Lekkoatletyka. Polacy mogą podbijać Europę

W mistrzostwach Europy w Barcelonie mają zabłysnąć nowe gwiazdy starego kontynentu, bo te uznane leczą kontuzje
Polska reprezentacja po dramatycznej decyzji po nieudanym starcie Anny Rogowskiej w Diamentowej Lidze w Monako została okrojona do 71 osób, co i tak jest rekordem frekwencji. Mistrzyni świata w skoku o tyczce wycofała się z powodu kontuzji ścięgna achillesa, dołączając do wicemistrzyni świata Moniki Pyrek.

Długa lista kontuzjowanych obejmuje bardzo znane nazwiska nie tylko wśród biało-czerwonych, jednak kobiecy skok o tyczce wpasował się w trend jak żadna inna konkurencja. Oprócz całego podium mistrzostw świata (drugi srebrny medal zdobyła Amerykanka), na starcie zabraknie także Jeleny Isinbajewej, absolutnej hegemonki tej prestiżowej konkurencji.

Plaga doprowadziła do tego, że w oficjalnym programie przedstawione są sylwetki bohaterów, którzy już od jakiegoś czasu opalają się w nadmorskich resortach, lub w inny sposób spędzają czas poza sportem, choćby doprowadzając do porządku organizm. Jak rosyjski ośmiusetmetrowiec Jurij Borzakowski.

O to jak łatwo o nieszczęście mówi przypadek Artura Nogi, jednego z najlepszych europejskich płotkarzy, który na wczorajszym treningu wpadł na pierwszy płotek. - Chciałem go zaatakować, ale byłem za blisko. Siła była tak duża, że runąłem i podobno odbijałem się od tartanu jak kaczka - mówił potłuczony dotkliwie Noga, ale do startu podobno będzie gotowy.

Nieobecności w Barcelonie biorą się również stąd, że 2010 rok jest jedynym w sześciolatce, w którym głównymi zawodami sezonu są jedynie mistrzostwa kontynentu, czyli niższej wagi. W 2007 odbyły się mistrzostwa świata w Osace, potem igrzyska w Pekinie, potem znów lekkoatletyczny mundial w Berlinie. W 2011 mistrzostwa świata zostaną zorganizowane w Korei, a rok później olimpiada w Londynie (i ME, po raz pierwszy w cyklu dwuletnim, a nie czteroletnim).

Dla sportowców mierzących w najwyższe cele, 2010 rok to więc miesiące, które mogą dać macieżyństwu, operacji starego urazu, psychicznemu uspokojeniu i odszukaniu motywacji do pracy, albo po prostu wybudowaniu domu, kupnu mieszkania i innym prozaicznym dokonaniom życiowym. W rocznym zwolnieniu obrotów pomaga to, że w większości krajów pieniądze państwowe i sponsorskie są wypłacane przez czas dłuższy niż jeden sezon po sukcesie. W Polsce najlepsi - np. mistrzowie świata - mogą nie potwierdzać klasy nawet przez dwa lata.

Mistrzostwa Europy są więc szansą dla sportowców drugiego planu. Mówiąc inaczej, czyli językiem propagandy europejskich władz lekkoatletycznych, Barcelona otwiera szansę na odkrycie nowych gwiazd. W Europie jest ich wielki deficyt.

Niby to, co najważniejsze w lekkoatletyce dzieje się właśnie w Europie - tu odbywają się najbardziej prestiżowe mityngi Diamentowej Ligi, tu jest największe zainteresowanie telewizji, tu doceniają ten sport kibice. A jednak bohaterami świata są zamorscy lekkoatleci - Usainy Bolty, Sanye Richards, Kenenisy Bekele, Steveny Hookery. Europa rządzi w niektórych konkurencjach technicznych - głównie kobiecych i głównie w rzutach. Na bieżni w konfrontacji z USA, Karaibami i Afryką praktycznie nie istnieje. I ci wszyscy zdominowani sportowcy mają w Barcelonie swoją wyjątkową chwilę.

W Barcelonie będzie najwięcej lekkoatletów w historii - 1370. Będzie też 1200 dziennikarzy, 1000 godzin transmisji w europejskich telewizjach, ale w niedzielę podano, że sprzedano jedynie nieco ponad połowę biletów. Zainteresowanie wśród katalończyków nie jest więc wysokie. A w Polsce? Lekkoatletyka jest na wysokiej fali dzięki sukcesom w Pekinie i Berlinie. TVP pokaże zawody w najlepszym czasie. To rzeczywiście szansa dla sportowców.

Mimo kontuzji, wśród biało-czerwonych są uznane postacie, wręcz pomnikowe, z szansami medalowymi pewnymi jak w banku - jak kulomiot Tomasz Majewski, przedstawiony w oficjalnym programie jako "Gigant z Nasielska", dyskobol Piotr Małachowski, młociarka Anita Włodarczyk. Inni mają szanse mniejsze, ale też należą do faworytów, jak Marcin Lewandowski na 800 m, płotkarz Noga, sztafety. Pozostali będą liczyć aż do niedzieli na swój dzień i to, że mistrzostwa Europy otworzą im ułatwioną drogę do najbliższych igrzysk, być może w "Klubie Londyn 2012" - lukratywnym programie przygotowań za państwowe pieniądze.