Mundial 2010. Przed meczem Portugalia - Korea Płn. Czy zdarzy się cud?

Choć Portugalia w pierwszym meczu mundialu zaprezentowała się słabo, każdy inny wynik niż zwycięstwo nad Koreą Północną byłby sensacją. Azjaci twierdzą jednak, że do RPA przyjechali po awans do 1/8 finału i zapowiadają zwycięstwo. Mecz w poniedziałek o 13.30.
W pierwszych meczach Portugalczycy zremisowali 1:1 z Wybrzeżem Kości Słoniowej, a Korea Północna przegrała z Brazylią 1:2. Jeśli Korea polegnie, straci szansę na wyjście z grupy.

- Nie przegrają trzech meczów. Może nie stać ich na awans do 1/8 finału, ale jakieś punkty zdobędą i utrudnią zadanie faworytom - mówił przed turniejem Park Ji-sung, kapitan Korei Południowej.

Jego przepowiednia jeszcze się nie sprawdziła, ale mecz z Brazylią udowodnił, że piłkarz Manchesteru United może mieć rację. Koreańczycy świetnie bronili i nie bali się atakować faworyzowanych rywali.

- Nie mogę zdradzić naszej strategii na Portugalię, ale chcemy awansować do fazy pucharowej. Wkrótce zdecydujemy, czy zagramy bardziej ofensywnie, czy defensywnie - mówił trener Kim Jong-hun.

By osiągnąć cel, jego drużyna musi dzisiaj pokonać Portugalię. Lepszej okazji nie będzie, bo zespół Carlosa Queiroza w meczu z WKS zaprezentował się słabiutko. Wydawał się niezdolny do rozegrania akcji ofensywnej złożonej z kilku podań. Nie przegrał głównie dlatego, że lider rywali Didier Drogba nie był w pełni sił. - Trener kazał mi grać na prawym skrzydle. Nigdy tego nie robiłem. Złym pomysłem były też próby przedostania się pod pole karne rywali długimi podaniami - krytykował taktykę Deco. Selekcjoner odpowiedział, że wszyscy popełniają błędy, ale zaprzeczył, jakoby atmosfera w reprezentacji po meczu z WKS wyrżnęła o podłogę. "Pomyśl, zaryzykuj, zrób cokolwiek, co doprowadzi nas do zwycięstwa. Jeśli będziemy musieli wrócić do domu po fazie grupowej, chcielibyśmy mieć czyste sumienie, chcielibyśmy wiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co się dało" - pisze "Diario de Noticias".

Mimo problemów jednych i zaskakująco dobrej postawy drugich, wciąż w koszulkach reprezentacji Portugalii grają gwiazdy światowego futbolu, a Koreańczycy uchodzą za mundialowego dziwoląga.

Bramkarz Ri Myong-guk na początku kariery pragnął zostać napastnikiem. Zmienił zdanie, gdy wytłumaczono mu, że lepiej dla kraju, by zajął się bronieniem strzałów rywali.

Jego zmiennik Kim Myong-won w klubie występuje w ataku. Na MŚ zajął jednak miejsce przynależne bramkarzowi, bo trener Jong-hun uznał, że trzech golkiperów nie potrzebuje, wolał zwiększyć siłę ofensywy. Przeliczył się - w RPA Myong-won może wystąpić tylko w bramce. - Zaczynał jako bramkarz i praktycznie nim jest. Z racji szybkości korzystamy z niego też w ataku. Nic o nas nie wiecie - mówił zdenerwowany selekcjoner Koreańczyków. Podobno specjalnością Myong-wona są rzuty karne, w klubie zdarzyło mu się obronić trzy jedenastki w meczu.

Podobno, bo wiedza o Koreańczykach ogranicza się do tego, co sami udostępnią. Na słowo trzeba więc wierzyć trenerowi, który twierdzi, że za pomocą "telefonu komórkowego, którego nie widać gołym okiem" w czasie meczu porady taktyczne przekazuje mu przywódca Korei Kim Dzong Il.

Nazwiska dyktatora jak ognia unikają działacze FIFA, przed każdą konferencją proszący o niezadawanie pytań związanych z polityką. Ale i tak trudno spotkania z trenerem Koreańczyków uznać za normalne.

Przed meczem z Brazylią Jong-hun oburzył się na południowokoreańską reporterkę, która nazwała go "selekcjonerem Korei Północnej". - Na mundialu grają 32 drużyny. My reprezentujemy Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną. Proszę nie nazywać nas inaczej - mówił szkoleniowiec.

Jego drużyna dopiero od piątku trenuje w komplecie. Do zajęć wróciło czterech piłkarzy, których zabrakło na ławce rezerwowych w meczu z Brazylią. FIFA wytłumaczyła to ludzkim błędem, sztab Koreańczyków miał zostawić w hotelu kontuzjowanych. Prasa południowokoreańska twierdzi, że dwóch z nich poprosiło o azyl w RPA, bojąc się konsekwencji następnego meczu.

44 lata temu na mundialu w Anglii po 25. minutach ćwierćfinału Korea Północna prowadziła z Portugalią 3:0. Później cztery gole strzelił Eusebio, a Portugalia wygrała 5:3. Wściekły dyktator Korei Kim Ir Sen, ojciec Kim Dzong Ila, wysłał drużynę do obozu pracy. Nie oszczędził nawet Pak Doo-ika, którego gol zapewnił Korei sensacyjne zwycięstwo z Włochami w fazie grupowej. Piłkarz 15 lat spędził na wycinaniu lasów.

Fani inni niż wszyscy

Na mundialu w RPA Koreę Północną wspierają fani z Chin. Poddani Kim Dzong Ila na wyjazd nie mieli szans, bo władze odmówiły im paszportów. Północnokoreańskie ministerstwo sportu przekazało więc 1 tys. biletów chińskiemu klubowi kibica, do którego należą znani aktorzy, piosenkarze i satyrycy. Niezależny, jednoosobowy klub kibica stworzył Bryan Clark. 58-letni Anglik od czterech lat jeździ na mecze Korei Północnej. - W Arabii Saudyjskiej, gdzie zespół Kima Jong-Huna wywalczył awans na mundial, byłem jedynym kibicem Korei. 65 tys. fanów gospodarzy zagłuszało mnie, gdy śpiewałem i wymachiwałem flagą. Nie spodziewam się za moje poświęcenie nagrody od Kim Dzong Ila. Nie wydaje mi się, by on kibicował tej drużynie. Nigdy nie widziałem go na meczu - mówi Clark.