Finał Euroligi. Valenciennes - Lotos Gdynia 78:72

Koszykarki Lotosu VBW Climy wicemistrzyniami Euroligi. Przegrały, ale wynik rozstrzygnął się dopiero w ostatnich minutach, kiedy boisko po kontrowersyjnej decyzji sędziów opuściła Małgorzata Dydek.
- Wszyscy się zastanawiają, czy po rozgromieniu Rużemboroka, jesteśmy w stanie zagrać dwa mecze z rzędu tak dobrze. Myślę, że tak. Jesteśmy w bardzo dobrej dyspozycji i doskonale umotywowani. Zawodniczki wiedzą, że to najważniejszy mecz sezonu, a w tym roku wszystko podporządkowane było Eurolidze - mówił przed meczem Laurent Bufford trener Olimpic.

Krzysztof Koziorowicz szkoleniowiec Lotosu, znał doskonale rywalki, ale to nie gwarantowało sukcesu.

- Grają niesamowicie szybko. To ich największy atut. 60 proc. punktów zdobywają po kontratakach. Będziemy starali się zwalniać grę, wybijać rywalki z rytmu. Większość naszych akcji chcemy kończy w 22, może nawet w 23 sekundzie. To może wyglądać jak antykoszykówka, ale pójście na wymianę ciosów z takim zespołem jak Valenciennes było by samobójstwem - zapowiadał Koziorowicz.

Mądrze, przechodząc z obrony strefowej, do agresywnego krycia indywidualnego, gdynianki z powodzeniem radziły sobie z przeciwniczkami w pierwszych dwóch kwartach. Prowadzenie Lotos dał sobie odebrać dopiero kilka minut przed dużą przerwą.

Mecz był w tej części gry bardzo nerwowy. Kilkakrotnie psuła się tablica świetlna w mieszczącej 4500 osób hali w Lievin (komplet, w tym ponad 200 kibiców w Gdyni). Dodatkowo do przesady skrupulatni sędziowie odgwizdali w pierwszej połowie Małgorzacie Dydek aż cztery faule, zupełnie nie zważając na to obchodziła tego dnia urodziny.

Z powodzeniem starała się uzupełniać Dydek Elen Szakirowa, ale mimo to Lotos miał spore kłopoty pod koszem z niesamowitą Ann Wouters. Podobnie jak w półfinałowym meczu z Parmą, bardzo dobrze grała Katie Smith i francuscy kibice zamiast efektownego zwycięstwa, oglądali twardą walkę kosz za kosz.

W drugiej połowie Szakirowa i cały zespół grały jeszcze lepiej. Cztery minuty przed końcem, kiedy Lotos przegrywał tylko 64:65, Francuzkom dopisało szczęście. Wauters pośliznęła się kozłując piłkę, a sędziowie odgwizdali piąty faul Dydek, stojącej metr od akcji.

Olimpic w tej sytuacji szybko uzyskał kilkupunktową przewagę i nie oddał jej do końca spotkania.

- Dla mnie moralnym zwycięzcą jest zespół z Gdyni - powiedział po meczu Miodrag Vesković - trener Lavezzini Basket Parma, odnosząc się w ten sposób do pracy sędziów. Podobną opinię mieli także niektórzy dziennikarze francuscy.

- Szkoda mi dziewczyn, nie zasłużyły na to - dodał tylko Koziorowicz.

Olimpic Valencienes - Lotos VBW Gdynia 78:72

Kwarty: 15:15, 23:20, 22:17, 18:20

Valenciennes: Feaster 17(3), Fijalkowski 12, Wauters 23, Edwards 0, Lawson 1, Sauret 6, Lesdema 5, Le Drean 14

Lotos VBW Clima: Smith 11(2), M. Dydek 10(1), Grubin 11(1), Szakirowa 23, Ferdinand 10 oraz Bibrzycka 3(1) Pantelejewa 0, Cupryś 4(1)

W meczu o trzecie miejsce włoskie Lavezzini Basket Parma pokonało SCP Ruzemberok 75:57.