Toya-Ślęza po sezonie

KOSZYKÓWKA.Toya Ślęza po raz drugi z rzędu zdobyła brązowy medal. Czy to sukces, czy już norma dla wrocławskiego klubu?
Brązowy medal wrocławskich koszykarek to niewątpliwie duże osiągnięcie, z punktu widzenia działaczy i trenerów nawet sukces ponad normę. Przed sezonem bowiem zgodnie zapowiadali, że celem drużyny jest jedynie awans do fazy play off. Zapowiadano, że Ślęza będzie walczyć o czołowe lokaty, ale za dwa, trzy lata. Takie asekauracyjne wypowiedzi nie przekonały jednak tzw. fachowców. W przedsezonowej sondzie wśród działaczy i trenerów innych klubów żeńskiej koszykówki raczej jednoznacznie przepowiadano, że Toya już w tym sezonie powinna walczyć o medale. Mówiono nawet o srebrze. Toya co prawda nie zagrała z Lotosem o złoto, ale ci, którzy typowali wrocławianki do podium, nie pomylili się. Ślęza po raz drugi z rzędu wywalczyła brązowy medal. Tylko czy aż?

Brąz sukcesem?

Z jednej strony to powtórzenie rezultatu z poprzedniego sezonu. Można więc powiedzieć, że zespół jest w tym samym miejscu, co przed rokiem. Trzeba jednak przyznać, że zeszłoroczny brązowy medal był dość niespodziewany. Mało kto spodziewał się, że wrocławska drużyna, która do play off awansowała dopiero z szóstego miejsca, jest w stanie powalczyć o medale. W tym roku sytuacja był inna. To Ślęza zakończyła rozgrywki na trzecim miejscu i to na wrocławianki była presja przynajmniej utrzymania tej pozycji do końca sezonu. I to, że w tak odmiennych warunkach Ślęzie po raz drugi udało się zdobyć brązowy medal, należy również traktować jako sukces. Nawet większy niż ten zeszłoroczny. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że Ślęza po raz pierwszy od kilkunastu lat miała wielką szansę na awans do finału. Gdyby decydujący mecz z Polfą Pabianice skończył się po pierwszej połowie, to wrocławianki walczyłyby o złoto.

W młodości siła

Przed sezonem w klubie zaryzykowano. Pożegnano koszykarki, które miały duży wkład w ubiegłoroczny medal. Sprowadzono nowe zawodniczki, a skład został oparty o bardzo młode dziewczyny. Opłacało się. Większość transferów okazało się trafnych. Bardzo dobrze zaaklimatyzowała się w drużynie niechciana w Gdyni Beata Predehl, również sporo do gry zespołu wniosły Emilia Lamparska, Edyta Łapka oraz Jenny Mowe. Nieporozumieniem natomiast okazało się sprowadzenie Amerykanki Kristi Rose, ale zrezygnowano z tej zawodniczki przed najważniejszymi meczami sezonu. Większość młodych koszykarek, jak Agnieszka Szott, Emilia Lamparska, Olga Żytomirska czy Urszula Stempniewicz, ma wieloletnie kontrakty, co także pozwala myśleć o przyszłości optymistycznie.

Niestety, powodów do optymizmu nie ma Agnieszka Szott, której w pierwszym meczu w Olsztynie odnowiła się kontuzja kolana.

- To strata nie tylko dla klubu, ale dla polskiej koszykówki - stwierdził trener Toya Ślęzy Marek Olesiewicz. Z powodu urazu Szott nie będzie mogła wziąć udział w letnich przygotowaniach kadry i nie wiadomo, kiedy wznowi treningi. Ciekawie jednak, jak wrocławski szkoleniowiec określił przyczyny odniesionej kontuzji. "Kontuzja Szott była efektem histerycznej atmosfery, którą wywołano przed meczami w Olsztynie" - powiedział "Wieczorowi Wrocławia".

To nie pierwsza tego typu wypowiedź wrocławskiego szkoleniowca w tym sezonie, który staje się powoli jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci żeńskiej koszykówki.

Złotousty trener

I choć z pewnością kompetencji i fachowości mu nie brakuje, to jednak ostatnio swoimi wypowiedziami z pewnością sympatii sobie nie zyskuje. Trenera zespołu ocenia się za wyniki, a te w ostatnich dwóch latach są bardzo dobre i to zdecydowanie przemawia na jego korzyść. Tego się nie da powiedzieć o niektórych wypowiedziach wrocławskiego trenera. Trener Ślęzy publicznie skrytykował już chyba wszystkich i wszystko. Narzekał na sędziów, organizatorów wyjazdowych meczów, trenerów, działaczy, a ostatnio także skrytykował media. Konkretnie artykuł przedmeczowy w olsztyńskim dodatku "Gazety Wyborczej".

- Artykuł jest szowinistyczny i mija się z przyjętą linią "Gazety" - stwierdził po pierwszym meczu trener Ślęzy. Ale nie poinformował, jaka jest linia "Gazety Wyborczej". Chętnie dowiemy, się jaka jest ta linia.

Zresztą wrocławski szkoleniowiec skrytykował już nie tylko przeciwników z boiska, dziennikarzy i sędziów, ale też pracę menedżera Ślęzy Romualda Krauzego. I być może ma do tego prawo, bo trzeba przyznać, że oprócz tego, iż jest trenerem, potrafi załatwić także pieniądze dla klubu. Czy jednak dlatego może mówić wszystko, co zechce, i zachowywać się, jak chce. Każdy ma prawo do wyrażania opinii. Trzeba się jednak zastanowić, czy te, które się wyraża, budują pozytywny wizerunek klubu. Ślęzie, która ma ambicje być jeszcze silniejszą, takie zachowanie na pewno nie pomoże. Tak jak "Gazecie Wyborczej" nie zaszkodzi.