Sport.pl

MŚ 2010. Paragwaj chce powstrzymać Hiszpanię po szwajcarsku

Jeśli ktoś spodziewa się efektownie walczących o półfinał Hiszpanów, niech porzuci nadzieję. Na popisy nie pozwolą im rywale, cień szansy na zwycięstwo widzący wyłącznie w zaplombowaniu pola karnego
Obie drużyny nigdy nie grały w półfinale mundialu. Dla Paragwaju turniej w RPA już jest najlepszym w historii, Hiszpanie w 1950 r. zajęli czwarte miejsce, ale wtedy o kolejności decydowała faza grupowa.

Do Afryki drużyna Vicente del Bosque przyjechała, by w końcu odnieść na MŚ sukces. Zaczęła fatalnie, od słabej gry i porażki 0:1 ze Szwajcarią. Wtedy Hiszpanie rozpaczali, dziś utrzymują, że nic lepszego nie mogło się im przytrafić. Napastnik Fernando Llorente uważa, że uderzenie w policzek od zespołu Ottmara Hitzfelda obudziło zespół i uczyniło silniejszym.

Na drugą taka wpadkę mistrzowie Europy nie mogą już sobie pozwolić, a dziś czeka ich pojedynek z zespołem przedzierającym się przez turniej w stylu podobnym do szwajcarskiego. Paragwajczycy stracili w RPA tylko jednego gola, w pierwszym meczu z Włochami. Najbardziej rozpoznawalni w zespole Gerardo Martino napastnicy Roque Santa Cruz, Nelson Valdez i Lucas Barrios na mundialu nie wypracowali nawet jednej bramki. Bohaterem okrzyknięto bramkarza Justo Villara.

33-letni piłkarz Realu Valladolid długo czekał, by podbić MŚ. Osiem lat temu z ławki rezerwowych przyglądał się popisom José Luisa Chilaverta, jednego za najlepszych specjalistów od odbijania strzałów rywali ostatnich lat, charyzmatycznego lidera, od którego w reprezentacji zależał nawet kolor włosów masażysty. Cztery lata temu do Niemiec Villar pojechał już jako pierwszy bramkarz, ale występ zakończył po siedmiu minutach inauguracyjnego spotkania z Anglią. Doznał kontuzji, która wyeliminowała go z turnieju.

W RPA nic mu już nie przeszkadza, także dzięki jego wyczynom Paragwajczycy dotarli do ćwierćfinału. - Nic lepszego mnie w życiu nie spotkało. Mecz z Hiszpanią to wyzwanie. Chcę, by moja drużyna próbowała zwyciężyć dzięki ciężkiej boiskowej pracy i taktyce. Nie możemy zostawić rywalom miejsca, bo nas ośmieszą. Zobaczycie dwa pomysły na futbol. Jeden zespół będzie się starał atakować, wykorzystując świetne wyszkolenie techniczne, a drugi skupi się na przeszkadzaniu - mówi bramkarz.

Hiszpanów, na myśl o nacieraniu na kolejną twierdzę, przedostawaniu się przez fosę i szturmie na most zwodzony, boli pewnie żołądek. Od Euro 2008 cały piłkarski świat pracował nad znalezieniem sposobu pozwalającego powstrzymać geniuszy z Realu i Barcelony. Próby przeciwstawienia im zespołu grającego ofensywnie nie miały sensu. Okazało się, że cień szansy daje tylko zdyscyplinowana i świetnie zorganizowana obrona, ograniczająca błędy do minimum. Otwarty futbol na mundialu próbował grać przeciw nim tylko Marcelo Bielsa. Jego Chile przegrało 1:2. Hondurasowi zabrakło umiejętności i poległ 0:2.

Szwajcaria i Portugalia zaryglowały bramkę. Pierwszym plan powiódł się w stu procentach, bo udało im się nawet strzelić gola. Drudzy, choć zaangażowali się w przerywanie ataków dziesięciu piłkarzy, zapłacili za pomyłkę w obronie i słabą formę Cristiano Ronaldo, który miał przewodzić portugalskim kontratakom.

- Spodziewamy się w sobotę defensywnie ustawionej drużyny starającej się strzelić gola po szybkich atakach - wzdycha Sergio Busquets.

Przy takim nastawieniu rywali praca Hiszpanów polega bardziej na przedarciu się w pole karne niż wymyślnych akcjach. Xavi i Andres Iniesta zamienili się z konstruktorów skomplikowanych ataków, w piłkarzy, których zadanie polega na utrzymaniu się przy piłce i dokładnym podaniu do napastnika. Na razie celują stopą do Davida Villi, ponoć uzależnionego od strzelania goli. W RPA napastnik Barcelony trafił już cztery razy. Jego partnerowi z ataku Fernando Torresowi przystosowanie się do taktyki rywali przychodzi trudniej, wracający po operacji kolana napastnik Liverpoolu wydaje się coraz bardziej sfrustrowany. Z Portugalią dużo lepiej spisał się rezerwowy Llorente.

Del Bosque wciąż wierzy jednak w Torresa, dziś znów wystawi go w pierwszej jedenastce. - Fernando wykonuje niesamowitą pracę. Przepycha się z rywalami, wyciąga obrońców, robiąc miejsce Villi i innym piłkarzom - mówi 60-letni trener, który najprawdopodobniej wybierze dziś ten sam skład co z Portugalią.

Jeśli mistrzowie Europy przedrą się przez paragwajską defensywę, odetchną, bo ich półfinałowi rywale powinni zostawić im na boisku ciut więcej miejsca. Trudno podejrzewać o stworzenie defensywnej taktyki Diego Maradonę prowadzącego Argentynę. Mało prawdopodobne, by selekcjoner Niemców Joachim Löw zamienił najładniej grający zespół mundialu w maszynę do wybijania piłki z pola karnego. Ale każda z tych drużyn może przysporzyć Hiszpanom innych problemów.

Więcej o: