RPA 2010. Przed Chile - Hiszpania. Mecz pełen przygód

Hiszpania patrzy na piłkarzy i uśmiecha się tylko półgębkiem, Chile wpatruje się w piłkarzy zakochane na zabój. Obie drużyny chcą osiągnąć dwa cele - awansować do 1/8 finału i uniknąć tam Brazylii
Mistrzowie Europy muszą wygrać, ale zwycięstwo pełnej satysfakcji im nie gwarantuje. Ścigają się także ze Szwajcarami, którzy przy odpowiednio wysokim zwycięstwie zepchną faworytów na pozycję wicelidera, skazując prawdopodobnie na poniedziałkowe starcie z "Canarinhos".

Najpierw trzeba jednak pokonać Chilijczyków, a Hiszpanie, do których wraca wyleczony Andres Iniesta, znajdują mnóstwo powodów, by poważnie obawiać się rywali.

Powód ogólny: Ameryka Płd. wypada na mundialu rewelacyjnie, nie przegrała jak dotąd żadnego z 11 meczów. Tamtejsi komentatorzy są tak zdumieni, że zaczynają proponować najdziwaczniejsze wyjaśnienia fenomenu. Rzucają nawet argumentem klimatyczno-geograficznym, przekonując, że piłkarzom służy granie na swojskiej południowej półkuli.

Powód szczegółowy: Chilijczycy grają bardzo dobrze i z entuzjazmem, Hiszpanie grają średnio i każdego dnia wysłuchują, że jeśli wreszcie nie nabiorą rozpędu, trzeba się obawiać tradycyjnej mundialowej katastrofy.

Umrą, na remis nie pójdą

Piłkarze Chile przylecieli na MŚ z misją specjalną. Mają sprawić, że rodacy zapomną o nieszczęściach, które dotknęły ich wraz z trzęsieniem ziemi i tsunami, zabijając 500 osób i odbierając cały dobytek 200 tys. innych. Trenują w RPA pod narodową flagą. Poszarpaną i brudną, bo ocalałą z kataklizmu. Przywieźli ją towarzyszący reprezentacji policjanci. Właśnie po to, by piłkarze cały czas zdawali sobie sprawę, dla kogo się starają.

- Przypomina nam o cierpieniach naszego kraju, o śmierci. Niesłychanie motywuje - mówi obrońca Waldo Ponce.

Z zadania wywiązują się Chilijczycy wspaniale. Mimo rosnącej stawki nie wyrzekli się bezkompromisowego, zorientowanego na atak stylu, zresztą trenerowi Marcelo Bielsie nie przyszłoby to nawet do głowy. Gdyby przyszło, Chilijczycy nie namawialiby go - Argentyńczyka - na start w wyborach prezydenckich.

Rodacy szaleją, traci gospodarka. Według obliczeń ekonomicznej witryny Trabajando.com kibice żadnej innej nacji nie poświęcają mundialowi więcej uwagi. Przeciętny chilijski zatrudniony ma przeznaczać nań codziennie pięć godzin czasu pracy - przy 4,5 godz. marnowanych przez Meksykanów, 4 godz. Argentyńczyków oraz 2 godz. Hiszpanów. Przełożeni gremialnie zgadzają się na wspólne oglądanie w firmie, uznając, że inaczej ponieśliby jeszcze poważniejsze straty, bo ludzi wymiotłyby symulowane choroby albo otępiła frustracja.

Teraz fanom jeszcze przybywa powodów, by przyklękać przed telewizorami siłą całego narodu, bo selekcjoner wreszcie nie ma alternatywy i zawieszonego rozgrywającego Matiasa Fernandeza musi zastąpić ulubieńcem tłumów Jorge Valdivią.

Chilijczykom wystarczy z mistrzami Europy zremisować, żeby utrzymać pozycję lidera i tym samym uciec przed spotkaniem z Brazylią, którą wszyscy umieścili już na czele grupy G. O kalkulowaniu nie ma mowy. - Na treningach nie ćwiczymy tego, jak remisować mecze, granie wbrew założeniom z treningów byłoby absurdem - wyjaśnia bramkarz Claudio Bravo, który mimo ofensywnego rozpędu partnerów nie puścił jeszcze gola. - Umrzemy wierni naszym ideałom.

Więksi czy mniejsi od Barcy?

Hiszpanie uporczywie powtarzają to samo, im również zmiana stylu poplątałaby prawdopodobnie nogi, dlatego pierwszą rundę MŚ powinien zwieńczyć mecz pełen przygód.

Faworyci w przeciwieństwie do Chilijczyków uśmiechają się jednak półgębkiem. Choć po szokującej porażce ze Szwajcarią wyspacerowali 2:0 nad Hondurasem, to rodacy na ich pokazy nadal spoglądają sceptycznie, przesadnego optymizmu jakby się wstydząc. Drwią z pięciuset niecelnych dośrodkowań Jesusa Navasa i dwustu niecelnych strzałów Fernando Torresa, lamentują, że reprezentacja nie przypomina samej siebie, wyjąwszy tylko Davida Villę, snajpera pomimo przestrzelonego rzutu karnego jak zwykle niezawodnego.

Kibice mistrzów Europy wciąż nie odzyskali równowagi, bo mundialu oczekiwali w błogim spokoju, po latach, w których ich reprezentacja prezentowała się na tle światowej konkurencji jeszcze okazalej niż Barcelona w najlepszym w jej historii, wysadzanym sześcioma trofeami roku 2009. Jej bilans w starciach z grupowymi rywalami przypominał bilans bokserskiego mistrza świata wagi ciężkiej, który zazwyczaj nokautuje, w słabszym dniu wygrywając na punkty. Ze Szwajcarią, Hondurasem i Chile Hiszpanie przed mundialem 21 razy zwyciężali, pięciokrotnie remisowali. Nie przegrali nigdy.

A w piatek remis może ich z turnieju wyrzucić.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola