MŚ 2010. Jonathan Spector - obrońca do zadeptania

Amerykanin, z którego podśmiewują się Anglicy. Kiedy ?The Telegraph? tłumaczył niedawno, jak Anglia ma wygrać mecz z USA, głównym obiektem analizy był Jonathan Spector.
Poprowadź swoją drużynę w RPA i Wygraj Mundial! »

"Wolny, mało zwrotny, ociężały" - tak określa się 24-letniego prawego amerykańskiego obrońcę, najsłabsze zdaniem wyspiarzy ogniwo w kadrze Boba Bradleya. Joe i Ashley Cole, razem z Aaronem Lennonem albo Shaunem Wrightem Phillipsem mają go wyprzedzić, a potem podeptać i wgnieść w trawę. "Spector jest kluczem" - podszeptuje "Telegraph" Fabio Capello.

Spector Anglikom jest znany, bo od siedmiu lat gra w Premier League. Zdanie mają o nim marne, gdyż furory rzeczywiście nie zrobił. Zaczął obiecująco, od rezerw Manchesteru United, ale szybko zesłano go na wypożyczenie do Charltonu, a potem na definitywną zsyłkę do West Hamu, gdzie pogrywa już cztery lata. Przeciętny klub, przeciętne wyniki, przeciętnie gra też Spector. Anglicy drwią. Proste?

Ano nie do końca takie proste, bo Spector jest też paradoksem, którym tłumaczyć można fenomen reprezentacji USA. Z klubowego szaraczka w kadrze zamienia się bowiem w klasowego piłkarza. Rok temu w Pucharze Konfederacji zagrał we wszystkich pięciu meczach, powstrzymał Hiszpanów, w finale prawie zatrzymał Brazylijczyków. Był szybki, zdecydowany, zaliczył dwie asysty. Tak samo grał w eliminacjach do MŚ i ostatnich sparingach. Tego "Telegraph" już nie zauważył. - Każdy z nas osobno nie robi może wrażenia, ale razem jesteśmy drużyną, w reprezentacji gramy najlepiej - wyjaśnia Jonathan prostą amerykańską filozofię futbolu. Ciekawe, kto się będzie śmiał 12 czerwca.

USA na MŚ 2010 bez tajemnic - w naszym serwisie mundialowym »