MŚ 2010. Burza z niemieckim hymnem. "Śpiewać muszą wszyscy" - nawet Podolski, Klose, Ozil, Aogo?

Niemcy zauważyli, że wielu piłkarzy reprezentacji tego kraju przed meczami ani nie odśpiewuje niemieckiego hymnu, ani nawet nie symuluje śpiewu ruchem warg. Kij w mrowisko włożył legendarny zawodnik i trener Franz Beckenbauer - zwany "Cesarzem". - Nie może być tak, że stojący na trybunach śpiewają, a stojący na murawie nie. Śpiewać muszą wszyscy - powiedział. Brukowy "Bild" wydrukował nazwiska tych, którzy - jak wyśledził - nie śpiewali przed sparingiem z Bośnią i Hercegowiną.
Wciąż możesz wygrać mundial! Dołącz do gry, stwórz drużynę, wygraj 11 tys. zł! »

Niemcy grają na mundialu swój pierwszy mecz w niedzielę o 20.30 z Australią  ».

Urodzony w Sławięcicach Mirosław Klose, urodzony w Gliwicach Łukasz Podolski, urodzony w Tczewie Piotr Trochowski - oto atak futbolowej reprezentacji Niemiec. I wierzchołek wieży Babel, którą przysłali na mundial wicemistrzowie Europy

Na mundialu w 2002 r. Niemcy wystawiali Polaka, Ghańczyka oraz urodzonego w Szwajcarii pół-Włocha. W 2006 r. mieli już dwóch Polaków i w sumie pięciu graczy o obcych korzeniach w kadrze. W RPA spełnia się koszmar nacjonalisty, którego wizja "prawdziwej" reprezentacji kraju nie toleruje etniczno-kulturowo-religijnej wielobarwności - wyjąwszy bramkarza, nasi zachodni sąsiedzi mogliby obsadzić wszystkie pozycje na boisku obcobrzmiącymi nazwiskami. Przywieźli ich jedenastu.

Mesut Ozil, nadzwyczajnie utalentowany ofensywny rozgrywający i kandydat na odkrycie turnieju, to syn emigrantów z Turcji. Ojczyzna rodziców naciskała, by kopał piłkę dla niej. Odmówił, czuje się Niemcem. Wysłannicy tureckiej federacji od dekady monitorują niemieckie rozgrywki juniorskie, by możliwie wcześnie przechwycić najzdolniejszych rodaków. Trwa nieustający wyścig.

W linii pomocy Ozila wspiera Sami Khedira, syn Tunezyjczyka. Obrońca Jerome Boateng też reprezentuje kraj mamy - Niemki, choć jego brat Kevin-Prince Boateng wybrał drużynę taty - Ghanę. Obaj zagrają w RPA przeciw sobie, ich reprezentacje wpadły na siebie w grupie. W kadrze są jeszcze: kolejny Turek Serdar Tasci, Marko Marin (Serb urodzony w Bośni), Mario Gomez (ojciec Hiszpan), Dennis Aogo (ojciec Nigeryjczyk) i naturalizowany Brazylijczyk Cacau, czyli Claudemir Jeronimo Barreto. Tego ostatniego łączy z Niemcami najmniej - zatrudniony przed laty w Bundeslidze poczuł się w nowym kraju "adoptowany" i "tak dobrze traktowany, że powinien się odwdzięczyć".

Inni wymienieni nie tworzą jednak listy łupów, jakimi dla Polski byli podebrany Nigerii Emmanuel Olisadebe albo naturalizowany Brazylijczyk Roger Guerreiro. Kadrowiczów obcego pochodzenia wyuczyli na futbolistów sami Niemcy, którzy korzystają z genetycznej różnorodności - w sporcie bezcennej - oferowanej przez ewoluujące, mające już 15 mln imigrantów społeczeństwo. Świetny kiedyś gracz, a dziś menedżer reprezentacji Oliver Bierhoff mówi, że trend go zachwyca, bo futbol musi odbijać to, co dzieje się kraju, nie powinien nikogo wykluczać. Tymczasem już 18 proc. jego rodaków ma przynajmniej jednego rodzica urodzonego za granicą, a Europa nadal migruje bez opamiętania.

I pewnie nie byłoby sporu, gdyby Niemcy nie zauważyli, że wielu piłkarzy przed meczami ani nie odśpiewuje hymnu, ani nawet nie symuluje śpiewu ruchem warg. Kij w mrowisko włożył Franz Beckenbauer - zwany "Cesarzem" żywy pomnik, jedyny w historii futbolu mistrz świata i jako zawodnik, i jako trener. - Nie może być tak, że stojący na trybunach śpiewają, a stojący na murawie nie. Śpiewać muszą wszyscy jako selekcjoner sam dawałem przykład - powiedział.

- Nie zamierzam nikogo zmuszać - odparował obecny selekcjoner Joachim Löw. - Chłopcy identyfikują się z drużyną i Niemcami całkowicie, ale trzeba wziąć pod uwagę ich dziedzictwo. Nie muszą się tłumaczyć - dodał.

Aogo się wytłumaczył. - To sprawa osobista. Jestem dumny z gry dla kraju, nawet jeśli hymnu tylko słucham - powiedział.

Działacze federacji przedyskutowali z piłkarzami problem, ale też nie wymagają śpiewu. Tylko brukowy "Bild" drukował nazwiska tych, którzy - jak wyśledził - nie wypełnili patriotycznego obowiązku przed pierwszym gwizdkiem ostatniego sparingu, z Bośnią i Hercegowiną.

Afera wybuchła po słowach Beckenbauera, który prawdopodobnie - starych taśm tabloidy nie analizowały - też nie śpiewał. W latach 60. i 70. drużyna milczała, bo choć Niemcy zdążyli już ustalić, czym zastąpić osławione, znane z czasów nazistowskich "Deutschland, Deutschland uber alles", to patriotyzmu wciąż się wstydzili. Z kompleksu wyleczył ich dopiero ostatni mundial. Kiedy reprezentacja oszałamiała radosnym stylem gry, pojęli, że z bycia Niemcem wolno się cieszyć. Ba, manifestować dumę.

A powody, by dumę czuć, zawdzięczają działaczom, którzy postanowili zasysać do piłki młodzież z mniejszości narodowych. Kiedyś najzdolniejszych tracili, w 2002 roku Turcy zdobyli brąz mundialu w sporej mierze dzięki graczom wyedukowanym przez Niemców. Teraz ci ostatni zabiegają, by potomkowie imigrantów możliwie wcześnie wybierali kraj będący dla rodziców ojczyzną przybraną. A w telewizji emitują spoty, które mają przyzwyczaić kibiców do nowego - oto trwa rodzinny obiad w ogrodzie, czarnoskóry tata woła, że "nasi chłopcy wychodzą na boisko", wszyscy biegną do telewizora, w tle niemiecki hymn.

W juniorskich reprezentacjach grali ostatnio: Gonzalo Castro (dziecko Hiszpanów), Anis Ben Hatira (dziecko Tunezyjczyków), Chinedu Ede (z ojca Nigeryjczyka) czy Ashkan Dejagah (urodzony w Teheranie, z "przyczyn osobistych" odmówił udziału w meczu z Izraelem). Wyniki osiągają fenomenalne. Niemcy zdobyli właśnie złote medale mistrzostw Europy do lat 17, 19 i 21. To seria bez precedensu, ci ludzie zbudują futbolowe supermocarstwo jutra.