MŚ 2010. Bez goli w meczu Brazylia - Portugalia. Kibice na stadionie wybuczeli hit mundialu

0 : 0
Informacje
Mistrzostwa Świata 2010 - Grupa G
Piątek 25.06.2010 godzina 16:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Portugalia
0
Brazylia
0
Portugalii i Brazylii lepiej niż ataki wychodziło przerywanie akcji rywali i szlagier fazy grupowej zakończył się bezbramkowym remisem. Obie drużyny awansowały do 1/8 finału. Korespondencja z Durbanu wysłannika Sport.pl Michała Szadkowskiego.
O ćwierćfinał Brazylia zagra z drugą drużyną, a Portugalia ze zwycięzcą grupy H.

Hitem fazy grupowej piątkowe spotkanie odtrąbiono już po losowaniu. Choć po meczu kibice głośno zabuczeli (naturalnie, bez pomocy wuwuzeli), trudno określić go nieoglądalnym nudziarstwem. Ale niełatwo również uwierzyć, że Portugalia lub Brazylia zdobędzie mistrzostwo świata.

Obie drużyny uparły się, by nie oblać widzów hitem, a zagrania i akcje, których wszyscy się spodziewali, racjonować w dawkach kropelkowych. Częściej więc niż szybko i efektownie, piłkarze grali wolno i bezpiecznie.

Brazylia pokazała wszystkie wady, za które krytykowany jest trener Dunga. Atakowała, ale niewiele z tego wychodziło, rozgrywała piłkę, ale tylko do 30. metra przed bramką rywali, bo dalej władzę nad nią przejmowali Portugalczycy, strzelała, ale najczęściej niecelnie. Może odczuła osłabienie wynikające z kontuzji i kartek. Zazwyczaj w atakach Luisowi Fabiano pomagają Kaka, Robinho i Elano, piątkowe ustawienie z drugim napastnikiem Nilmarem trudno nazwać inaczej niż eksperymentalnym.

Nietknięta problemami defensywa zagrała jak zwykle, ale nie taki zespół chcą oglądać kibice. Ich trudno przekonać, że wartość zespołu Dungi dostrzec można dopiero wtedy, gdy traci piłkę, nie sposób im wytłumaczyć, że zastąpienie dwóch defensywnych pomocników kolejnymi napastnikami nie musiałoby się skończyć golami dla ich reprezentacji.

Mecz pokazał, że wybór taktyki Dungi wynikał także z problemów Brazylijczyków. Trudno dziś w ojczyźnie Pelego znaleźć strzelca, który podbiłby serca kibiców jak Ronaldo na trzech ostatnich mundialach. Brazylijscy napastnicy o renomie, jaką wypracował sobie w Europie były piłkarz Realu, mogą tylko pomarzyć. Najlepsze kluby Ligi Mistrzów radzą sobie bez wsparcia fachowców od strzelania goli z Brazylii, a najzdolniejszy - Alexandre Pato z Milanu - według selekcjonera do mundialu jeszcze nie dorósł.

Z tym samym problemem od lat zmaga się Portugalia. Na poprzednim mundialu Luizowi Felipe Scolariemu, sfrustrowanemu nieskutecznością Nuno Gomesa, udało się nawet uniezależnić wyniki i grę zespołu od humoru i formy napastnika. Queiroz w RPA próbował Liedsona i Hugo Almeidę. Obaj wyglądali na produkty napastnikopodobne, więc w środku ataku zagrał Cristiano Ronaldo.

25-letni piłkarz próbujący na turnieju udowodnić, że wciąż jest najlepszy na świecie, znów nie zachwycił jak w Realu, ale zbliżył się do swojego normalnego poziomu. Tylko dzięki niemu Portugalia mogła zdobyć bramkę. Czasami traciła szansę przez egoizm gwiazdy, czasami przez brak umiejętności jego kolegów.

Nawet bez gola Portugalia zagrała najlepszy mecz w RPA. W niczym nie przypominała zespołu niezdolnego do sklecenia ataku ze spotkania z Wybrzeżem Kości Słoniowej i popełniającego głupie błędy w defensywie w pierwszej połowie meczu z Koreą Północną (w drugiej Azjaci pozwalali im na wszystko).

- Brazylia zaczęła od ataków, potem my przejmowaliśmy kontrolę i atakowaliśmy. Gdybym miał wybrać gracza meczu, postawiłbym na całą moją drużynę - mówił Queiroz.

- Ja uważam, że Portugalia zainteresowana atakami nie była. Trudno nam się grało, bo rywale przeszkadzali nam już w pomocy. Nie jestem zadowolony, bo chcę wygrywać - powiedział Dunga.

W przerwie obu trenerom udało się powstrzymać piłkarzy przed zamienieniem meczu w rzeź. Wcześniej wydawało się, że oba zespoły skończą w składach liczebnością bliższych zespołom futsalowym. Przez 45 minut sędzia siedem razy karał piłkarzy żółtą kartką, a zdawało się, że trenerzy panowali nad emocjami piłkarzy. Gdy Felipe Melo w brutalny sposób odgryzł się za faul Pepe, przestraszony wizją czerwonej kartki Dunga ściągnął pomocnika Juventusu.

Poza boiskiem udało się wszystko. Spotkanie odbyło się w Durbanie - który reklamuje się jako "najgorętsze miejsce mundialu", i nie ma w tym wiele przesady - na stadionie wypełnionym przez lokalną portugalską mniejszość i brazylijskich fanów, którzy chcieliby dopingować swoich ulubieńców 24 godziny na dobę. Pierwszy zorganizowany okrzyk "Brasil" zarejestrowałem przed czwartą rano, na oddalonym o 1,6 tys. kilometrów lotnisku w Kapsztadzie.

Jeśli krzyczący dojechali do Durbanu, pewnie wieczorem też zabrakło im hitu.