MŚ 2010. Samuel Eto'o: Serce mi pęka, największe rozczarowanie w karierze

- Serce mi pęka, że nasza przygoda kończy się już po pięciu dniach. Cały sezon podporządkowałem dobremu występowi tutaj, żeby zajść z Kamerunem jak najdalej się da. To trudne do zaakceptowania - mówił Samuel Eto'o po porażce z Danią, która wyeliminowała jego ?Nieposkromione Lwy? z mundialu.
Po przegranym meczu z Danią (1:2), który przesądził o odpadnięciu reprezentacji Kamerunu z mundialu, kapitan "Nieposkromionych Lwów", Samuel Eto'o jako jeden z nielicznych piłkarzy w strefie mieszanej stadionu w Pretorii zatrzymał się przy dziennikarzach. Cichym, monotonnym głosem, w którym słychać było olbrzymi zawód i rozczarowanie wyszeptał, że tak szybkie odpadnięcie z mistrzostw świata to dla niego największe rozczarowanie w karierze. Jego drużyna doznała dwóch porażek w dwóch meczach. W dodatku wg kameruńskich dziennikarzy, natychmiast po przylocie do RPA w kadrze wybuchł konflikt, rozbijając ją na rywalizujące ze sobą grupy, czego nie opanował francuski trener Paul Le Guen.

Przegrywając z Danią Kamerun stracił szanse na awans z grupy

Samuel Eto'o: - To największe rozczarowanie w całej moje karierze. Cały sezon podporządkowałem dobremu występowi na mistrzostwach świata, temu, żeby Kamerun zaszedł jak najdalej się da. Marzyła mi się powtórka z historycznego występu na mundialu w 1990 roku, gdzie piłkarze Kamerunu zaszli aż do ćwierćfinału. Dałem z siebie wszystko co mogłem wykrzesać z moich nóg i mojego serca dla mojej ukochanej ojczyzny. Ale okazało się, że to za mało. Nasza przygoda kończy się już po pięciu dniach. To trudne do zaakceptowania. Serce mi pęka. To trudny do opisania zawód.

Mundial to rozczarowanie, ale ten sezon nie kończy się dla Pana najgorzej. Z Interem Mediolan zdobył Pan "potrójną koronę", stał się Pan pierwszym piłkarzem, który dwukrotnie z rzędu wygrał Ligę Mistrzów

- Wiem, że to wielka sprawa, ale nie umiem powiedzieć, kiedy znów będę w stanie myśleć o tamtych sukcesach z radością. Myślę tylko o wielkim zawodzie jaki sprawiliśmy naszym kibicom w Kamerunie i całej Afryce, którzy liczyli, że jako czołowa drużyna z Kontynentu odciśniemy ślad na tym turnieju. Dwie porażki z rzędu i odpadnięcie z turnieju jako jedni z pierwszych - nie o tym marzyli, nie to sami sobie obiecywaliśmy.

Co było słabością Kamerunu? W obu przegranych meczach stworzyliście mnóstwo okazji, ale nie potrafiliście ich wykorzystać

- Szansę lepszego zaistnienia na mundialu straciliśmy nie z Danią, ale przegrywając z Japonią. Tamta porażka nie powinna była się zdarzyć. Wyszliśmy na mecz zbyt młodym, niedoświadczonym składem. Nikt z chłopaków nie odpuszczał, wszyscy dali z siebie wszystko, ale w meczach o taką stawkę trzeba umieć radzić sobie z presją. W meczu z Danią zagraliśmy już dużo, dużo lepiej, ale rywale niestety strzelali celniej. Nasze niewykorzystane okazje będą nam się śniły po nocach.

A może zaszkodziły wam kłótnie w drużynie i krytyka ze strony legendy Kamerunu, Rogera Mili?

- Powtórzę to, co już mówiłem: nie miałem z nikim sprzeczki! Nigdy, w całej karierze, nie miałem konfliktu z nikim w drużynie narodowej. Dziennikarze napisali nieprawdę. Zdaję sobie sprawę jak ważna jest atmosfera w zespole na takim turnieju, więc nigdy bym nie dopuścił do żadnej awantury. Tu w RPA nie było też żadnego konfliktu między nami a trenerem. Po prostu po meczu z Japonią przekonywaliśmy go, że w następnym spotkaniu powinni zagrać ci bardziej doświadczeni zawodnicy, a on przyznał nam rację. Teraz czeka nas mecz z Holandią, którym zagramy o to, by móc wrócić do kraju z godnością.