MŚ 2010. Czy mundial zbawi RPA?

Między 11 czerwca, a 11 lipca Republika Południowej Afryki stanie się centrum wszechświata. Piłkarskie mistrzostwa świata zmienią nastroje, ale nie rozwiążą problemów najbogatszego państwa Afryki, którymi są wysoka przestępczość, plaga AIDS, bezrobocie, konflikty z imigrantami i nierówności społeczne, które niekoniecznie pokrywają się z podziałami rasowymi. Relacja Z czuba i na żywo na Sport.pl z mundialu już od godziny 13. W programie sprawozdanie z ceremonii otwarcia oraz z pierwszego meczu RPA-Meksyk.
RPA jest pierwszym afrykańskim gospodarzem mundialu. Miliony fanów z wuwuzelami liczą na sportowy sukces swojej reprezentacji, politycy liczą na pieniądze i uspokojenie sytuacji w kraju. - Uda się, uda - powtarza od kilku miesięcy prezydent RPA Jacob Zuma, który po mistrzostwach będzie bohaterem albo pośmiewiskiem. Sukces jest mu potrzebny, by spokojnie rządzić.

Reporter "Gazety Wyborczej" Wojciech Jagielski pisał ostatnio z RPA: "Pierwszy rok rządów upłynął Zumie pod znakiem skandali obyczajowych z udziałem jego samego, strajków, walk frakcyjnych w rządzącym Afrykańskim Kongresie Narodowym i powiększającej się przepaści między bogacącą się klasą średnią a ubożejącą biedotą. Mistrzostwa mogą się dlań okazać zbawienne. Odciągną - choć na jakiś czas - uwagę niezadowolonych ze swego losu obywateli i zjednoczą skłócone społeczeństwo".

Ale czy mundialowa euforia odmieni RPA? Rozmach, z którym kraj wystartował w demokrację w 1994 roku po zniesieniu apartheidu, jest już przeszłością.

Południowoafrykańska republika cierpi na szereg plag wpływających na siebie nawzajem - wysokie bezrobocie nakręca falę przemocy, która w dużej mierze dotyczy imigrantów z np. sąsiadującego z RPA, pogrążonego w kryzysie Zimbabwe. Przemoc wywoływana jest przez biedę, bo prowincje, ale także slumsy największych miast pozbawione są prądu lub wody. Pandemia AIDS powoduje kilkaset tysięcy zgonów rocznie.

"RPA jest najbogatszym państwem Afryki i jednocześnie krajem gigantycznych nierówności społecznych, jednych z największych na świecie" - czytamy w najnowszym numerze "Polityki". "Rządy postsegregacyjne zrobiły dużo, by je zmniejszyć, ale od lat polityka jest chaotyczna i rodzi nowe konflikty. Co ważne, różnice nie pokrywają się z kolorem skóry, bo tak jak narodziła się grupa arcybogatych czarnoskórych biznesmenów, tak samo bieduje spora grupa białych. Jednak czarni są głównymi poszkodowanymi, ich zarobki sięgają ledwie 13 proc. średniej pensji białych" - pisze tygodnik.

Afrykański mundial od miesięcy prowokował narastające obawy: czy przyjezdni będą mogli czuć się bezpiecznie? Czy imprezy nie przerwą strajki? Czy gospodarze podołają organizacji? Czy zdążą na czas z wybudowaniem stadionów?

O wątpliwościach dotyczących mistrzostw w RPA pisze wysłannik Sport.pl Rafał Stec. "Nawet głosujący za przyznaniem RPA organizacji turnieju mówili w dniu wyboru, że ten kraj nie zasługuje na mundial. Jest najbogatszy na kontynencie, ale wciąż nierozwinięty, niemal pozbawiony transportu publicznego. Co gorsza, uchodzi za jeden z najniebezpieczniejszych poza ogarniętymi wojną, strasząc 60 zabójstwami dziennie i 6 milionami nosicieli HIV."

Stadiony są gotowe, reszta obaw pozostała. Jeszcze zanim mistrzostwa ruszyły, odnotowano kilka przypadków obrabowania dziennikarzy i turystów. Wyczulona na takie sprawy międzynarodowa opinia publiczna rozboje, ale i inne niedociągnięcia będzie nagłaśniać regularnie. Takie, jak np. wojna toaletowa w Kapsztadzie.

Związki zawodowe grożą strajkiem, ale RPA świętuje: "Mieszkańcy Johannesburga czekają na turniej w ekstazie. W południowafrykańskie złoto-zielone barwy i flagi wszystkich innych uczestników turniejów stroją każde auto i budynek, a o umówionych godzinach wylegają na ulice, by wesprzeć piłkarzy opętańczym tańcem i jazgotem wuwuzeli" - pisze z Johannesburga Rafał Stec. "Takiego szału nie widziałem ani w Niemczech (2006 r.), ani w Azji (2002). Rozpaczają tylko setki tysięcy wieśniaków z odległych prowincji, którzy albo żyją bez elektryczności, albo do ich domów nie dociera sygnał telewizji ani radia".

Rozpaczają też ci, głównie imigranci, których rząd przesiedlił na czas mundialu do specjalnych ośrodków położonych poza szlakami, którymi poruszają się kibice i dziennikarze. Ale co będzie z RPA po mistrzostwach, kiedy te zamknięte enklawy stracą rację bytu, a żebracy, bezdomni i sieroty wrócą do Johannesburga, Pretorii, Kapsztadu?

"Afryka Południowa jest dumna z mistrzostw: pierwszych w historii kontynentu. Ale nie aż tak dumna, by całkiem zapomnieć o rzeczywistości. A ta jest mniej spektakularna niż fantastyczne rajdy po murawie, chóralne śpiewy, ryk trąb i huk bębnów na stadionach. Festyn może zmienić nastroje, ale nie zmieni twardych faktów gospodarki, polityki, życia społecznego" - zauważa "Polityka".