Sport.pl

RPA 2010. Stany euforią zjednoczone

Na razie za oceanem trwa szaleństwo po wyjściu z grupy. Ale co by było, gdyby USA zostały mistrzem świata? Drogi co najmniej do półfinału wcale nie mają wyboistej.
Tuż po dramatycznej wygranej z Algierią 1:0 w doliczonym czasie do szatni amerykańskich piłkarzy wparował Bill Clinton i w uniesieniu zaintonował tradycyjny okrzyk: "USA, USA!". Tak jak kiedyś był prezydentem wszystkich Amerykanów - tak dziś jest jednym z ponad 300 mln obywateli USA, którzy kibicują swojej reprezentacji. Spotkanie oglądał, siedząc w towarzystwie szefa FIFA Seppa Blattera w loży honorowej stadionu w Pretorii. Jak mówią świadkowie - po bramce wyskoczył z fotela niemal pod południowoafrykańskie niebo.

Amerykanów zwycięstwo spaja. Może i nie wszyscy tam wiedzą - co to właściwie za dyscyplina ten soccer, ale dziś swojej jedenastce kibicują od Alaski po Florydę. W komplecie. Szaloną radość po wygranej z Algierią rozpoczął Biały Dom, wyrażając radość na oficjalnym Twitterze. Za nim poszły media, które kreują od wczoraj nowego bohatera narodowego - 29-letniego Landona Donovana, strzelca złotego gola. "USA awansuje po bajkowym zakończeniu" ("Sports Illustrated"), "Gol Donovana, który zaczął się od szalonego podania bramkarza Tima Howarda, spowodował eksplozję radości całej drużyny. Piłkarze w rogu boiska rzucili się jeden na drugiego zupełnie jak dzieci" ("The Wall Street Journal") - krzyczą gazety w tytułach i wielkich tekstach na pierwszych stronach. - Oni nigdy się nie poddają - komplementuje swoich zawodników trener Bob Bradley.

Amerykańskiej gorączki nie wytrzymują produkty Krzemowej Doliny. Yahoo! przez kilka minut było niedostępne, zawiesiła się większość serwisów społecznościowych. Nawet Twitter zaniemógł na kilka minut. A pilot samolotu na trasie z Nowego Jorku do Los Angeles zaprosił pasażerów na drinka. Z tym że nie do kabiny, ale do lotniskowej knajpki, już po wylądowaniu.

Całe Stany przeżywają triumf, ale być może to zaledwie początek American Dream? Już 12 lat temu w USA powstał specjalny projekt "mistrz świata 2010". Amerykanie konsekwentnie wychowywali generację futbolistów, która miała dać im Puchar Świata właśnie podczas mundialu w RPA. I jakby się kpiąco nie uśmiechać - na razie są coraz bliżej celu.

Wyraźnie sprzyja im los. Ponieważ wyprzedzili w grupie Anglię i kompletną klapę zaliczyła Francja, a Argentyna oraz Niemcy zgodnie z przewidywaniami wygrały pierwszą fazę, USA trafia teraz na Ghanę, a ewentualnie w 1/4 finału na zwycięzcę z pary Korea Płd. - Urugwaj.

Rywale do przeskoczenia? Jak najbardziej. Ghana jest na mundialu raptem drugi raz. Poprzednio (w 2006 r.) również wyszła z grupy i zaraz odpadła. Jeśli USA zafundują jej powtórkę, to w ćwierćfinale Urugwaj lub Korea Płd. nie wydają się mocniejsi. Ci pierwsi byli wprawdzie dwukrotnie mistrzami świata, ale jeszcze w czasach dinozaurów. Od 20 lat nie potrafili wyjść z grupy, ba, dopiero drugi raz w tym czasie w ogóle na mundial przyjechali. Dla Koreańczyków z Południa niby to już ósme mistrzostwa (dla Stanów dziewiąte!), ale tylko raz, w haniebnie gospodarskich finałach w 2002 r., ciągnięci za uszy przez sędziów wychylili się z fazy grupowej.

Czy to wszystko oznacza, że amerykańscy kibice mogą już ostrzyć wuwuzele na półfinał 6 lipca w Kapsztadzie? - Tak! - odpowiedziałyby chórem całe Stany. Owszem, tam czekać już będzie najprawdopodobniej Brazylia - ale i na nią trzeba kiedyś w końcu trafić. I pokonać, jeśli się myśli o mistrzostwie świata.

Wszyscy do finału

Przed mundialem w RPA FIFA zmieniła regulamin kar za żółte kartki. Do tej pory były anulowane po fazie grupowej, co kilka razy skończyło się tym, że po upomnieniach np. w 1/8 i półfinale wiele gwiazd nie mogło zagrać w meczu decydującym o mistrzostwie. Tak było choćby z Michaelem Ballackiem w 2002 r., Alessandro Costacurtą w 1994 r., Claudio Caniggią w 1990 r.

Teraz amnestia obejmie kartkowiczów dopiero po ćwierćfinale. Nieobecność w finale może więc być skutkiem jedynie czerwonej kartki w półfinale.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola

Więcej o: