MŚ 2010. Minimalne zwycięstwo Japonii nad Kamerunem

Japończycy prowadzeni przez swoją największą gwiazdę Keisukę Hondę rozprawili się z Kamerunem. Po słabym spotkaniu, w którym były zaledwie pięć celnych strzałów, zespół Takeshiego Okady pokonał rywali 1:0.
Obie drużyny nie stworzyły porywającego widowiska. Dość wspomnieć, że pierwszy celny strzał był dopiero w 38. minucie meczu. Eyong Enoh uderzył mocno, płasko po ziemi, ale nie mógł tym strzałem zaskoczyć bramkarza Japonii. Ten strzał miał dać jednak impuls Samuelowi Eto'o i spółce do ataku w ostatnich minutach pierwszej odsłony.

Tymczasem to Japończycy postanowili się odgryźć - efekt był piorunujący. Z prawej strony boiska pognał Matsui, dośrodkował w pole karne, gdzie żaden z obrońców Paula Le Guena nie potrafił wybić piłki. Ta trafiła pod nogi Keisuke Hondy. Największa gwiazda reprezentacji Japonii, piłkarz CSKA Moskwa, ze spokojem spojrzał jak ustawiony jest Hamidou i technicznym strzałem pokonał bramkarza. Kibice zasiadający na trybunach stadionu Free State Stadium mieli nadzieję na olbrzymie emocje po przerwie. Wydawało się, że Kamerun ruszy zaciekle do odrabiania strat, szarpnął wreszcie Samuel Eto'o popisujac się dryblingiem między trzema Japończykami. Ale były to ataki nieskuteczne.

Dopiero w 86 minucie zdegustowany bierną postawą kolegów Mbia z całej siły kopnął na bramkę Kawashimy. Futbolówka uderzyła w spojenie słupka z poprzeczką. Kameruńczycy walczyli do końca, trwało oblężenie bramki Japończyków. Ale nic nie dało.

Dla reprezentacji Japonii jest to pierwsze w historii zwycięstwo w mistrzostwach świata poza ich krajem. Wcześniej drużyna z Azji wygrywała wyłącznie podczas mundialu w 2002 roku. Kamerun pierwszy raz przegrał na MŚ swój mecz otwarcia.