowym zabijaką - mówi "Gazecie" jeden z najlepszych hokeistów świata Jaromir Jagr.
Michał Białoński: Przyjechaliście zdobyć złoty medal w ramach rewanżu za nieudany występ na igrzyskach w Salt Lake City. Czy aby nie tracicie zbyt dużo goli?

Jaromir Jagr, czeski napastnik: Nasz pierwszy bramkarz Milan Hniliczka złapał kontuzję, a jego zastępca Jirzi Trvaj nie jest jeszcze tak doświadczonym zawodnikiem. Na szczęście Milan już wraca do bramki i wszystko będzie w porządku.

Po raz pierwszy grasz na mistrzostwach świata. Czy mógłbyś porównać poziom mistrzostw do play off NHL?

- Nie da się porównać, to praktycznie dwie różne gry.

Jeśli awansujecie do finału, to kto będzie waszym rywalem?

- Trudno mi oceniać faworytów, bo nie widziałem zbyt dużo meczów. Podobają mi się Finowie. To mocny zespół.

Z występów w NHL znasz pewnie dwóch Polaków, Krzysztofa Oliwę, który gra w Szwecji, i Mariusza Czerkawskiego. Jak ich oceniasz?

- Krzysztof w NHL jest takim lodowym zabijaką. Podejrzewam, że tu musi pełnić rolę normalnego napastnika i atakować, strzelać gole. Nie wiem, jak sobie z tym radzi. Mariusz jest bardzo dobrym napastnikiem, indywidualnością. To mocny punkt New York Islanders. Pewnie wam go tu brakowało.

A czego brakuje twojej drużynie, Washington Capitals, że nie awansowała do Pucharu Stanleya?

- Armat! (śmiech)

Kto zdobędzie Puchar Stanleya?

- Podejrzewam, że Montreal Canadiens. Mają dobrego bramkarza, niezły zespół. W ostatnich dwóch miesiącach sezonu regularnego Canadiens grali najbardziej efektowny hokej. Odkąd do drużyny dołączył po wyleczeniu raka Saku Koivu, wiedzie się im dużo lepiej. Widać, że Saku wniósł sporo energii w poczynania całego zespołu.