Sport.pl

RPA 2010. Koreańczyków chwile zapomnienia

Urugwaj pokonał Koreę Południową 2:1 i awansował do ćwierćfinału. - Wygraliśmy, bo chcieliśmy sprawić naszym kibicom radość - powiedział trener Oscar Tabarez
W ćwierćfinale jego piłkarze zagrają w piątek z Ghaną lub USA. W takiej formie jak w sobotę mają szanse na pierwszy od 40 lat awans do półfinału MŚ.

Mają szansę bo do RPA przyjechała świetnie zorganizowana i zdyscyplinowana drużyna, której wyniki nie zależą tylko od humoru i formy gwiazd Diego Forlana i Luisa Suareza. Ten ostatni strzelił wczoraj dwa gole. Obaj dołożyli nogę do każdej z sześciu zdobytych w RPA przez Urugwaj bramek.

Ale przez większość meczu, awans wypracowywali ich koledzy z defensywy, opierając się atakom Koreańczyków.

Łatwo nie było, okazało się, że nie miał racji Patrice Evra, który swojego kolegę z Manchesteru United Parka Ji- Sunga podejrzewał o posiadanie trzech płuc.

Park w ogóle takiego organu nie posiada, oddycha dzięki mechanicznemu urządzeniu pompującemu tlen. Inaczej nie byłby w stanie pokonywać tylu kilometrów, w takim tempie.

Evra mógł się za to nie mylić co do pozostałych reprezentantów Korei. Prawdopodobnie każdy z nich przed pierwszym kopnięciem piłki w szkółce musiał udowodnić, że posiada jedno płuco więcej od większości populacji.

Koreańczycy biegali od pierwszej do ostatniej minuty, prawdopodobnie nawet przerwę spędzili na poruszaniu się, kto wie, czy rozpędzać nie zaczęli się już na śniadaniu. - Jestem zadowolony, bo moja drużyna zagrała dobrze. Przegraliśmy, bo Urugwajczycy potrafili wykorzystać szanse, a my nie - powiedział trener Huh Jung-moo.

Jego piłkarze nie chcieli gola strzelić, tylko wypracować. Częściej rozgrywali piłkę, wykonywali rzuty rożne i strzelali. W ataku potrafili rozgrywać akcję, o które podejrzewać można tylko technicznych geniuszy z Barcelony. - Świetnym przygotowaniem fizycznym rywale nas zaskoczyli. Korea grała naprawdę wielki mecz. Na szczęście moja drużyna podniosła się w drugiej połowie, w ostatnich minutach mieliśmy już przewagę - mówił Tabarez.

Jego drużyna wygrała dzięki detalom i błyskowi geniuszu Suareza.

Te detale to błędy. Korei zdarzyły się dwa, ale spektakularne. Zupełnie jakby na moment czterech defensorów w białych koszulkach zapominało gdzie jest i jakie mają obowiązki.

Po pierwszej wpadce, bramkę zdobył Suarez. Ten sam piłkarz chwile później powinien wykorzystać kolejną pomyłkę defensywy, ale arbiter odgwizdał spalonego, którego nie było.

Urugwajczykom takie katastrofy się nie zdarzały. Po strzeleniu gola skupili się na powstrzymywaniu rywali. Gdy padło wyrównanie, znów zajęli się atakami. Tym razem Korea broniła bezbłędnie, a padła dopiero po strzale Suareza. 23-letni napastnik Ajaksu od kilku lat zachwyca skutecznością w lidze holenderskiej, każdego lata media łączą go z najlepszymi europejskimi klubami. Po mundialu chyba w końcu wyjedzie, bo w RPA udowodnił, że stać na zdobywanie bramek w każdych okolicznościach.

Więcej o: