Sport.pl

RPA 2010. Porażka Bafana Bafana: wielki smutek w wielkie święto

Rozbijając RPA 3:0, Diego Forlan i jego koledzy z Urugwaju oraz arbiter, wyrzucając z czerwoną kartką bramkarza, Itumelenga Khune zepsuli gospodarzom największe narodowe święto, upamiętniające początek walki z apartheidem. Nie pomogły kąpiele w lodowatej wodzie, modlitwy i palenie ziół. Bafana Bafana bliska pożegnania z mundialem
Mecz na stadionie w Pretorii, rozpoczynający drugą rundę spotkań grupowych, był pierwszym na mundialu z serii: "przegrany odpada". Ale gospodarze byli zmotywowani podwójnie, żeby pokonać Urugwaj. Wiedzą, że kibice Bafana Bafana nie wymagają od nich Pucharu Świata, ale awans z grupy jest obowiązkiem. Co więcej, spotkanie wypadło w największe święto narodowe RPA - Dzień Młodzieży. 16 czerwca 1976 roku czarna większość po raz pierwszy sprzeciwiła się apartheidowi. Uczniowie w Soweto, dzielnicy-getcie Johannesburga stworzonej przez białych, by odgrodzić się od czarnych robotników zaprotestowali przeciwko nauczaniu w języku afrikaans. Policja krwawo zdusiła ten protest, ale był to początek buntu, który po latach wyniósł Nelsona Mandelę na prezydenta kraju.

- Bafana Bafana musi wygrać i zrobić wielki krok do awansu także i po to, by dać impuls pozostałym afrykańskim drużynom. Tylko Ghanie udało się wygrać. Nigeria, Algieria i Kamerun są po porażkach w trudnej sytuacji. Musimy wlać nadzieje w ich ducha - mówił zawodnik Evertonu, Steven Piuenaar.

Toteż spotkaniu towarzyszyła wyjątkowa mobilizacja. - W i tak mroźnej aurze, jaka zapanowała na mundialu, znany z niekonwencjonalnych metod brazylijski trener RPA, Carlos Alberto Parreira nakazał piłkarzom po ostatnim treningu, by zanurzyli się jeden po drugim w basenie z zimną wodą, pełną bloków lodu. - Sami do końca nie wiemy, czy miało to zregenerować ich zmęczone mięśnie, przygotować na wieczorny chłód czy zahartować do ostatecznej walki. Pewnie wszystko na raz - powiedział mi dziennikarz South Africa Press Assosiation, Billy Cooper.

- W tym wyjątkowym dniu dmijcie w wuwuzele tak głośno, jak jeszcze nigdy! Ich dźwięk daje nam poczuciem, że mamy was za sobą i po prostu nas niesie. Niech nas poniesie do zwycięstwa i awansu - wzywał kibiców kapitan Bafana Bafana, Aaron Mokoena.

I wuwuzele ryczały na całej trasie przejazdu reprezentacji z bazy w Johannesburgu do Pretorii. Biły te z bębny, śpiewano piosenki, a uliczni uzdrowiciele w Soweto palili świecie i zioła za Bafana Bafana. Autobus z drużyną pozdrawiały tłumy (16 czerwca to dzień wolny), towarzyszył mu śmigłowiec stacji telewizyjnej, która prowadziła transmisję na żywo. A piłkarze po dotarciu na miejsce, tańcząc i śpiewając wmaszerowali do szatni.

I nawet strzegący wszystkich stadionów na mundialu ochroniarze prywatnej firmy Stallion Security, którzy w całym kraju strajk z powodu głodowych stawek, odstąpili od protestu na ten jeden dzień i po raz pierwszy od kiedy tu jesteśmy, dokładnie skontrolowali nas przy wejściu na stadion, na którym miała grać ich Bafana Bafana.

Na boisku piłkarze gospodarzy grali z podobna pasją co w meczu otwarcia z Meksykiem. Ale nie starczyło im umiejętności, żeby powstrzymać atak Urugwaju złożony z trzech napastników - dwukrotnego "króla strzelca" ligi hiszpańskiej Diego Forlana, supersnajpera Ajaksu Amsterdam, Luisa Suareza (42 gole w sezonie) i Edinsona Cavaniego, z którym Radosław Matusiak przegrał kiedyś rywalizację w Palermo. Forlan pogrążył trenera Parreirę tak jak w eliminacjach i Copa America wielokrotnie potrafił strzelać gole jego Brazylii.

- Nie wiem co się stało! Jakoś po pierwszych 15 minutach straciliśmy wiarę w siebie i przestaliśmy grać - mówił jeszcze na murawie kapitan RPA, Aaron Mokoena. Ale wiary w swoją drużynę nie stracili kibice Bafana Bafana. Po ostatnim gwizdku długo pozdrawiali swoich piłkarzy z trybun, a ryk wuwuzeli, choć nieco cichszy, słuchać było jeszcze długo po spotkaniu. - Wierzymy! Póki jeszcze jest szansa pewnie, że będziemy wierzyć! Teraz trzeba trzymać kciuki, żeby jutro padł remis w meczu Francji z Meksykiem. I pokonać Francuzów. Ich w ogóle nie powinno tu być, może sprawiedliwość będzie po naszej stronie. Szkoda tylko, że w bramce zabraknie Khune - mówili kibice opuszczający Lotus Versfeld Stadium.

Czytaj więcej o meczu RPA - Urugwaj »


Więcej o: