MŚ 2010. Japonia i Paragwaj weszli do księgi mundialowych okropieństw

0 : 0
Informacje
Mistrzostwa Świata 2010 - 1/8 finału
Wtorek 29.06.2010 godzina 16:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Paragwaj
0
Japonia
0
Długo grali jakby czuli, że 1/8 finału mundialu to wyzwanie ponad ich siły. Ale ktoś musiał zwyciężyć i doskoczyć jeszcze wyżej. 0:0, rzuty karne, Paragwaj pokonał Japonię.
O Paragwaju na MŚ 2010 czytaj tutaj »

Przed takimi meczami mundialowy korespondent doświadczony dwoma turniejami czuje się jak skazaniec. Doskonale wie, jak będzie.

W 2002 r. w Osace przeraźliwego gniota spłodzili Turcy z Senegalczykami. W ćwierćfinale. W 2006 r. gniota wykopali Szwajcarzy z Ukraińcami. W 1/8 finału. Teraz do księgi mundialowych okropieństw weszli - niespiesznie i z przestraszonymi minami - Japończycy oraz Paragwajczycy.

Gniota rodzą zawsze te same okoliczności. Piłkarze, którzy niewiele w życiu wygrali, pochodzący z krajów, których reprezentacje też niewiele wygrały, sprawiają niespodzianki, czasem nawet zyskują uznanie publiki spragnionej doznań estetycznych, aż docierają do etapu, do którego nie zaglądali w najodważniejszych snach. I właśnie wtedy zaczynamy rozumieć, że nie wytrzymają.

Wszystko o Japonii na mundialu znajdziesz tutaj »

Im dłużej powtarzają, że nadchodzi najważniejszy dzień w ich karierach, tym bardziej nieuchronne staje się, iż stawka, jakiej nie znają, spęta im nogi. Nie będzie tak, że wygra lepszy. Przegra gorszy.

Piłkarze z Japonii do ćwierćfinału MŚ nie dotrwali nigdy, piłkarze z Paragwaju również. We wtorek wtruchtali na murawę sparaliżowani, potem było jak zwykle - częstsze niż zazwyczaj podania do własnego bramkarza i w ogóle do tyłu, wtórny analfabetyzm tych, którzy wcześniej grali z klasą, ataki pozycyjne tak ślamazarne, że słupki zdawały się bardziej ruchliwe od napastników. A przecież w przeddzień meczu japońscy gracze cierpliwie tłumaczyli światu zdumionemu ich mundialowymi popisami: "Nie mamy mięśni jak Europejczycy, jesteśmy delikatni, musieliśmy postawić na szybkość i technikę".

Nie było szybkości ani techniki, było nużące, błagalne wyczekiwanie, aż gol spadnie z nieba. Normalnie Japończycy zachowują się, jakby na każdym metrze kwadratowym trawy biegało ich ze czterdziestu, tym razem stąpali niepewnie i chętniej po własnej połowie, energicznie tylko broniąc.

Na szczęście kolana piłkarzy drżały. Gdyby nie drżały, nie byłoby banalnych, nieodpowiedzialnych strat na własnej połowie, a wówczas Daisuke Matsui nie wyrżnąłby piłką o poprzeczkę. I nie podarował tym samym najbardziej emocjonującego epizodu do przerwy. Drugim emocjonującym był pojedynek oko w oko Lucasa Barriosa z Eigim Kawashimą, wygrany przez japońskiego bramkarza.

Co jeszcze? Gdy najlepszy dotąd japoński piłkarz zafałszował trzecim z rzędu potwornie niecelnym podaniem, siedzący po prawej reporter zagadnął, czy wiem, jak tenże japoński piłkarz przedstawił się na pierwszej konferencji prasowej w Moskwie po transferze do klubu CSKA. Nie wiedziałem. - Nazywam się Keisuke Honda, ale nie jestem motocyklem - zrelacjonował kolega z prawej.

To był moment zabawny. Po nim okoliczni widzowie nie mówiący po paragwajsku ani japońsku wzdychali, że po raz pierwszy na mundialu zazdroszczą tym, którzy mogli zająć jedno z kilku tysięcy pustych krzesełek na trybunach, ale nie zajęli. Tego popołudnia wuwuzele wwiercały się w uszy głębiej niż kiedykolwiek.

Taki klincz może odblokować tylko gol, który piłkarzy ocuci. Osiem lat temu przez 90 minut nie padł, senegalsko-turecki seans tortur przedłużył się o dogrywkę, dopiero ona rozstrzygnęła. Cztery lata temu o dogrywkę przedłużył się seans szwajcarsko-ukraiński - skończyło się na 0:0 i rzutach karnych.

Teraz też bramka z nieba nie spadła, choć w drugiej połowie piłkarze się rozpędzili, kaskada pomyłek dawała nadzieję na decydujący strzał, a w dogrywce Paragwajczycy chwilami już wręcz oblegali japońskie pole karne. Przypomnieli sobie, że to rywale najdoskonalej opanowali kopanie leżącej nieruchomo Jabulani, więc bezpieczniej nie ryzykować karnych?

Kontrnatarcia Azjatów, choć bywały niebezpieczne, częściej kończyły się tak jak wtedy, gdy Yoshito Okubo próbował być szybszy od piłki i ta, wykopana przez bramkarza, odbiła mu się od pięty.

Reszta świata cierpiała, rodaków Paragwajczyków (u nich było południe) oraz Japończyków (znów zarywali dla futbolu noc) pewnie rozpalały emocje, których polski kibic nie zaznał od ćwierć wieku albo dłużej. Z jedenastek bezbłędnie uderzali ci pierwsi. Ot, urok mundialu - wygrali zaledwie jeden mecz, a rozkoszują się ćwierćfinałem.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca » i Michała Pola »