Mundial 2010. Zwycięstwo Danii, Kamerun odpadł z mundialu

Po meczu pełnym niechlujstwa i błędów w obronie oraz ataku Dania pokonała w Pretorii Kamerun 2:1 i wciąż ma szanse na awans do 1/8 finału. Kamerun odpadnie z turnieju po fazie grupowej
O tym, kto obok Holendrów awansuje z grupy E do fazy pucharowej, zdecyduje środowy mecz Danii z Japonią. Po dwóch meczach oba zespoły mają po trzy punkty.

Każdy kto przywykł do oglądania futbolu na najwyższym poziomie prezentowanego w Lidze Mistrzów i najlepszych europejskich ligach, musiał w sobotę cierpieć. Liczbą błędów, które popełniły oba zespoły można obdzielić dwie ligomistrzowe kolejki.

Kłopoty piłkarze mieli ze wszystkim. Od wyprowadzenia piłki, przez rozegranie, dokładne podanie po drybling. Niektórych wstydziliby się nawet juniorzy.

Z tego chaosu wyrosły trzy gole, szanse na kilka kolejnych i efektowny mecz. Kameruńczycy mogli w sobotę zostać najskuteczniejszą drużyną w RPA. Ale napastnicy wykonywali swoje obowiązku w podobnym stylu co reszta. Nie trafiali w piłkę, a jeśli trafiali to najczęściej ta po chwili uderzała w stadionowy dach.

Dania wygrała, bo popełniła jeden błąd mniej, w końcówce lepiej się broniła i miała piłkarza potrafiącego przez 30 sekund w niczym się nie pomylić. Dennis Rommedahl przy pierwszym golu asystował, drugiego strzelił.

Samuela Eto'o, na którego Kameruńczycy liczyli najbardziej, stać było na gola i strzał, po którym piłka trafiła w słupek. Jego występ trudno jednak nazwać wybitnym. Sobotni mecz mógłby raczej służyć za potwierdzenie tezy Rogdera Milli, który przed MŚ zarzucał rodakowi, że ten nie pokazuje w kadrze tego co w klubach. Eto'o śmiertelnie się obraził, zastanawiał się nad odpuszczeniem mundialu. Działacze i trener Paul Le Guen wybłagali, by został. Napastnik Interu w RPA nie okazał się jednak liderem drużyny. Po pierwszym meczu narzekał, że selekcjoner wystawił go na prawym skrzydle. W sobotę wystąpił już tam gdzie lubi, na środku ataku. Zagrał dobrze, może nawet bardzo dobrze, ale od niego kibice oczekują więcej. Co tydzień oglądają piłkarza, potrafiącego samodzielnie rozstrzygnąć o wynikach meczów stojących na poziomie kilka razy wyższym niż ten w Pretorii. Z pewnością Eto'o ma w kadrze gorszych partnerów niż teraz w Interze u wcześniej w Barcelonie. Ale prawdopodobnie, gdyby z taki sam występ jak w sobotę wyprodukował w klubie, nie pochwaliłby ani Pep Guardiola, ani Jose Mourinho.



Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola