Mundial 2010. Niemcy zaczęli jak 20 lat temu

Trener Joachim Löw jest opisywany niczym taktyczny półbóg, napastnicy Miroslav Klose i Lukas Podolski mają ?wstrząsnąć Afryką?, a mundial mógłby się już właściwie skończyć, bo i tak wiadomo, kto je wygra - tak turniej w RPA opisują niemieckie media.
Do euforii wystarczyło łatwe 4:0 z zagubioną w niedzielę wieczorem Australią. Niemcy z kraju, gdzie krytykowany trener Löw miał prawo być na skraju załamania nerwowego, stały się krajem nieograniczonego optymizmu.

Zmieniło się wszystko. Niepewność, jaka w Niemczech dominowała po kontuzji Michaela Ballacka, jest już rozwiana. Nerwy, które budził Löw, nie decydując się na powołanie Kevina Kuranyiego, zapomniane. Gdyby szanse na mistrzostwo mierzyć entuzjazmem krajowych dzienników, stacji telewizyjnych i portali internetowych, Niemcy już mogliby świętować.

Bulwarowy "Bild" pisze o "kroku zrobionym w stronę mistrzostwa". Nieco bardziej wstrzemięźliwy jest "Kicker". "To był doskonały futbol na miarę pierwszego miejsca w grupie" - ocenia, a jednocześnie wskazuje, że to dopiero "początek marzeń". Dla "Die Welt" wygrana z Australią to "oszałamiający popis". "Die Zeit" Thomasa Müllera nazywa "mistrzem, który wszystko robił idealnie", a Löwa - "zwycięzcą taktyki". Jemu dziennik poświęca najwięcej miejsca - szczególnie w kontekście atmosfery, w jakiej zaczynał turniej. "Miał swoje zdanie, z którym się nie zgadzano. Oto co zobaczyliśmy: ci gracze mają plan".

W fali entuzjazmu najwięcej rzeczowego chłodu zachował Klaus Augenthaler, ekspert kanału Sport 1 i obrońca mistrzów świata z Włoch w 1990 r. W swoim felietonie napisał: "Reprezentacja mi zaimponowała", choć zauważa, że naprzeciw Niemców "byli tylko Australijczycy".

Były as defensywy Bayernu porównuje dzisiejszą reprezentację Löwa do tej sprzed 20 lat. Podkreśla tempo, w jakim grali Niemcy w niedzielę: szybko, ofensywnie, pomysłowo - tak jak w 1990 r., kiedy zaczęli od 4:1 z Jugosławią, a w następnym spotkaniu strzelili pięć kolejnych bramek.

Wtedy świetny początek Niemców niemal miesiąc później skończył się triumfem w finale.

Socceroos - koszmar w 3D

Australijskie gazety przyznają, że szanse ich piłkarzy na awans są minimalne. Krytykują trenera Verbeeka za pozostawienie na ławce Harry'ego Kewella.

Jeden z blogerów "Sunday Morning Herald" poszedł do kina obejrzeć mecz z Niemcami. W Australii spotkanie rozpoczynało się o 4.30 rano. "Na wielkim ekranie. W najgorszych przewidywaniach spodziewałem się 0:5, w najlepszych - 1:0 dla Australii. Jak było, wszyscy widzieliśmy. Socceroos w 3D. Horror" - pisze Karl Quinn.

"To była zawstydzająca porażka" - skomentował były bramkarz Australii i Manchesteru United Mark Bosnich. "Graliśmy sześcioma pomocnikami, bez nominalnego napastnika. Trzeba chociaż próbować wygrać taki mecz. My nie próbowaliśmy" - wtórował mu były napastnik reprezentacji Robbie Slater. Dziennik zatytułował relację z meczu "Kompletna katastrofa Pima Verbeeka i »Socceroos «". Występ Tima Cahilla ukaranego czerwoną kartką nazywa najgorszym w historii.

"The Age" z Melbourne pisze: "Niemcy dali nam lekcję futbolu i mieli wystarczająco dużo okazji, by podwoić wynik".